Sport

Nie da się wskazać trójki do awansu

Rozmowa z Marcinem Sasalem, byłym trenerem Pogoni Grodzisk Mazowiecki, a obecnie ŁKS-u Łomża

Poprzedni sezon potwierdził, że mecze 2. ligi generują sporą dawkę emocji. W tych rozgrywkach pewnie będzie podobnie... Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

Od sezonu 2014/15 mamy jedną, scentralizowaną grupę 2. ligi. Wcześniej istniał podział na wschód i zachód, drużyn było dwa razy więcej, ale brakowało prestiżu. Które rozwiązanie jest lepsze?

- Tak jak teraz jest dobrze, nie mamy na tylu piłkarzy, żeby dzielić Polskę jeszcze na tym poziomie rozgrywkowym na pół. Drużyny, które awansują z 2. ligi, przeważnie mają trochę problemów; Pogoń Siedlce w poprzednim sezonie utrzymała się na farcie. To również pokazuje, że dokładając więcej drużyn i dzieląc je na pół, obniżylibyśmy poziom.

Dużo emocji wzbudza przepis o obowiązku gry dwóch młodzieżowców...

- Mam wrażenie, że od momentu wprowadzenia obowiązku gry dwóch młodzieżowców jest gorzej, to osłabia tę ligę. Utalentowani piłkarze tu są, ale nie tędy droga, żeby zawodnicy oraz ich menadżerowie już na starcie zarabiali ogromne pieniądze. Większość tych chłopców po skończeniu wieku młodzieżowca kończy przygodę z piłką, można to sprawdzić. Od dawna apeluję, aby wprowadzony w 2012 roku pomysł merytorycznie podsumować. Jesteśmy krajem pionierskim, jeśli chodzi o to rozwiązanie, a nie poprawiliśmy swojej pozycji w rankingu FIFA czy UEFA. Oczywiście wielu młodych zawodników się przebija, w wielu zespołach w poprzednim sezonie odgrywali kluczowe role, ale nie powinni otrzymywać miejsca w składzie ze względu na PESEL. Wprowadził to Janusz Matusiak, jako wiceprezes PZPN, który miał SMS Łódź i chciał wyprzedać młodych zawodników. Nikt nie mówi o tym, media też za bardzo nie podejmują tematu, że trzeba ten przepis ewaluować. Choćby z racji tego, że mamy pokolenie późno dojrzewające w porównaniu z południowoeuropejskimi. Wzorem innych krajów europejskich powinniśmy wiek młodzieżowca wydłużyć do 23. roku życia, aby młodzieżowcy mieli większą szansę grania. Co roku 450 chłopców kończy wiek juniora i gdzie oni mają grać? Ile jest miejsc w klubach 1., 2. czy 3. ligi? Takie wydłużenie dałoby im szansę.

Trzech z pięciu beniaminków - Unia Skierniewice, Podhale Nowy Targ i Sokół Kleczew na tym poziomie zagrają po raz pierwszy. Jakie widzi pan szanse tych klubów?

- Podhale to klub sukcesywnie dobrze budowany. W barażu „przejechało się” po Zagłębiu II Lubin, gdzie ponoć jest tak dobra akademia, podobnie jak w Legii, której rezerwy nowotarżanie też odprawili w barażu. Druga liga jest dobrym poligonem doświadczalnym, ale to również trudne rozgrywki. Grając o barażową szóstkę walczy się jednocześnie o... utrzymanie, bo środek tabeli cały czas musi się oglądać za siebie. Sześć klubów, które mogą spaść po każdym sezonie powoduje, że to liga „dworca kolejowego”, na którym jedni wsiadają, a drudzy wysiadają. PZPN uchylił furtkę dla drugich drużyn w swoich grupach 3. ligi i Podhale z tego skorzystało. To stabilny zespół, który podobnie jak Polonia Bytom, wykorzystał atut gry na sztucznej nawierzchni. Fenomen Polonii w poprzednim sezonie polegał właśnie na tym. Moja Pogoń była jedynym zespołem, który tam wygrał. Nie powinno tak być, bo albo gramy w futsal albo w piłkę nożną. Ktoś powie, że powinno się grać na różnych nawierzchniach, to może jeszcze na asfalcie zagrajmy... Proszę zobaczyć, jaka jest różnica między tenisem na kortach trawiastych, a na tych z nawierzchnią syntetyczną. Są zawodnicy, którzy się specjalizują w jednym i drugim, ale myślę, że dla kogoś kto gra systematycznie na danej nawierzchni, daje to duży handicap, który z pewnością będzie miało Podhale i podejrzewam, że będzie groźnym beniaminkiem. Unia to projekt budowany od dawna, już jakiś czas temu była blisko awansu. Wielu zawodników się tam przewija. Wygrali ligę, pokonując Legię II, która ma wielu piłkarzy z pierwszego zespołu. W Pucharze Polski również pokazali się z bardzo dobrej strony, eliminowali kluby z ekstraklasy. Ciekawy projekt, który jeśli dobrze wystartuje, będzie miał szansę pójść drogą Pogoni Grodzisk. Sokół to z kolei zespół, którego zupełnie nie znam. Mogę się jedynie domyślać, że przyciąga zawodników niezłymi pieniędzmi. Zobaczymy jak to się rozwinie, bo wiele było klubów, które szybko zaistniały, a potem zniknęły. Być może tam jest pomysł na coś stabilnego.

A kogo pan upatruje do awansu?

- Tego nie da się przewidzieć, ponieważ w tej lidze nie ma rzeczy oczywistych. Pogoń była typowana do spadku, a każdy mówił o Wieczystej Kraków. Świt Szczecin po pierwszej rundzie był blisko spadku, a bił się w barażach o awans. Okazało się, że beniaminkowie byli bardzo groźni, odgrywali czołowe role. Osobiście twierdzę, że między 3. a 2. ligą nie ma zbyt dużej dysproporcji, ta jest w tej chwili między 1. a 2. ligą. Wszystko w tej lidze jest możliwe i teraz nie wytypowałbym trójki do awansu. Na pewno Chojniczanka będzie groźna, w Podbeskidziu są wielkie oczekiwania, ciekawe transfery. Zagłębie Sosnowiec znowu robi wymianę sztabu, dyrektorów, zawodników. To nie gwarantuje stabilizacji, natomiast wszyscy mówią, że Zagłębie grać będzie o awans, ale ja z takimi opiniami bym jeszcze poczekał. Bardzo dobry zespół ma Olimpia Grudziądz. W poprzednim sezonie zajęła wyjątkowo niskie miejsce, ale teraz może być „czarnym koniem”. Hutnik Kraków grał bardzo dobrą, krakowską piłkę, ale nie ma w nim stabilizacji, żeby to funkcjonowało. Mamy też spadkowiczów. W Stalowej Woli się zbroją, w Warcie Poznań nie wiem czy w tej chwili można mówić o stabilności. We wspomnianym Świcie wykonują mądre ruchy i też powinien być bardzo groźny. Coś ciekawego w końcu buduje się w Nowym Sączu i nie mam na myśli tylko stadionu. Od momentu spadku z ekstraklasy zawirowania wokół klubu nie pozwalały na spokój, a teraz ma tam szansę powstać zespół na dobrym poziomie. Rezerwy Śląska i ŁKS-u zapewne stawiać będą na młodych. Rekord Bielsko-Biała to też poukładany zespół, który przez zbyt wiele remisów niemal do końca walczył o utrzymanie.

Śledzi pan, co dzieje się w Grodzisku, czy ten rozdział jest już zamknięty?

- Moich chłopaków w Grodzisku już nie ma. Tam zostali tylko ci, którzy byli miejscowi. Kontaktu za bardzo nie mam. Po tych wszystkich wydarzeniach, które się potoczyły nie tak, jak powinny, nagłośnienie w większości nieprawdziwych faktów sprawiło, że już nie chcę tego wszystkiego odkręcać, bo to nie ma sensu. Jeżeli dwa lata poświęca się pracy w ogromnie trudnych warunkach, wręcz wykłóca się o rzeczy, które powinny być na jakimkolwiek poziomie zapewnione, to z drugiej strony w człowieku to siedzi, nawet gdy patrzy już na to z boku. Cieszę się, że wygrali mecz na inagurację i uważam, że w 1. lidze będą punktować. Na sposób grania, na to jak to wygląda, patrzę jednak ze wstrzymanym oddechem, bo uważam, że wygląda to źle.

Zakotwiczył pan w ŁKS-ie Łomża. Tam chyba są wszystkie warunki do tego, aby była co najmniej 2. liga...

- Też tak uważam. Po raz pierwszy od pięciu lat mam boisko treningowe, co we wcześniejszych pracach było nieosiągalne, a mimo to udało mi się zrobić dwa awanse. Warunki są na pewno dobre. Oczywiście wymaga to pewnych zmian, podejścia, ale ludzie są tutaj życzliwi. Po pierwsze, przedstawili mi sens działania, choć bardzo trudno jest namówić dobrych zawodników do zejścia na poziom 3. ligi. Szukamy zawodników, różnych rozwiązań, buduje mnie ta otwartość ludzi. Wszystkie rozmowy jak dotąd były konstruktywne, nie kończyły się na tym, że „tego nie można, tamtego nie można”. Współpracujemy dopiero trzy tygodnie. Zawodnicy trenowali pod innym okiem, przychodzą z różnych klubów, więc musimy to wszystko scalić, ale potencjał jest. Widzę też, że jest duże zainteresowanie piłką w Łomży.

Rozmawiał Mariusz Rajek