Musi być lepiej
Zremisować w Niepołomicach to nic szczególnego, ale liczy się jeszcze to, jak się remisuje.
Trener Dawid Szulczek mocno liczy na Przemysława Szymińskiego. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
RUCH CHORZÓW
A Ruch zremisował po słabym występie, w którym widoczne były bolączki z poprzedniej, jakże fatalnej przecież rundy. Problemy przy obronie stałych fragmentów? Były. Indywidualne pomyłki w defensywie? Były. Bramkarz, który przy straconym golu powinien zrobić więcej? Był. Problemy z kreowaniem zagrożenia „z gry”? Były. Zawodząca wyjściowa jedenastka? Była. Brak wypracowanej sytuacji dla osamotnionego napastnika? Był. Znaczy wiosna wróciła...
Trzeba docenić?
Czy u Niebieskich było więc coś dobrego? Oczywiście tak. Mimo że nie szło, zespołowi udało się ugrać remis na niewygodnym terenie, a gola i asystę zaliczyli zmiennicy (Szwedzik i Ventura). Inna sprawa, że do tego momentu mało było wymiernych korzyści z rezerwowych (owszem, był impuls, ale podczas niekorzystnego, lecz stykowego rezultatu to dość powszechne w futbolu) i niewiele na bramkę wskazywało. Kolejna sprawa jest taka, że Ruch walczył do końca i pokazał dobry mental, którego mocno brakowało w poprzedniej rundzie. No i Jakub Bielecki, mimo że zawalił gola, to najpierw jednemu zapobiegł, broniąc kolejną już po powrocie do Chorzowa jedenastkę. Jak sam przypomniał, licząc mecze sparingowe, był to już piąty obroniony karny! – Wiedzieliśmy, że mecze w Niepołomicach są specyficzne. Zarówno jeśli chodzi o styl gry rywali, bazujących na długiej piłce i stałych fragmentach, jak i specyfikę wąskiego boiska. Trzeba docenić to, że wyszarpaliśmy remis. Ławka zareagowała bardzo pozytywnie, dała dobre zmiany. Cała czwórka, która weszła (w jednej chwili – przyp. red.) podkręciła tempo. Cieszę się, że zawodnicy są zdrowi. Niektórym zabrakło kilku dni, żeby wyjść w podstawowym składzie. Rywalizacja w przyszłym tygodniu będzie ciekawa i myślę, że otwiera się szansa dla nowych twarzy w wyjściowym składzie na Górnika Łęczna – powiedział trener Dawid Szulczek.
Mieli tremę?
Ruch grał w Niepołomicach zupełnie nową ofensywą. Na pozycji środkowych pomocników, czyli na „ósemce” i „dziesiątce”, wybiegli Shuma Nagamatsu i Maciej Żurawski, na skrzydłach byli Piotr Ceglarz i młodzieżowiec Jakub Sobeczko (w zeszłym sezonie zagrał tylko drobne epizody), a na szpicy – Tomasz Bała. – Pierwsza połowa nie wyglądała tak, jak chcieliśmy. Za wolno graliśmy. Myślę, że była też trema pierwszego meczu sezonu, było dużo nowych twarzy. Uważam, że potrzebowaliśmy takiego spotkania, żeby z Łęczną to wyglądało dużo lepiej. Sam wynik też determinował, że w końcówce była większa ochota, by przeć do przodu. Poza tym chodzi też o specyfikę wprowadzonych zawodników. To piłkarze dynamiczni, dobrze zbierający drugie piłki, agresywni. Na podmęczonych zawodnikach Puszczy to było widoczne – przedstawił swój punkt widzenia Szulczek. Poczwórna zmiana w 67 minucie była jednym z ważniejszych momentów spotkania. Weszli Szymiński, Mezghrani, Szwedzik i Ventura, zeszli Bała, Nagamatsu, Lukić i Żurawski. A co z Miłoszem Kozakiem? – zastanawiało się wielu kibiców.
Niekomfortowa sytuacja
Krnąbrny skrzydłowy nie podniósł się z ławki. W trakcie okresu przygotowawczego przegrał rywalizację o skład z nowymi skrzydłowymi – Piotrem Ceglarzem, na którego mocno w Chorzowie liczą, a także Patrykiem Szwedzikiem, który uratował remis z Puszczą. Dokładając do tego obligatoryjnego młodzieżowca, z których na ten moment najbliżej gry jest Sobeczko, sytuacja dla „Koziego” nie układa się komfortowo. – Mógł pojawić się na boisku, ale mamy tylko pięć zmian. Sobeczko, młodzieżowiec, potrzebował zmiany, a wcześniej Andrej Lukić obejrzał żółtą kartkę. Na jego stronę były szykowane zmiany rywala, więc nie chcieliśmy, aby występował tam stoper z kartką. Przesunęliśmy tam Alka Komora, który jest najszybszym z naszych środkowych obrońców, biegającym 35 km na godzinę. Przemysław Szymiński wraca po długim urazie, ale wygląda świetnie w treningach, więc myślę, że kwestią czasu jest, aż wywalczy miejsce w składzie. Ta zmiana (Szymiński za Lukicia – przyp. red.) mi pasowała. Potrzebowaliśmy też w środku zawodników do tej pory podstawowych, którzy przez drobne problemy zdrowotne – stomatolog, odbita pięta – nie byli w pełnym rytmie treningowym. Uznaliśmy, że lepiej, jak wejdą z ławki. Liczyliśmy, że jeśli damy takie zmiany, jak Patryk Szwedzik, Mo Mezghrani i Denis Ventura, to ożywimy mecz – tłumaczył brak Kozaka Szulczek.
Słowa to jednak tylko słowa, bo bolączki są w każdym zespole, a mimo tego każdy musi punktować. Na daleko idące wnioski jeszcze za wcześnie, ale jedno jest pewne – z Łęczną w następnej kolejce musi to wyglądać zdecydowanie lepiej!
Piotr Tubacki