Możemy być lepsi
Rozmowa z Maximilianem Kothnym, pełniącym obowiązki prezesa Klubu Piłkarskiego GKS Tychy SA
Maximilian Kothny wierzy w awans do ekstraklasy. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
Wielu zawodników opuściło już GKS Tychy. Nie żal panu drużyny, która została zbudowana pół roku temu i zdobyła mistrzostwo rundy wiosennej w I lidze?
- Oczywiście, że trochę żal, ale GKS Tychy jest „żywym organizmem”. To, co udało się nam zimą, czyli zatrzymanie tego składu, który dokończył rundę jesienną i zrozumiał, o co chodzi w taktyce trenerowi Arturowi Skowronkowi, nie miało prawo przetrwać lata. Paradoksalnie sami na siebie ukręciliśmy ten transferowy bat. Gdy zaczęły się pojawiać oferty z klubów wyższej czy nawet naszej ligi za naszych zawodników, którzy błyszczeli w rundzie wiosennej, nie byliśmy w stanie zaoferować takich kontraktów, żeby ich zatrzymać. Tak było w przypadkach Juliusa Ertlthalera czy Marko Dijakovica albo Marcela Łubika czy Jakuba Budnickiego i Natana Dzięgielewskiego. Konkurenci podwajali, a nawet potrajali nasze oferty, ale przypomnę tylko, że ci zawodnicy, przychodząc do tyskiego klubu, nie byli tyle warci na piłkarskim rynku i to samo możemy powiedzieć o ich następcach. Ściągnęliśmy kolejnych młodych, wartościowych, chociaż jeszcze nie tak uznanych w Polsce zawodników i damy im szansę pokazania się na polskich boiskach. Do tego „świeżego mięsa” dodaliśmy już niezbędną szczyptę doświadczenia, ściągając Damiana Kądziora mającego za sobą występy w reprezentacji Polski oraz grę w Lidze Mistrzów. Dojdzie do nas jeszcze może dwóch zawodników z większym doświadczeniem, żebyśmy znowu mogli być objawieniem ligi.
Czy drużyna grająca wiosną była zbudowana na miarę awansu do ekstraklasy?
- Tak, jeśli popatrzymy na jej wiosenne wyniki – to był najlepszy zespół I ligi. Jednak to samo mogliśmy już powiedzieć po rundzie jesiennej w 2023 roku, bo przecież na zimową przerwę półtora roku temu udaliśmy się jako lider. Mieliśmy wtedy 34 punkty w 18 meczach, tyle samo punktów co Arka Gdynia i jeszcze mieliśmy mecz zaległy do rozegrania. Natomiast wiosną tego roku w 15 spotkaniach zdobyliśmy 33 punkty i zostaliśmy mistrzami rundy rewanżowej. To świadczy o tym, że w trakcie jednego sezonu wiele się może zdarzyć, a my mamy już doświadczenie i czas najwyższy połączyć dwie dobre rundy w jednym sezonie, żeby nie było już wątpliwości, że GKS Tychy jest klubem w pełni ułożonym.
Budowanie drużyny wiąże się jednak z poświęceniem czasu. Trener Artur Skowronek pracować będzie z nowym zespołem. Czy wystarczy wam cierpliwości?
- Na pewno. Wiemy, że na rozwój młodych zawodników trzeba trochę poczekać. Jesteśmy cierpliwi, bo mamy świadomość, że piłkarze, którzy do nas dołączyli latem, są odpowiedniej jakości, więc wiemy, na co ich stać. Będziemy ich wspierać w tym, żeby pokazali pełnię swoich możliwości i pracowali na każdym treningu z wiarą, że mogą być coraz lepsi. Nazwiska zawodników, którzy odeszli tego lata, są też argumentem potwierdzającym, że warto być zawodnikiem GKS-u Tychy, bo stąd można się wybić.
Czy sprowadzanie młodych zawodników wywodzących się z niemieckich klubów, ale mających polski paszport, to kierunek, który sobie założyliście na początku pracy w GKS-ie Tychy?
- Nie. Ten kierunek „urodził się” w trakcie naszej pracy w Polsce. Pierwsze założenie polegało na sprowadzaniu młodych zdolnych, ale niedowartościowanych piłkarzy z Austrii i Niemiec, którzy mieli być uzupełniani polskimi młodymi piłkarzami. Dlatego trafili do nas Julius Ertlthaler, Marko Dijakovic, Julian Keiblinger, Mamin Sanyang czy Noel Niemann. To się sprawdziło, więc na tym rynku dalej działamy. Jednak gdy okazało się, że na polskim rynku transferowym są drodzy polscy młodzi zawodnicy, na których nas nie stać, opłacalną alternatywą stało się sprowadzenie polskiego piłkarza z niemieckich klubów. Przykład Marcela Łubika przetarł szlak, a jego śladem poszli następni. Stąd transfery definitywne Nico Adamczyka i Nico Baiera, a Leona-Oumara Wechsela pozyskaliśmy na wypożyczenie z opcją wykupu. Pomogła nam w tym bardzo dobra opinia, jaką w Niemczech zyskał tyski klub chwalony za organizację, sztab szkoleniowy, bazę i rozwój piłkarzy.
Ilu doświadczonych zawodników będzie docelowo w kadrze GKS-u Tychy na rundę jesienną?
- Średnia wieku nie jest najważniejsza. Przypomnę, że Lechia Gdańsk rok temu awansowała do ekstraklasy mając bardzo młody zespół, ale o wysokiej jakości piłkarskiej. My też będziemy mieć młodych zawodników, których wesprze kilku doświadczonych piłkarzy, spełniających ważną rolę i w szatni, i na boisku. W naszej filozofii od początku jest budowanie zespołu opartego na młodości i wspieranego doświadczeniem. I to się nie zmienia.
W przyszłym roku minie 50 lat od zdobycia przez GKS Tychy wicemistrzostwa Polski. Czy będziecie chcieli uczcić ten jubileusz awansem do ekstraklasy?
- Pół wieku temu wicemistrzostwo oznaczało spadek w następnym roku. Naszym planem jest więc wywalczenie awansu, ale opartego na fundamentach, które pozwolą nam grać w ekstraklasie na dłużej. Mamy też świadomość, jaka jest konkurencja w I lidze. Jesteśmy jednak przekonani, że piłkarsko dotrzymamy im kroku, a nawet będziemy mieli odpowiednią jakość, żeby powalczyć o awans.
Rozmawiał Jerzy Dusik