Sport

Napastnicy zaskoczyli

W niesamowitym meczu z Miedzią w tyskiej ekipie nie zawiedli gracze przedniej formacji.

Kapitan tyszan Jakub Bieroński był mocnym punktem GKS-u w starciu z Miedzią. Z tyłu Daniel Stanclik. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

GKS TYCHY 

Zdobycie czterech bramek przez GKS Tychy w pierwszym meczu sezonu 2025/26 zrobiło spore wrażenie na kibicach. Także najlepszy strzelec w historii tyskiego klubu, czyli Kazimierz Szachnitowski, docenił grę ofensywną Trójkolorowych w wygranym 4:3 spotkaniu z Miedzią.

Dobre zachowanie

– Pozytywnie zaskoczył mnie przede wszystkim Kacper Wełniak – powiedział snajper mający na swoim koncie 101 goli dla Trójkolorowych. – Wszedł na boisko w końcówce i miał mało czasu na pokazanie swoich umiejętności, ale w doliczonym czasie znalazł się tam, gdzie napastnik powinien być i strzelił zwycięskiego gola. Jak dostanie więcej czasu, to może być z niego sporo pożytku, bo wygląda na „kumatego” w polu karnym. W dodatku – powiem szczerze – zaskoczył mnie też Maksymilian Stangret. Co prawda cały jego występ był taki sobie, ale tą jedną akcją, w której strzelił gola na 2:1, udowodnił, że ma potencjał. Zachował się tak, jak napastnik powinien się zachować. Sprawił, że wszyscy wpadli w euforię, bo to był naprawdę bardzo dobry mecz. Szczególnie druga połowa zaskoczyła wszystkich i pokazała, że w tym sezonie warto będzie chodzić na mecze GKS-u Tychy.

Szachnitowski z GKS-em związany był jednak nie tylko grą w ataku przez 13 sezonów. Zapisał się w historii klubu, dla którego zdobył wicemistrzostwo Polski, także jako trener i działacz. Nic więc dziwnego, że kompleksowo patrzy na grę tyskiego zespołu.

– Za grę ofensywną na pewno drużyna zasłużyła na wysoką notę, ale w defensywie jest jeszcze sporo do poprawy – dodał człowiek, który rozegrał 311 spotkań w koszulce z trójkolorowym trójkątem na piersi. – Oglądałem ten mecz w gronie bramkarzy z naszej wicemistrzowskiej drużyny, Gienka Cebrata i Stefana Anioła oraz Mariana Piechaczka, czyli kapitana-stopera tamtej ekipy sprzed 50 lat, więc sporo też mówiliśmy o obronie. Czekamy na to, co zaprezentuje sprowadzony dzień przed inauguracją sezonu Islandczyk Oliver Stefansson. To środkowy obrońca, który mierzy ponad 190 centymetrów. A uszczelnienie defensywy wydaje się w tej chwili tematem numer 1, jeżeli chodzi o poprawę. Każda piłka prostopadła była przecież zagrożeniem. Pierwszy stracony gol był tego najlepszym przykładem, tak samo jako ten na 3:3. Takie bramki są niepotrzebne i może właśnie takie wzmocnienie tyłów okaże się znakomitym rozwiązaniem, a trzeba zauważyć, że legniczanie mieli okazje na strzelenie gola na 4:3 i gdyby to zrobili, to pewnie oni zgarnęliby trzy punkty.

Z opaską kapitana

Choć w loży wicemistrzów sprzed pół wieku zabrakło tym razem reprezentacyjnego pomocnika Lechosława Olszy, to uważnym obserwatorom, znającym się na futbolu, nie umknęła też uwagi dobra postawa tyskiej drugiej linii.

– Doświadczony Damian Kądzior, w końcu były reprezentant Polski, piłkarz ograny w najwyższych ligach z Ligą Mistrzów włącznie, zrobił dobry początek, otwierając wynik – podkreślił Szachnitowski. – Na mnie jednak większe wrażenie zrobiła w tym meczu gra Jakuba Bierońskiego. Wybiegł na boisko z opaską kapitana i wziął na siebie odpowiedzialność za grę drużyny. W poprzednim sezonie bardziej był skoncentrowany na zadaniach defensywnych, a teraz było widać, że ma też ciągotki ofensywne i może być typową „ósemką”, a jego gol na 3:2 był tego pełnym potwierdzeniem. To też było dla mnie zaskoczeniem in plus w tym spotkaniu, bo naprawdę jako zespół GKS Tychy na tle solidnej przecież i wysoko mierzącej Miedzi Legnica wyglądał bardzo dobrze, a miał do tego indywidualności, które zadecydowały o tym, że mecz zakończył się naszym zwycięstwem. Jeszcze raz podkreślę jednak, że zachwycając się ofensywą i liczbą strzelonych goli, nie możemy zapomnieć o obronie, żebyśmy się mogli cieszyć z kolejnych zwycięstw – ocenił Szachnitowski.

Jerzy Dusik