Na ślizgawce
W „meczu przyjaźni” największym wrogiem bramkarza Łodzian okazała się... tyska murawa, na której rozjeżdżał się zbyt często. Również w decydującym momencie.
W tej sytuacji Łukasz Bomba zdążył uprzedzić Mateusza Lewandowskiego i zażegnać niebezpieczeństwo. Dobrze jednak pucharowego wyjazdu na Śląsk wspominać nie będzie... Fot. Łukasz Sobala / Press Focus
Choć spotkania GKS-u i ŁKS-u nazywane są „meczem przyjaźni”, od lat bowiem fanów tych dwóch drużyn łączą kibicowskie więzy, frekwencja na tyskim stadionie nie powalała. Pierwszy powód – to zapewne zniechęcenie fanów do GKS-u po jego makabrycznym i zakończonym spadkiem do II ligi minionym sezonie. Równolegle jednak ozłoceni kilka miesięcy temu hokeiści tyscy zaczynali w czwartkowy wieczór swój start w Lidze Mistrzów. A że jedna ze sportowych stacji przeprowadzała bezpośrednią transmisję z wyjazdowego meczu z Dynamo Pardubice, część kibiców wolała zasiąść przed telewizorami. To hokej ma dziś status sportu numer jeden w Tychach!
Kosztowna wpadka wiosenna
A propos wspomnianego minionego sezonu, na murawie o przyjaźni nie było w nim mowy. Choć GKS wiosną już zdecydowanie pikował w kierunku drugiej ligi, akurat na spotkanie z Ełkaesiakami się zmobilizował i – jedyny raz w tamtej rundzie – wygrał mecz na własnym stadionie! Trzy „oczka” stracone wówczas na Śląsku kosztowały Łodzian dwa miejsca w tabeli i przystąpienia do baraży o ekstraklasę z dużo mniej korzystnej pozycji.
Olo to widział. I gra dalej!
W czwartkowe popołudnie Tychy znów okazały się „miejscem przeklętym” dla ŁKS-u. Trudno byłoby rzec, że trener Grzegorz Szoka mocno zaryzykował ze składem. Faktem jest jednak, że w porównaniu z ostatnim meczem ligowym w Opolu dokonał aż ośmiu zmian! Jego vis-a-vis, Rene Poms, tylko czterech; przy czym naturalną rzeczą była nieobecność Pawła Olkowskiego po potężnym (a przegapionym przez arbitra...) kopniaku w brzuch, jaki dostał w ligowym spotkaniu w Szczecinie. „Olo” pojawił się natomiast oczywiście na trybunach, oglądając spotkanie kolegów m.in. w towarzystwie Marcela Łubika – niedawnego kolegi z szeregów Górnika, z którym obaj w maju świętowali triumf w Pucharze Polski. I... wciąż ma szansę na powtórzenie sukcesu! Tyszanie bowiem – po kapitalnym uderzeniu Damiana Kądziora bezpośrednio z rzutu wolnego – grają dalej.
Kądzior wciąż to ma
I nie sposób powiedzieć, że to rozstrzygnięcie niesprawiedliwe. Poprzeczka po „główce” Daniela Hoyo-Kowalskiego ratowała gości już w I połowie, sporo pracy fundowali też Łodzianom ich dwaj byli piłkarze: Michał Trąbka i Mateusz Lewandowski. Największy wrogiem Łukasza Bomby między słupkami okazała się jednak... murawa. Już 67 minucie, po dalekiej wrzutce spod linii bocznej w wykonaniu Hoyo-Kowalskiego, „rozjechał się” na trawie i tylko łut szczęścia – piłka o centymetry minęła długi słupek – uchronił Łodzian od straty gola, który pewnie błyskawicznie stałby się viralem. Przy wspomnianym rzucie wolnym byłego reprezentanta kraju – swoją drogą nie była to (nomen omen) jakaś bomba – golkiper zrobił natomiast ruch w niewłaściwą stronę, a potem, też przy współudziale za śliskiej dlań nawierzchni, już nie zdążył „odbić się” w drugą stronę! Inna rzecz, że Damian Kądzior wciąż to – czyli ułożoną do stałych fragmentów stopę – ma!
Łódź (prawie) za burtą
Mimo sześciu doliczonych minut i kolejnych „podstawowych” piłkarzy wpuszczanych przez trenera gości na boisko, gospodarze nie dali sobie wydrzeć wygranej i awansu. W ten sposób po Krakowie, który stracił już swe drużyny w Pucharze Polski, również i w Łodzi fatalne nastroje. Po Widzewie odpadł i ŁKS. Kibicom w mieście włókniarzy zostały już tylko... widzewskie rezerwy.
(DaL)
◼ GKS Tychy – ŁKS Łódź 1:0 (0:0)
1:0 – Kądzior, 76 min (wolny)
GKS: Mądrzyk – Jankowski (89. Łasicki), Eskinja, Hoyo-Kowalski, Chorosiński – Horvat – Trąbka, Wojtczak (89. Begala) – Kądzior (82. Koniuszy) – Lewandowski (82. Gębala), Niemann (59. Ryguła). Trener Rene POMS.
ŁKS: Bomba – Rudol, Wiech, Farbiszewski (58. Kaput) – Krykun, Kupczak, Hinokio (58. Wysokiński), Strzałek (70. Szczygieł), Błachewicz (77. Nowakowski) – Siwek, Podliński (46. Prusiński). Trener Grzegorz SZOKA.
Sędziował Tomasz Marciniak (Płock). Widzów 2710. Żółte kartki: Jankowski, Lewandowski – Szczygieł, Błachewicz.
