Sport

Nic nie jest na pewno

Rozmowa z Wojciechem Cyganem, przewodniczącym rady nadzorczej Rakowa Częstochowa, wciąż wiceprezesem PZPN

Wojciech Cygan spodziewa się trudnego okresu w polskiej piłce. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus

W poniedziałek czekają nas wybory na prezesa PZPN, w których Cezary Kulesza jest jedynym kandydatem. W jednym z ostatnich wywiadów powiedział pan jednak, że dopóki nie ma ostatecznych wyników wyborów, nie można niczego przesądzać. Naprawdę wierzy pan, że może wydarzyć się coś takiego, że urzędujący prezes nie zostanie wybrany na kolejną kadencję?

- Nie mam żadnej tajemnej wiedzy na ten temat. Po prostu stwierdziłem, że dopóki sędzia nie odgwiżdże końca meczu, czy też nie ma ogłoszonych wyników wyborów, to nie można mówić, że coś zostało na pewno rozstrzygnięte. Czy środowisko w poniedziałek będzie głosowało w ten czy inny sposób? Sam jestem tym zaciekawiony. Może akurat nie w głosowaniu na prezesa, bo tutaj rozstrzygnięcie wydaje się dość jasne, ale w wielu innych głosowaniach, przy tak dużej liczbie kandydatów, może być ciekawie.

Kuluarowo coraz częściej słychać głosy, że kolejna kadencja Cezarego Kuleszy cofnie naszą piłkę do mrocznych lat 80. ubiegłego wieku. Zgadza się pan z tym?

- Mogę mówić o swoich odczuciach i wrażeniach, a są one takie, że druga kadencja będzie trudna i to nie chodzi o to, jak obecnie postrzegany jest PZPN, ale zwyczajnie czekają nas ciężkie czasy. Mam wrażenie, że po przegranej w Finlandii nadchodzą trudne momenty, bo może się okazać, że nie pojedziemy na dużą imprezę. To sprawiłoby, że kolejna, czyli Euro 2028 przypadłaby dopiero rok przed końcem tej kadencji, co na pewno powodowałoby większą frustrację. Z drugiej strony patrząc na sytuację w Ekstraklasie czy 1. lidze, jesteśmy w dobrym miejscu, choć pewnie trudno będzie utrzymać ten poziom sportowy, zwłaszcza w kontekście miejsca w rankingu klubowym UEFA. Wierzę, że w poniedziałek zostanie wybrany zarząd, który jednak podejmie się nie tylko tego, aby być, ale będzie chciał również dokonać pewnych korzystnych zmian w naszej piłce poprzedzonych porządną dyskusją i wymianą podglądów. Mam wrażenie, że takie wołanie o zmiany w środowisku nabiera na sile i trzeba na to odpowiedzieć.

Można odnieść wrażenie, że gdyby nie wspomniana przez pana piłka klubowa, w ostatnim czasie bylibyśmy pogrążeni w totalnym pesymizmie. Patrząc na reprezentację, to dawno tak źle nie było.

- Mam podobne wrażenie. Poza problemami pierwszej reprezentacji dodajmy, że wynik na Euro U-21 na Słowacji również był bardzo słaby, rozczarowujący. Nie możemy jednak zapominać, że kilka awansów w tym czasie się wydarzyło i nie możemy od nich całkowicie abstrahować. Było tego trochę w reprezentacjach młodzieżowych, do tego kobieca reprezentacja pierwszy raz zagra za chwilę na Euro. Problem jest w tym, że na razie tylko na te imprezy wchodzimy, a nie odgrywamy na nich poważniejszej roli. To jest martwiące, bo ten potencjał powinien być w zupełnie inny sposób wykorzystywany.

Postawiłby pan jakieś pieniądze na to, że zagramy na mundialu za rok?

- Całe szczęście nie mogę obstawiać pieniędzy w zakładach bukmacherskich i w jakimś sensie jestem z tego powodu szczęśliwy. Wiemy doskonale, że po przegranej w Finlandii te szanse nie są jakieś bardzo duże. W ostatnich latach mamy szczęście do baraży i to jest jakaś ścieżka, która jeszcze może nam dawać optymizm. Na razie czekamy na nazwisko selekcjonera, zobaczymy jakie będą jego decyzje. Przede wszystkim będziemy patrzeć na wrzesień, bo on może sprawić, że nadzieje na nowo wrócą, ale równie dobrze mogą zostać całkowicie pogrzebane. Jeśli tak by się stało, warto będzie się zastanowić co dalej z naszą piłką reprezentacyjną.

Nazwisko nowego selekcjonera rozpala emocje kibiców. Kiedy powinniśmy je poznać i przede wszystkim - jaki powinien być nowy trener kadry Polski?

- To jest bardzo dobre pytanie, bo odnoszę wrażenie, że za dużą wagę, nawet w tej otoczce dziennikarsko-eksperckiej przywiązujemy do samych nazwisk, a mniej do tego jakiego trenera szukamy, w którą stronę chcielibyśmy zmierzać. Czy mamy szukać selekcjonera, który będzie pragmatyczny i będzie starał się z tego materiału, który ma, wycisnąć jak najwięcej, czy trenera, który będzie chciał rozwinąć tę drużynę, próbować grać w inny sposób, może bardziej widowiskowo, coś po autorsku zmienić? Czy w tym wszystkim najważniejsza jest narodowość trenera, czy odpowiednią wagę przywiązujemy do tego jak będzie zbudowany sztab? Tych pytań jest wiele i mam wrażenie, że one powinny być najważniejsze w potencjalnym doborze selekcjonera, a nie koncentrowanie się tylko i wyłącznie na tym, jacy trenerzy są w tym momencie dostępni. Z mojego punktu widzenia powinniśmy zdecydowanie bardziej myśleć o szerszym kontekście, a nie tylko o osobie, która we wrześniu ma nam pomóc i doprowadzić do szczęśliwego finału tylko te eliminacje, a potem niech wali się świat. Mam wrażenie, że świat będzie dalej funkcjonował, a my nawet jeśli do tych baraży się dostaniemy, to pytanie czy to jest wystarczające w perspektywie kolejnych zmian, które w reprezentacji narodowej są nieuniknione.

Marek Papszun cały czas jest w grze? Cezary Kulesza stwierdził, że nie może w takim momencie zabierać Rakowowi trenera, co niektórzy odebrali z lekką złośliwością.

- Nie doszukiwałbym się w tym jakiejś złośliwości. Marek Papszun wedle mojej wiedzy pozostanie trenerem Rakowa. Z tego co słyszę, nie jest w gronie żelaznych kandydatów, ale to grono pewnie będzie się jeszcze zmieniało, kolejni trenerzy będą z niego wypadać, więc zobaczymy co się stanie na końcu poszukiwań.

Płynnie przeszliśmy do Rakowa. Ponoć był pan świadkiem tego nieprzyjemnego zdarzenia, gdy Władysław Koczerhin zerwał więzadło krzyżowe na treningu. Bardzo źle to wyglądało?

- Patrząc przez pryzmat jaka była reakcja zawodnika, to nie wyglądało dobrze. Tego typu urazy nigdy jednak tak nie wyglądają. W zawodzie piłkarza oprócz pięknych walorów, jest niestety ta ciemna strona, kontuzje. Mam do Władka duży sentyment, pamiętam jak go ściągaliśmy do Częstochowy, wiem ile dla nas zdrowia zostawił. Mocno za niego trzymam kciuki, bo zdaję sobie sprawę, że to będą długie miesiące rehabilitacji. Znam go i wiem, że mocno zaciśnie zęby, będzie walczył o to, aby jak najszybciej wrócić do pełnej sprawności.

Na razie Raków nie jest za bardzo aktywny na rynku transferowym. Negocjacje w tym okienku są wyjątkowo trudne?

- Transfery lubią ciszę i to jest oczywiste. Prace są mocno zaawansowane i w najbliższych dniach powinniśmy spodziewać się kolejnych transferów, jeszcze chwilę cierpliwości.

Ilość i jakość transferów jest uzależniona w jakimś sensie od tego, jak daleko Raków zajdzie w eliminacjach Ligi Konferencji?

- Nie ma u nas takiego myślenia. Celem jest budowanie kadry, która z powodzeniem będzie dawała radę na trzech frontach. W Rakowie nie widzę żadnych nerwowych ruchów w tym zakresie. Naszym ograniczeniem, tak jak dla każdego zespołu, są listy zgłoszeniowe. Pod tym kątem musimy też analizować stan kadrowy, bo to są bardzo ważne kwestie.

Canal+ zrobił anonimową sondę wśród piłkarzy, z której wyszło, że trenerem, z którym najmniej chętnie chcieliby pracować jest Marek Papszun. To chyba świadczy, że to najbardziej wymagający szkoleniowiec w Polsce.

- Te wyniki były dla mnie zaskakujące, biorąc pod uwagę, jak duży to był procent. Z jednej strony piłkarze być może obawiają się etosu ciężkiej pracy i wolą trenerów, którzy mają do tego inne podejście. Z drugiej strony nie znają za bardzo Marka, jego wizerunek nie do końca jest zbieżny z tym, jak wygląda z nim praca na co dzień. Znam równocześnie jednak wielu piłkarzy, którzy bardzo sobie tę współpracę cenią i wiedzą doskonale, jak bardzo ten sztab ich rozwija. To jest najważniejsze i nawiązując do transferów nie widzę żadnego problemu związanego z tym, żeby zawodnicy mieli odmawiać nam ze względu na osobę trenera.

Jak zareagował pan na wylosowanie MSK Żilina w 2. rundzie eliminacji Ligi Konferencji?

- Gdy w dniu losowania rano zobaczyłem potencjalne nazwy klubów, które możemy trafić na tym etapie, to chciałem uniknąć wyprawy do Szwecji. AIK wydawał mi się najtrudniejszym rywalem. Pod kątem logistyki wyjazdu Żilina jest optymalna, choć też nie do końca, bo pamiętajmy, że czasami łatwiej jest wsiąść w samolot i polecieć dalej, ale podróż może trwać krócej. Na Słowację zapewne udamy się autokarem, więc najbardziej ucieszył się człowiek odpowiadający za finanse w klubie. Koszty wyczarterowania samolotu możemy zaoszczędzić na ewentualną kolejną rundę. Patrząc sportowo nie będzie to łatwy i przyjemny rywal, bo Słowacy mają ambicje, z tego o słyszę chcą walczyć o mistrzostwo, planują wzmocnienia w letnim okienku. Głębszą analizą taktyczną tego zespołu będzie zajmował się nasz sztab.

Rozmawiał Mariusz Rajek

więcej o zjeździe PZPN na stronie 9