Sport

Najważniejszy etap sezonu?

Wygląda na to, że Włókniarzowi Częstochowa pozostaje już tylko walka o utrzymanie.

Trener Mariusz Staszewski (z prawej) wierzy w wygraną w Rybniku. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

ŻUŻEL

Jeszcze przed sezonem w obozie zespołu spod Jasnej Góry panowały bardzo bojowe nastroje. Zawodnicy i przedstawiciele sztabu szkoleniowego mówili nawet o awansie do play offu PGE Ekstraligi. Tymczasem na osiem dotychczas rozegranych spotkań częstochowianie na swoim koncie mają tylko trzy triumfy, a ostatnią przegraną w Zielonej Górze – patrząc na dalszą część terminarza – praktycznie zamknęli sobie furtkę do pierwszej czwórki. 

– W meczu  w Zielonej Górze popełnialiśmy błędy już na pierwszym łuku. W dwóch biegach w drugiej połowie spotkania początkowo wychodziliśmy na prowadzenie 5:1, ale ostatecznie kończyliśmy wynikiem 3:3… – mówi trener Włókniarza Mariusz Staszewski.

Co z Doyle'em?

W Częstochowie czekano na powrót Jasona Doyle’a. Australijczyk podczas Grand Prix Polski w Warszawie (17 maja) doznał kontuzji biodra. Jak się okazało, nie była ona na tyle poważna, aby zawodnik musiał dłużej pauzować, bo już 8 dni później zasiadł na motocykl. Wówczas Lwy u siebie rywalizowały z Falubazem. Niestety, w tych zawodach Doyle znów upadł na tor, przez co odnowił się u niego wcześniejszy uraz. Tym razem przerwa musiała być dłuższa. Powrót byłego mistrza świata nastąpił w obu turniejach Grand Prix w Manchesterze (13-14 czerwca). Nie było jednak widać u niego tej samej mocy co przed kontuzją. Również w ostatnim starciu w Zielonej Górze nie pokazał niczego specjalnego, zdobywając jedynie 4 punkty z trzema bonusami. – Cieszy to, że jest już z nami i stara się coraz bardziej, ale na takiego stuprocentowego Jasona Doyle’a, na jakiego wszyscy liczymy, musimy jeszcze trochę poczekać – oznajmił Staszewski.

Dwóch liderów

Pierwsze skrzypce u Biało-zielonych gra Piotr Pawlicki, który – pomijając pierwsze dwie potyczki – w bieżącym sezonie co mecz gromadzi wynik dwucyfrowy. Wydaje się, że w tym momencie poza „Piterem” o sile zespołu stanowić może także Kacper Woryna. Niespełna 29-latek świetnie zaprezentował się w 1. rundzie indywidualnych mistrzostw Polski w Toruniu (19 czerwca), gdzie był bardzo bliski zajęcia miejsca na podium, lecz uplasował się ostatecznie na czwartej lokacie. Także w starciu na ziemi lubuskiej pokazał się z bardzo dobrej strony, inkasując 12 „oczek”. – Myślę, że u Kacpra widać już zarówno oczekiwaną prędkość, jak i odpowiednie dopasowanie sprzętowe – ocenił szkoleniowiec Włókniarza.

Decydujący mecz

Wiele o dyspozycji teamu spod znaku lwa może powiedzieć najbliższy mecz w Rybniku, do którego dojdzie w najbliższą niedzielę. Włókniarz będzie robił co w jego mocy, aby wygrać i przybliżyć się do jak najwyższej pozycji w tabeli na koniec fazy zasadniczej rozgrywek. Taki cel przyświeca też ROW-owi, którego aktualna sytuacja nie jest korzystna (dopiero 8. miejsce i jedno zwycięstwo). Więcej optymizmu czuć w częstochowskim obozie. – Na każdy mecz jedziemy po to, aby walczyć o zwycięstwo, czy to w przypadku wyjazdu do Lublina, Torunia czy Zielonej Góry. Tak samo jesteśmy nastawieni przed meczem w Rybniku. Zresztą na wyjazdach do tej pory pokazywaliśmy, że tak naprawdę każdy rywal był i jest w naszym zasięgu, aczkolwiek w końcówkach spotkań zawsze czegoś nam brakowało, aby wywieźć komplet meczowych punktów. Oby teraz było inaczej – zakończył Mariusz Staszewski.

Norbert Giżyński