Sport

Najgorsi od lat

Odkąd Zagłębie Lubin wróciło do ekstraklasy, nie zaliczyło w niej tak słabego sezonu, jak ten miniony.

Tomasz Pieńko to jeden z nielicznych pozytywów w ekipie Zagłębia w zakończonym sezonie. Fot. Tomasz Folta / Press Focus

Czy w Lubinie można mówić o wielkiej presji? Cóż, nie ma co ukrywać, że są w ekstraklasie kluby, które „grzeją” bardziej niż Miedziowi, raczej nie mogący mówić o rzeszach kibiców i niepohamowanym zainteresowaniu medialnym. Zagłębie wkleiło się w ligową szarość – ale jednak ekstraklasową, nie pierwszoligową. Kiedy zbliżyło się niebezpiecznie do strefy spadkowej, a w pewnym momencie nawet się w niej znalazło, nagle oczy wszystkich skierowały się na jedno z miast leżące w prostej jak kij linii futbolowej Legnica-Lubin-Polkowice-Głogów.

Ciepłe kluchy

Miedziowi w 2014 roku spadli z ekstraklasy, ale od razu do niej powrócili. Jak więc łatwo policzyć, właśnie minęła ich dekada nieprzerwanych występów w elicie. Miniony sezon, w pewnym sensie jubileuszowy, okazał się jednak beznadziejny. Zagłębie zajęło 15. miejsce, ostatnie bezpieczne, najgorsze w tym okresie, choć – by być uczciwym – utrzymanie zapewniło sobie kilka kolejek wcześniej, samą końcówkę grając już bez większej presji. Marne to jednak pocieszenie. To dopiero trzeci raz od powrotu do najwyższej ligi, kiedy lubinianie zajmują „dwucyfrowe” miejsce – wcześniej 11. w 2020 i 13. w 2022 roku. Zagłębie było spokojnym zespołem środka tabeli i już wtedy mówiło się, że to zdecydowanie za słaby wynik jak na klub, który naprawdę dobrze płaci i w którym finanse to ostatnia rzecz, o jaką trzeba się martwić. KGHM jest gwarantem spokoju i wypłacalności, choć niedawno zaczęło mówić się o drobnym kłopotach spółki, która zaczęła też coraz bardziej przyglądać się piłkarskim podopiecznym. Zaczęto się zastanawiać, czy pieniądze łożone na futbol na pewno są wydawane tak, jak należy i czy w ogóle gra jest warta świeczki. Pytania zasadne, skoro drużyna skończyła na ostatniej bezpiecznej lokacie. Wszyscy zastanawiali się, czy w Lubinie nie jest za wygodnie i co zrobić, aby wysokiej jakości warunki przełożyć na lepsze wyniki i próbę zaatakowania pucharów. Tymczasem trzeba było zastanawiać się, co zrobić, żeby utrzymać się w ekstraklasie.

Ugasił pożar

Sam fakt, że Miedziowi byli w tym sezonie prowadzeni przez trzech szkoleniowców, wiele mówi na temat chaosu, w jaki popadł klub. Dodatkowo każdego z nich charakteryzowały inne cechy, a kadra przecież ciągle była (niemal) ta sama. Zaczął Waldemar Fornalik, przejął Marcin Włodarski, a skończył Leszek Ojrzyński. Tego ostatniego akurat można głównie chwalić, bo przyszedł do Lubina w doskonale sobie znanej roli strażaka i ugasił pożar, w dodatku robiąc to relatywnie spokojnie. Finezji w Zagłębiu może z nim nie było, ale wyniki konieczne do utrzymania – jak najbardziej. Ojrzyński osiągnął bilans zwycięstw-remisów-porażek na poziomie 4-2-4, popsuty dwiema ostatnimi kolejkami, gdy lepsi okazali się Motor Lublin i Cracovia – ale wtedy Miedziowi byli już pewni pozostania w elicie. 53-latek z Ciechanowa zapracował na to, aby dostać szansę na dłużej i szykuje się z zespołem do nowych rozgrywek. Nie jest on co prawda gwarantem sukcesu i nie wiadomo jakiego progresu, w poprzednim zespołach zbyt długo nie pracował – no ale może w Lubinie się sprawdzi?

Fantastyczny kwiecień

Przychodziłem do Lubina, żeby utrzymać Zagłębie i przy okazji, jeśli będzie możliwość, korzystać z młodych zawodników. Udało się i przy okazji wygraliśmy Pro Junior System – mówił po zakończeniu sezonu Leszek Ojrzyński. – Mieliśmy na początku trudne momenty, ale potem przyszedł fantastyczny kwiecień, za który odebrałem statuetkę najlepszego trenera, co zrobiłem w imieniu całej drużyny, tak to traktuję. Przy okazji Tomasz Pieńko został najlepszym młodzieżowcem i to był znakomity moment, w którym odskoczyliśmy naszym konkurentom z dolnej strefy, co okazało się kluczowe – dodał Ojrzyński, który do nowego sezonu będzie przygotowywał się razem z nowym dyrektorem sportowym. Dość niespodziewanie został nim Rafał Ulatowski, raczej kojarzony z trenowaniem, a nie „załatwianiem”. Zastąpił Wojciecha Tomaszewskiego.

Mało obcokrajowców

W którą stronę pójdzie teraz Zagłębie? Zakończony sezon kończyło z czterema obcokrajowcami w składzie – dwoma Szwedami i dwoma Bośniakami, z tym że Jasmin Burić posiada polskiego obywatelstwo. Zresztą pozostała trójka dołączyła do zespołu zimą, kiedy też odeszli z kadry Portugalczyk i Czech. Już wiemy, że Miedziowi sprowadzili na lewą obronę Chorwata Lukę Lucicia, ale czy to będzie metoda na naprawienie wszystkich bolączek? Jedno jest pewne. Z kim, jak z kim, ale z trenerem Ojrzyńskim Zagłębie na pewno będzie o poprawę wyników walczyć.

Piotr Tubacki

7,4 TAKA jest średnia lokata, jaką zajmuje Zagłębie, odkąd ponownie awansowało do ekstraklasy. Kolejno były to miejsca: 3, 9, 7, 6, 11, 8, 13, 9, 8 i teraz 15.