Na własnych zasadach
Fizycznie i umiejętnościami na pewno nie odstawałem od kolegów, którzy grali w ostatnich mistrzostwach świata Dywizji 1A w Sfantu Gheorghe - mówi Marcin Kolusz.
Marcin Kolusz nie zamierza rezygnować z gry w reprezentacji, ale na razie szuka miejsca w ligowym klubie. Fot. Łukasz Sobala/Press Focus
Oczywiście jestem rozczarowany poprzednim sezonem, zarówno tym klubowym, jak i brakiem powołania do kadry przed mistrzostwami świata. Byłem i nadal jestem przekonany, że znajdę miejsce w drużynie ligowej, chcę też podjąć rywalizację o miejsce w kadrze przed kolejnym turniejem mistrzowskim w Sosnowcu. Pragnę zakończyć swoją sportową przygodę na własnych zasadach - uśmiecha się, wypowiadając te słowa, 40-letni Marcin Kolusz, wieloletni kapitan reprezentacji kraju.
Rozczarowanie
Poprzednim sezon zaczynał w Podhalu Nowy Targ, ale po zawirowaniach organizacyjno-finansowych przeniósł się do Re-Plastu Unii Oświęcim i zakończyło się miejscem poza podium.
- O Podhalu powiem wprost: może warto się zastanowić nad tym, czy przypadkiem nie zamknąć klubu i poczekać na lepszy klimat w mieście oraz wśród potencjalnych sponsorów - akcentuje Kolos, bo tak nazywany jest przez kolegów. - Nie sądzę zresztą, by Podhale przystąpiło do kolejnych rozgrywek, bo nie ma w moim przekonaniu żadnych ku temu przesłanek. W poprzednim sezonie, gdy w moim macierzystym klubie wszystko się posypało, otrzymałem propozycję gry w Oświęcimiu. Szczerze?! Inaczej sobie wyobrażałem funkcjonowanie w drużynie, ale wyszło tak jak wyszło. Kontuzje kolegów, odejście trenera... W rezultacie byłem zawodnikiem do łatania dziur. Mimo wszystko miałem nadzieję, że otrzymam nominację do kadry, przynajmniej na okres przygotowawczy. Na pewno nie czułem się gorszy od tych, którzy się w niej znaleźli. Niestety, telefon od trenera Roberta Kalabera milczał. Zabolało, bo przecież nie byłem jednorazowym reprezentatem (210 występów - przyp. red.), ale zagryzłem zęby i powiedziałem sobie: odejdę na własnych zasadach.
Góry i doliny
Mało kto z młodszych fanów hokeja wie, że hokeista rodem z Nowego Targu w 2003 r. był draftowany do Minnesoty Wild w NHL i przez kolejny sezon występował w juniorskiej drużynie Vancouver Giants (WHL).
- Ależ wtedy byłem w gazie! Otrzymałem więc powołanie do kadry trenera Andreja Sidorenki przed turniejem przedolimpijskim w Rydze - wspomina Kolusz. - W kadrze byli wtedy m.in. Mariusz Czerkawski, Krzysztof Oliwa, Jacek Płachta i paru asów z ligowych zespołów. Trener ostatecznie zdecydował się na Mariusza Jakubika, którego miał na co dzień w klubie. A potem, od 2005 roku, byłem na każde zawołanie, choć były wzloty i upadki. Byłem z kolegami zdyskwalifikowany za awanturę z Oliwą (po MŚ 2009 r. - przyp. red.), ale karę odwieszono. Potem chciałem mieć przerwę w kadrze (2010 r. - przyp. red.), ale grożono mi dyskwalifikacją i za namową trenera Wiktora Pysza zmieniłem zdanie. Jednak miłych momentów było zdecydowanie więcej. Wspomnieniami wracam do turniejów przedolimpijskich, w których spotykaliśmy się z silniejszymi rywalami. Podczas takiej imprezy na Białorusi grałem dla przykładu przeciwko Słoweńcowi Anże Kopitarowi, gwieździe i kapitanowi Los Angeles Kings. W turniejach mistrzowskich bywało różnie. Nie musieliśmy na przykład spaść na trzeci poziom mistrzostw świata za czasów Teda Nolana, bo graliśmy więcej przyzwoicie, ale on zupełnie nie znał naszych hokejowych realiów. A potem trudno było się wygrzebać z niższej dywizji, bo nastała pandemia. Oczywiście, turniej w Nottingham i awans do elity to było spełnienie moich marzeń, podobnie jak moich kolegów. Gra rok temu, w elicie w Ostrawie, było dla naszej hokejowej społeczności epokowym wydarzeniem. Przy odrobinie szczęścia mogliśmy zachować miejsce w tym elitarnym towarzystwie, stąd też moje rozczarowanie, że nie było mi dane walczyć o jego odzyskanie podczas tegorocznego turnieju w Rumunii. Pod względem fizycznym i umiejętności na pewne nie odstawałem od kolegów, którzy tam grali.
Kolejna próba
Pora jednak na nowe wyzwania. - Odpocząłem, dokonałem bilansu „za i przeciw” i doszedłem do wniosku, że podejmę jeszcze jedną próbę, by zamknąć swoją przygodę z hokejem znaczącym występem - dodaje 5-krotny mistrz Polski. - Oczywiście, moim priorytetem jest gra w reprezentacji podczas mistrzostw świata i może po nich powiedziałbym pas. Na razie jestem w trakcie treningów i ćwiczę, zgodnie z wieloletnią tradycją, indywidualnie. Nie mogę sam siebie oszukiwać, bo to przecież zaraz wyjdzie na lodzie. Na razie nie mam żadnych propozycji ze strony klubów, choć liczę, że któryś mi zaproponuje grę. Testy wykluczam, bo jestem wiekowy (śmiech), ale chętnie siądę i porozmawiam. Daję sobie czas do początku września, wówczas trzeba będzie podjąć decyzję. Nie ukrywam, że nie mam planu „B” i staram się o tym na razie nie myśleć.
Nie tak dawno zanotowaliśmy sensację: Krystian Dziubiński (lat 37), kapitan Unii i reprezentacji, zrezygnował z gry, a niedługo później został nominowany na trenera zespołu przez prezeskę Cracovii, Agatę Michalską (radną z Nowego Targu).
- Też byłem zaskoczony decyzją Krystiana o rezygnacji z gry i objęciu nowej roli - stwierdza nasz bohater. - Krystian wprawdzie nigdy nie ukrywał, że interesuje się tym zawodem, ale nie przypuszczałem, że tak szybko to nastąpi. Znam go dobrze i zapewniam, że ma wszelkie predyspozycje do prowadzenia zespołu. Ma charyzmę, a w szatni będzie trzymał krótko zawodników. Nadto jeżeli będzie miał bardziej doświadczonego współpracownika, to stworzą ciekawy tandem. Na pewno będzie miał świeże spojrzenie i zna ligę jak... stan własnego konta bankowego.
Obaj są dobrymi kumplami i naturalną koleją rzeczy można sobie ich wyobrazić pracujących w jednym klubie. Już zresztą w środowisku funkcjonuje opinia, że w najbliższym sezonie Pasy będą Szarotkami bis i pod Wawelem znajdzie zatrudnienie wielu zawodników z jego byłego klubu. Gdy przedstawiam ten scenariusz, Marcin Kolusz taktownie milczy, a po chwili z namysłem dodaje: - Nie znam planów Krystiana...
Hokeiści rodem z Nowego Targu to charakterne chłopaki i być może ich losy znów się połączą w jednym klubie. Jeżeli tak, to powinni być kołem zamachowym zespołu, który może jeszcze w najbliższych sezonie nie będzie walczył o medale, ale sprawi niejedną niespodziankę.
Włodzimierz Sowiński
Marcin KOLUSZ
◼ Urodzony 18.01.1985 r. w Limanowej; żonaty (Joanna); dzieci: Lilianna (15 lat) i Błażej (8).
◼ Kariera: wychowanek Podhala i debiut ligowy w wieku 15 lat; draftowany przez Minnesotę Wild w 2003 r., a potem grał w Vancouver Giants; Podhale (2004/05), Ocelaŕi Trzyniec (2005), Hawirzów Panthers (2005), Podhale (2005/06), ŠKP Poprad (2008/09), Podhale (200/11), Ciarko PBS Sanok KH Sanok (2011/13) KTH 1928 Krynia (2013), GKS Tychy (2013/17), Podhale (2017/19), Podhale (2017/19), GKS Katowice (2019/20), Vaasan Sport (2020), Dukla Michalowce (2020/21), GKS Katowice (2022/23), JKH GKS Jastrzębie (2023/24), Podhale (2024), Re-Plast Unia Oświęcim (2024/25).
Rozegrał w lidze 783 mecze, w których zdobył 606 pkt (212 bramek plus 394 asysty).
◼ Sukcesy: 5xzłoto MP (Podhale 2010, Sanok/2012, GKS Tychy 2015, 2xGKS Katowice 2022 i 2023; 3xsrebro, 4xbrąz, w tym jeden Duklą Michalowce; 4xPuchar Polski (Podhale, Sanok, 2xGKS Tychy); 2xSuperpuchar Polski; 3. miejsce w Superfinale Pucharu Kontynentalnego z GKS Katowice 2016. Reprezentacja: 210 spotkań i 48 goli. Sukcesy: awans do Dywizji 1A w 2014 i 2200; awans do elity w 2023; występ w elicie 2024.