Nic na wariata
Rozmowa z Lukasem Podolskim, piłkarzem Górnika, który wkrótce może zostać właścicielem klubu z Zabrza
Lukas Podolski w wygranym 2:1 meczu z Lechią pojawił się na boisku w końcówce. Fot. Łukasz Laskowski/Pressfocus.pl
Jak ocenia pan inaugurację sezonu w Zabrzu?
- Bardzo dobrze. Tym bardziej że poprzednie sezony pokazały, że niełatwo wygrać w pierwszym ligowym meczu. Są zmiany, było mało czasu, a mimo to są trzy punkty - z nowym trenerem i z nowymi zawodnikami. Do tego nowo otwarta czwarta trybuna i pełny stadion... Dla wielu zawodników było to na pewno coś nowego, bo było oczekiwanie zwycięstwa, połączone z presją. Szkoda straconej bramki w końcówce, bo dobrze zagrać na zero z tyłu. Ale nie wszystko może być naraz. Myślę, że z tygodnia na tydzień będzie to wyglądało lepiej.
Gdy oglądał pan spotkanie z ławki, widać było, czego oczekuje od zespołu trener Michal Gasparik?
- Na pewno w grze nie pomogły warunki, bo było gorąco. Jest wiele rzeczy, które dobrze wychodziły, ale też są takie, które trzeba poprawić, w tym utrzymanie się dłużej przy piłce na połowie przeciwnika. Potrzeba jednak trochę więcej czasu. W innych, większych klubach, kiedy przychodzi nowy trener, potrzeba paru sezonów, żeby wszystko zbudować. Ja nie mówię, że mamy 3 lata czekać, ale dajmy sobie trochę czasu. Nie ma co tej poprzeczki wieszać za wysoko.
Jakie są pana oczekiwania co do nowych rozgrywek?
- Moje oczekiwania? Może przypadnie mi trochę inna rola. Dzień po dniu jestem starszy, więc na boisku nie jest już tak łatwo. Nie będę już może tyle grał co wcześniej, ale to jest normalne i jestem tego świadomy. Rozważałem przecież zakończenie grania kilka miesięcy temu. To, co jest teraz, to jest dodatek. Nie odpuszczam jednak, będę grał, trzeba też jednak wiele pracować – tak jest w moim przypadku – poza boiskiem. To jest męczące, ta tocząca się prywatyzacja Górnika, szukanie sponsorów... Gdyby tego nie było, to pewnie moja sytuacja wyglądałaby inaczej. Górnik to jednak nie tylko to, co jest na boisku, ale także to, co jest poza nim - praca, którą trzeba wykonać.
W Górniku jest wielu nowych piłkarzy. W letnim okienku transferowym pojawiło się aż 12 graczy, a ostatnim jest Roberto Massimo. Miał pan wpływ na te transfery jako potencjalny nowy właściciel? Opiniował pan tych nowych graczy?
- Nie za bardzo. Może w jednym czy drugim wypadku pomogłem w ten sposób, że zadzwoniłem, żeby przekonać do Górnika, żeby powiedzieć, jak klub wygląda, jaka jest nasza strategia. Ogólnie jednak to funkcjonuje jak... w klubie. Jest zarząd, jest dyrektor sportowy i skauci. Jest też teraz większy sztab szkoleniowy. Trzeba poprawić to tak, żeby działać wspólnie. Na pewno nie powinno to tak wyglądać, że trener ściąga swojego zawodnika, a potem zarząd i dyrektor mówią, że go nie chcą i przerzuca się winę na kogoś innego. Musi być wspólne przekonanie co do transferów, ale też trzeba być świadomym, że nie zawsze się trafi. Tak to działa na całym świecie. Gdy patrzę, jak to działa, widzę, że idziemy w dobrym kierunku. Skauci już pracują nad tym, żeby wzmocnić Górnika na kolejny sezon.
Piłkarsko, przy tych wszystkich zmianach, jesteście w stanie włączyć się do walki o europejskie puchary? Kibice tego oczekują.
- Nie wiem. Może wokół nas jest teraz taka euforia, bo jest nowy trener, nowi zawodnicy, otwarta czwarta trybuna. Na meczu z Lechią było 25 tysięcy ludzi. Trzeba jednak pamiętać o długu czy stracie finansowej Górnika. Kibice chcą więcej. Spokojnie trzeba jednak dalej pracować. Nie powiem ci dzisiaj, że gramy o puchary, bo po ostatniej kolejce sezonu będę tutaj stał, a ty powiesz „gdzie są te puchary”? Tak to funkcjonuje. Trzeba wiedzieć, co się mówi. Widzimy, jakie mamy możliwości, jakie finanse, że trzeba patrzeć na każdy grosz, który się wydaje. Pozostali mają inne możliwości. Tutaj miasto miało możliwości sprzedać wszystko, bo byli sponsorzy zainteresowani kupnem, byli ze mną parę razy w mieście; trzy czy cztery firmy były skłonne dokonać zakupu. Miasto nie chciało, inwestorzy zostali olani przez miasto. Potem było referendum. Teraz są rozmowy, a jak będzie - trudno powiedzieć.
Czy zdarzyło się, że przez obowiązki pozaboiskowe nie mógł pan iść na trening, bo trzeba było coś załatwić?
- Tak, były takie sytuacje. Proces prywatyzacji toczy się już od dwóch lat. Do tego dochodzą jakieś spotkania ze sponsorami, organizacja transferu... To taka praca trochę na wariata, ale kocham to, bo widzę efekty. Cieszę się, że ze swojej strony mogę pomóc, tak żeby inni mieli radość. To jednak męczące, bo cały czas się coś dzieje, cały czas są jakieś tematy. No ale takie jest życie, gdy się chce coś osiągnąć. Trzeba pracować i działać, tak na boisku, jak i poza nim. Mam nadzieję, że ludzie dostrzegają efekty naszej pracy w ostatnim czasie. Widzimy, jacy są sponsorzy, jak wyglądają nasze social media. To na duży plus i w tym kierunku trzeba zmierzać.
Czy na dziś jest pan bliżej przejęcia klubu? Nie ma już przecież drugiego podmiotu zainteresowanego przejęciem Górnika, konsorcjum Zarys – Tabapol.
- Nie wiem, bo rozmowy z komisją prywatyzacyjną jeszcze nie było. Ważne, żeby wszystko szło do przodu, a reszta? Zobaczymy. Jeśli każdy da coś od siebie, to będzie dobrze; ale wiemy, że miasto w ostatnich 2-3 latach nie pomaga. Inne kluby mają właściciela, mają inne warunki i mogą sobie na coś innego pozwolić. Z drugiej strony, też nie jest tak, że na koniec pieniądz wygrywa. Trzeba szukać innych sposobów, żeby iść do przodu. Poczekamy cierpliwie i zobaczymy. Ja na pewno nie jestem taki głupi, żeby kupić sobie auto, które przez 5 lat będę remontował, nie widząc żadnych efektów. Trzeba usiąść, przegadać wszystko, przemyśleć. Jak się uda, to będzie fajnie, a jak nie - to klub dalej będzie miejski. Trzeba wszystko przemyśleć, ta prywatyzacja trwa 2 lata i jeszcze tyle może potrwać. Nic na wariata nie zrobię.
Wkłada pan w Górnika sporo czasu i pracy. Nie będzie tego szkoda, jeśli na koniec nic w sprawie prywatyzacji się nie wydarzy?
- Na koniec wszystko musi się zgadzać. Wiem, jak wszystko wygląda w klubie, ale trzeba też popatrzyć, jak ze strony miasta to wygląda. Nie wejdę tutaj w ciemno i nie będę wrzucał pieniędzy widząc, że jest to na nic. Muszą być konkretne wyniki - gdy widzę nowego sponsora, którego pieniądze idą na kontrakt zawodnika, albo pomogę z obozem, żeby były dobre warunki. Ludzie myślą, że jutro klub zmieni właściciela, ale to nie zdarzy się tak szybko, wiele rzeczy musi się zgadzać. Wy tak samo myślcie, że gdy coś kupisz, to musi to mieć sens.
Pytanie o derby z Piastem - jak będzie w sobotę w Gliwicach?
- Podchodzę do tego spotkania jak do normalnego ligowego meczu. Jak często mówiłem, w lidze mamy więcej ważniejszych spotkań niż konfrontacja z Piastem. Mamy innych przeciwników, którzy dla mediów są ważniejsi. Nie mogę mówić za siebie, za innych zawodników, ale jak dla mnie to taki normalny ligowy mecz. Trochę się przy tym pobawię, ale to są rzeczy, które w piłkarskim życiu też są potrzebne. Tyle mogę powiedzieć.
Na meczu z Lechią był obecny selekcjoner Jan Urban. Jak pan ocenia tę nominację?
- Już mówiłem wcześniej, gdy chce się stawiać na doświadczonego trenera, który lubi grać piłką, ma wszystko w szatni poustawiane, to jak najbardziej Jan Urban pasuje na tę pozycje. Fajnie, że jest następny trener, który pracował w Górniku i jest teraz w reprezentacji. To też zasługa zawodników, moja, wszystkich ludzi w klubie, że Jan Urban pracował u nas, że miał szansę się tutaj pokazać. Super, że trener, który jeszcze parę miesięcy temu trenował w Górniku, jest teraz w kadrze Polski.
Rozmawiał i notował Michał Zichlarz