Najpierw rozprowadził, potem wygrał
Mathieu van der Poel liderem po pierwszym weekendzie Tour de France. W sobotę Holender pomógł w zwycięstwie koledze, a dzień później sam triumfował.
Holender, a tuż za nim dwaj wielcy faworyci. Na Wielkiej Pętli od początku się dzieje! Fot. PAP / EPA
TOUR DE FRANCE
Trzydziestoletni kolarz grupy Alpecin-Deceuninck to największy wygrany dwóch pierwszych, niezwykle ciekawych etapów, które zostały rozegrane na północy Francji. W sobotę na ulicach Lille Van der Poel świetnie rozprowadził Jaspera Philipsena, najlepszego sprintera w swojej drużynie, a ten wykończył jego pracę i wygrał, zostając pierwszym liderem Wielkiej Pętli. Natomiast następnego dnia Holender pokazał imponującą moc na finiszu prowadzącym pod górę w Boulogne-sur-Mer i przejął od Belga żółtą koszulkę. Co warto podkreślić, w niedzielę tuż za Holendrem linię mety minęli główni faworyci wyścigu – Słoweniec Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG) i Duńczyk Jonas Vingegaard (Visma Lease a Bike).
Wietrzna sobota
Spodziewano się, że na otwierającym imprezę, w miarę płaskim odcinku ze startem i metą w Lillę, na końcu dojdzie do walki najlepszych sprinterów. I faktycznie tak się stało, tyle że finiszował nie cały peleton, a licząca niespełna 40 zawodników grupa. Najlepszy z niej okazał się Philipsen, który wyprzedził Erytrejczyka Biniama Girmaya (Intermarche-Wanty) oraz Norwega Soerena Waerenskjolda (Uno-X Mobility).
Na długiej ostatniej prostej 27-letni Belg został znakomicie rozprowadzony przez van der Poela i nie dał szans rywalom, uzyskując nad Girmayem kilka metrów przewagi. Belg odniósł 10. zwycięstwo etapowe w największym wyścigu kolarskim. W 2023 roku w swoim najlepszym starcie w Wielkiej Pętli triumfował w klasyfikacji punktowej, zakładając na podium w Paryżu zieloną koszulkę. Po drodze wygrał wtedy cztery odcinki. – Zieloną koszulkę zdobyłem już dwa lata temu, a myśl o możliwości zdobycia żółtej i powieszenia jej w moim salonie, to naprawdę wyjątkowe uczucie. Nigdy nie zapomnę tego dnia – powiedział Philipsen.
W czołówce przyjechali do mety główni faworyci wyścigu – Pogačar i Vingegaard. Zabrakło natomiast innego pretendenta do podium, podwójnego mistrza olimpijskiego z Paryża Belga Remco Evenepoela (Soudal-Quick Step), a także utytułowanego Słoweńca Primoża Roglicia (Red Bull-Bora-hansgrohe), którzy zostali w drugiej grupie, tracąc 39 sekund.
Na trasie było nerwowo, a na rozstrzygnięcia w Lille wpływ miały kraksy, a szczególnie silny boczny wiatr. Gdy około 20 km przed metą mocniej powiało, ekipa Vingegaarda podkręciła tempo, a peleton podzielił się na kilka części. Evenepoel i Roglič nie byli już w stanie przeskoczyć do czołówki.
Już pierwszego dnia z wyścigiem pożegnał się specjalista od jazdy indywidualnej na czas Filippo Ganna (Ineos Grenadiers). W pierwszej części etapu Włoch przewrócił się na zakręcie i choć po zmianie roweru i butów z ogromnym trudem dołączył do peletonu, to na podjeździe od niego odpadł. Mimo to chciał jechać dalej, ale na to nie pozwolił mu lekarz wyścigu, który po ponownej rozmowie z kolarzem nie wykluczył u niego wstrząśnienia mózgu.
Ściankowa niedziela
Boulogne-sur-Mer to miasto położone nad kanałem La Manche. Organizatorzy nie umiejscowili jednak mety przy plaży, ale na wzgórzu, do tego nieco wcześniej znalazły się także dwa krótkie, ale za to bardzo strome podjazdy. To oznaczało, że już teraz z przodu powinni pokazać się ci, którzy chcą wygrać cały wyścig. Mieli oni bowiem świadomość, że właśnie na takich odcinkach można wiele stracić.
Wspinaczki na dwie ścianki, Cote de Saint-Etienne-au-Mont (1 km podjazdu o średnim nachyleniu 10,6 proc.) i Cote d'Outreau (800 m z 8,8 proc.), tylko to potwierdziły. Tempo było szalone, walczono na całego, w pewnym momencie zaatakował nawet Vingegaard – to wszystko spowodowało, że w wyselekcjonowanej 26-osobowej czołówce (tym razem z Evenepoelem i Rogliciem) zabrakło sprinterów, co oznaczało, że Philipsen straci żółtą koszulkę.
Przejął ją od niego kolega z grupy, Van der Poel, który popisał się długim, skutecznym finiszem. – Finał był trudniejszy, niż myślałem – przyznał były mistrz świata i zwycięzca wielu prestiżowych klasyków, który uwielbia takie pagórkowate, jednodniowe wyścigi z trudnymi końcówkami. – Miałem ogromną motywację, bo minęło już kilka lat od mojego pierwszego (i jedynego dotąd – przyp. red) zwycięstwa w Tour de France – dodał 30-latek, który sprostał trudnej roli faworyta. Van der Poel, który w 2021 roku też wygrał drugi etap Wielkiej Pętli, przez sześć dni jechał potem w koszulce lidera. Ile potrwa to tym razem?
(gak)
Wyniki
1. etap, Lille – Lille (184,9 km):
1. Jasper Philipsen (Belgia/Alpecin-Deceuninck) 3:53.112. Biniam Girmay (Erytrea/Intermarche-Wanty)
3. Soeren Waerenskjold (Norwegia/Uno-X Mobility)
4. Anthony Turgis (Francja/TotalEnergies)
5. Matteo Trentin (Włochy/Tudor)
6. Clement Russo (Francja/Groupama-FDJ) ten sam czas, 124. Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) strata 2.26
2. etap, Lauwin-Planque – Boulogne-sur-Mer (209,1km):
1. Mathieu van der Poel (Holandia, Alpecin-Deceuninck 4:45:412. Tadej Pogačar (Słowenia, UAE Team Emirates-XRG)
3. Jonas Vingegaard (Dania, Visma Lease a Bike)
4. Roman Gregoire (Francja, Groupama-FDJ)
5. Julian Alaphilippe (Francja, Tudor)
6. Onley Oscar (W. Brytania, Picnic PostNL) ten sam czas ... 163. Gradek 10.57
Klasyfikacja generalna:
1. van der Poel 8:38.422. Pogačar 4 s
3. Vingegaard 6
4. Kevin Vauquelin (Francja, B&B Hotels)
5. Matteo Jorgenson (USA, Visma Lease a Bike)
6. Enric Mas (Hiszpania, Movistar) wszyscy 10 ... 166. Gradek 13.33
◼ Marlen Reusser (Movistar) wygrała pierwszy etap Giro d'Italia, jazdę indywidualną na czas ze startem i metą w Bergamo. Marta Jaskulska (CERATIZIT), jedyna Polka startująca we Włoszech, zajęła 42. miejsce ze stratą 1.14.
Na dystansie 14,2 km Szwajcarka wyprzedziła Belgijkę Lotte Kopecky (Team SD Worx), która straciła 12 s. Trzecia ze stratą 16 s. była Włoszka Elisa Longo Borghini (UAE Team ADQ).
Ośmioetapowy wyścig zakończy się w niedzielę na torze wyścigowym Imola.
◼ Zniknęło 11 rowerów
Zespół Cofidis poinformował w niedzielę, że przed drugim etapem kolarskiego wyścigu Tour de France stracił 11 rowerów. Drogocenny sprzęt został skradziony w nocy z ciężarówki tej znanej zawodowej ekipy.
Z szacunków zespołu wynika, że każdy z tych rowerów kosztował 13 tysięcy euro.
"Wyważono drzwi do naszej warsztatowej ciężarówki, a 11 rowerów LOOK Cycle zostało skradzionych, pomimo zastosowanych środków bezpieczeństwa" - przekazał zespół w oświadczeniu, stanowczo potępiając to zdarzenie i wzywając sprawców do zachowania "odpowiedzialności".
Policja wszczęła dochodzenie w tej sprawie.