Na początek Kazachstan
FK Aktobe będzie pierwszym rywalem Legii w Lidze Europy. Czy w Warszawie mają się czego obawiać i jak w ogóle wygląda piłka nożna w dziewiątym pod względem wielkości kraju na świecie?
Legia grał już z Aktobe w 2014 roku. Wtedy wygrała na Łazienkowskiej 2:0. Na zdjęciu fragment tamtego meczu. Fot. Rafał Oleksiewicz /Press Focus
Bezkresny step, stalinowskie deportacje, współcześni polscy repatrianci czy film o Boracie. To zazwyczaj pierwsze skojarzenia, gdy słyszymy nazwę "Kazachstan". Wymieniona na końcu satyra Larry’ego Charlesa, która miała ośmieszać rzekomo będący na granicy cywilizacji kraj na końcu świata, niewiele ma jednak ze współczesnym Kazachstanem wspólnego. Co do repatriantów, to obecnie w Kazachstanie rozsianych po kraju jest około 36 tys. naszych rodaków. Część już się w pełni zasymilowała, jednak niektórzy na pewno chcieliby jeszcze wrócić... Piłka nożna w tym regionie świata cały czas się rozwija, ale raczej w wolniejszym tempie niż zakładali oligarchowie pompujący w kluby potężne miliony. Efektu na arenie europejskiej czy światowej na razie to jednak nie przyniosło. Reprezentacja potrafi sprawiać pojedyncze niespodzianki, ale zajmuje odległe - 113. miejsce w rankingu FIFA. Klubowy ranking UEFA również wyraźnie daje do zrozumienia, że nie mamy do czynienia z mocarzami - liga kazachska obecnie jest 39. w Europie, pomiędzy Kosowem a Wyspami Owczymi.
Co powinniśmy wiedzieć o Aktobe?
Rywal Legii to pięciokrotny mistrz Kazachstanu, ostatni triumf ligowy święcił jednak dość dawno, bo w 2013 roku. W Kazachstanie, podobnie jak w wielu krajach postsowieckich, liga gra systemem wiosna-jesień. To trzecia drużyna sezonu 2024 i podobnie jak Legia, w eliminacjach Ligi Europy może grać dzięki sięgnięciu po krajowych puchar. Aktualnie również zajmuje trzecią pozycję w tabeli ze stratą pięciu punktów do prowadzącej Astany. 14-zespołowa liga jest za półmetkiem (rozegrano 15 kolejek) i gra bez przerwy. W minioną sobotę Aktobe wygrało u siebie 2:0 z Atyrau.Trener Wiaczesław Lewczuk to 54-letni Białorusin, który pełni swoją funkcję dopiero od 14 maja (wcześniej był asystentem) i to jak na razie jego największe osiągnięcie w trenerskiej karierze. Preferuje grę czwórką obrońców, a ofensywa nie jest najmocniejszą stroną jego zespołu. W rodzimej lidze gracze Aktobe nie unikają pojedynków. Na co powinna uważać Legia? Na stałe fragmenty gry. Siedem goli (z 26) w obecnym sezonie Kazachowie zdobyli właśnie w taki sposób.
Szykując się do występów w Europie, rywale Legii latem w odróżnieniu od warszawian solidnie wzmocnili skład. Klub pozyskał ośmiu nowych piłkarzy, w tym jednego z... ekstraklasy. Mowa o Georgiju Żukowie (24-krotny reprezentant Kazachstanu), który jeszcze w poprzednim sezonie występował w Puszczy Niepołomice. Na uwagę zwracają też przyjście reprezentanta Nigru Daniela Sosaha, który może grać zarówno jako napastnik, jak i na skrzydle, czy Nikity Korzuna (30 występów dla kraju Aleksandra Łukaszenki), doświadczonego defensywnego pomocnika z Białorusi. Największą gwiazdą jest Jairo Jean, reprezentant Haiti (sześć goli w trwającym sezonie kazachskiej ekstraklasy).
Dotychczasowe doświadczenia
Legia miała okazję mierzyć się już z Aktobe, choć pewnie wolałaby, aby do tego meczu... nigdy nie doszło. Nie ze względu na wynik, bo w sezonie 2014/15 warszawianie po wygranych 2:0 w Warszawie oraz 1:0 na terenie rywali nie mieli większych problemów z Kazachami. Problem w tym, że zagrali z nimi jedynie o Ligę Europy po tym jak walkowerem przegrali walkę o Ligę Mistrzów z Celtikiem Glasgow, ponieważ Bartosz Bereszyński, który pojawił się na placu gry w 86 minucie nie został zgłoszony do protokołu. Legii zdarzyło się jednak i odpaść z rywalem z tego kraju. W sezonie 2017/18 FK Astana okazała się lepsza w III rundzie elim. Ligi Mistrzów (1:0, 1:3). Dwa lata temu stołeczni wyeliminowali z kolei Ordabasy Szymkent (3:2, 2:2), choć też nie można powiedzieć, aby to był to dla nich spacerek.W Kazachstanie zdarzały się fanaberie oligarchów i wielomilionowe projekty, podsumowując to jednak liga jest słabsza od naszej ekstraklasy. Poza Astaną nie widać klubu, który powinien mieć realne szanse nawiązać walkę z naszymi klubami, a i Astanie wyszło to średnio, gdy trzy lata temu trafiła na Raków. Losy rywalizacji rozstrzygnęły się już w Częstochowie (5:0), a do Kazachstanu drużyna Marka Papszuna poleciała już bardziej na wycieczkę. Legia, nie chcąc sobie komplikować życia, również powinna próbować załatwić sprawę już w czwartek przy Łazienkowskiej.
Mariusz Rajek