Może i jestem przedpotopowy, ale...
Rozmowa o szkoleniu młodzieży z Michałem Kubisztalem, trenerem Sośnicy Gliwice, byłym reprezentacyjnym rozgrywającym
Kluby z Europy obnażyły poziom polskiego, młodzieżowego handballu. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus
Oglądał pan zakończone w niedzielę Młodzieżowe Mistrzostwa Świata i występującą na mundialu reprezentację Polski do lat 21?
- Niestety tak.
Niestety, ponieważ Biało-czerwoni słabo się zaprezentowali? Zajęli odległe 19. miejsce?
- Niestety, ponieważ oglądałem także pozostałe reprezentacje, jak na przykład Wyspy Owcze, Portugalię. I to mnie martwi. Niesamowite jest, jak te zespoły nam odjechały i jak my się tłumaczymy, że nie mamy populacji. Że mamy za mało zawodników uprawiających piłkę ręczną. To co mają powiedzieć Wyspy Owcze, które mają mniej mieszkańców niż my piłkarzy ręcznych, a potrafią zdobyć medal na mistrzostwach świata?
Gdzie jest wobec tego ten pies pogrzebany, że z roku na rok jest coraz gorzej?
- Gdzie pogrzebany? Jesteśmy technicznie w d... . Oni robią 3-4 błędy na mecz, a my? Dwadzieścia. Tu jest różnica. Kosmiczna. Oni nie wyrzucili żadnej piłki w aut. Zrobili kroki lub ofens, ale nie wyrzucali w aut. Nie podawali piłki rzucając koledze w kostkę. My tak. Koncentrujemy się w szkoleniu na motoryce, mówimy w SMS-ach jaka cudowna, wspaniała jest motoryka. G... prawda. My nie potrafimy złapać, podać piłki. Skupiamy się na siłowni, motoryce, prędkości, a nie robimy podstawy: chwyt - podanie. I to w pełnym biegu. Po co więc nam ta motoryka, skoro nie mamy elementarnych podstaw. Jesteśmy totalnie w lesie, za wszystkimi. Wyspy Owcze, mały, niski zespół, wcale nie biegał tak szybko. Nie biegał do kontr, zatrzymywał się. Grał ekonomicznie.
My w kontrze też nie biegaliśmy. Graliśmy szybko, ale nie biegaliśmy, za to popełnialiśmy błąd za błędem.
Damy radę w miarę szybko odbudować się? Dogonić uciekający nam świat?
- Nie wiem. Jak dostaliśmy niedawno wytyczne modelu szkolenia młodzieży, to się za głowę złapałem. Nie wierzyłem w to, co czytam. A gdy powiedziałem, co o tym myślę, to dowiedziałem się w związku, nie ważne od kogo, ale kogoś wysoko postawionego, że nie rozmawiam z zagranicznymi trenerami, nie mam z nimi kontaktu, więc jestem już starej daty trenerem i się nie znam. Mam stare metody szkoleniowe. Nie rozwijam się.
Kto wymyślił i kto jest autorem tego programu?
- Jak chciałem porozmawiać o tym z niektórymi przedstawicielami Rady Trenerów, i też o to zapytałem, to usłyszałem, że teraz nie mają czasu. Każdy od tego programu szkolenia umył ręce, więc nie wiem, czy mam śmiać się, czy płakać. Chcemy gonić świat, a zapominamy o podstawach.
Przedpotopowy trener?
- Może i jestem przedpotopowy, tylko że jeszcze pamiętam, jak mnie trenerzy szkolili tymi przedpotopowymi metodami, to przez 10 lat byliśmy topową reprezentacją na świecie. A teraz szkolimy nowoczesnymi metodami i jesteśmy 20-30 reprezentacją świata. Jest różnica? Więc wolę te przedpotopowe metody.
Gdy zawodnicy nie sprawdzają się w klubie, to się im dziękuje. A trenerów bez wyników zwalnia się. To może pójdźmy tym tropem i wreszcie wymieńmy tych dobrych, nowoczesnych trenerów w SMS-ach, tylko od lat pracujących bez pozytywnych efektów?
- Też tak uważam. Bez urazy. Bez względu na to, czy jesteś moim kolegą, przyjacielem, to najważniejsze jest, by polska piłka ręczna ruszyła do przodu. A my się obrażamy, że ktoś, coś powiedział... Stary, usiądź do stołu i nie obrażaj się. Powiedz, co ci nie pasuje, co uważasz za dobre, a co za złe. Ja też ci powiem swoje zdanie. I nie jestem omnibusem, mogę się mylić, ale przekonaj mnie, że nie mam racji.
A skąd się bierze aż tak przepastna nieznajomości tematu, ponieważ oczekiwania działaczy mówiły minimum o wyjściu z grupy w fazie wstępnej, najlepiej z punktami, a przy sprzyjających okolicznościach nawet o miejscu w czołowej „ósemce”, w gronie najlepszych reprezentacji świata? Tymczasem skończyliśmy na końcu drugiej dwudziestki...
- Z czym? Jak słyszę, że to nasz najlepszy rocznik w ostatnich latach, to boję się zapytać, jak wyglądał ten najsłabszy. I by było jasne - to nie są zawodnicy z łapanki. Kilku reprezentantów jest w zagranicznych klubach, gdzie kultura gry jest dużo wyższa. A przyjechali tu na mistrzostwa świata i wyglądali, jak dzieci we mgle.
Przygotowania do mundialu nie były wcale krótkie...
- Jedziemy na dwa-trzy tygodnie przed mistrzostwami na zgrupowania i zamiast szlifować technikę, taktykę, co będziemy grali, to my biegamy. Chłopcy biegają po hali i fajnie, jest super. Tylko co wybiegaliśmy w turnieju? Każda reprezentacja europejska wybiła nam piłkę ręczną z głowy. I to właśnie dlatego, że porobiliśmy w każdym z meczów z europejskimi reprezentacjami 17-20 błędów, gdy oni cztery. Stąd się brała różnica bramek, jakimi kończyły się nasze mecze. Nie bieganiem, tylko różnicą błędów. Siódma w mistrzostwach Słowenia rozbiła nas dychą. Jedenasta Norwegia „piętnastakiem”. A przecież nie mówimy o medalistach Danii, Portugalii, Wyspach Owczych. Co oni by z nami zrobili? A ilu mają Farerzy zawodników między 17. a 21. rokiem życia. Stu? Dwustu? Trzystu? To tak, jak by Miedź Legnica pojechała na turniej i zdobyła brązowy medal mistrzostw świata.
Sztab reprezentacji tego nie widział?
- Bartek (selekcjoner Jurecki - przyp. red.) - z całym szacunkiem, to świetny facet i niezły trener, bo w Opolu pokazuje, że potrafi trenować. Ale dobiera sobie do sztabu trenerów, z pierwszej ligi, bez doświadczenia, więc co oni razem mają wymyślić? Dlatego moim zdaniem na zgrupowaniach kadry skupiamy się na bzdurach. Totalnych. Przyjeżdża 2-3 trenerów motorycznych i oni każą chłopakom biegać. Chłopcy mi mówią – trenerze jest fajnie, testy wychodzą zajeb... . Skaczemy metr z dosiężnego, biegamy setkę w 9 sekund, a ja pytam – a gdzie jest piłka? Gdzie trening czysto handballowy? Techniczny. Chwyt, podanie, zmiana pozycji w biegu. Nie przeszkadzamy sobie, zmieniamy się nie zderzając się głowami. Gdzie jest ta najprostsza piłka ręczna jaką wymyślono? Tak grali Wyspiarze. Postawili się sześć zero w obronie, grali atak prostopadły, grali jeden na jeden, z zerem krzyżówek, żeby zminimalizować ryzyko błędów. Nic więcej i aż tyle. I zdobyli medal mistrzostw świata. A my robiliśmy w akcji 72 krzyżówki i dalej byliśmy na swojej połowie. A to są takie proste rzeczy.
Na co dzień trenuje pan żeński zespół Sośnicy Gliwice. U dziewczyn jest lepiej w kwestii szkolenia?
- Niestety. Jak widzę, jacy ludzie znowu zabierają się za szkolenie, to... Ach, długo by rozmawiać. Przeraża mnie, że jest sporo osób, które mają jakąś wiedzę, niegłupio gadają, tylko każdy, kto idzie pod prąd, mówi coś innego niż władza, jest natychmiast skreślony. Obrażają się na niego, bo na własne gniazdo nadaje w prasie. A nikt nie zaprasza nas do stołu, byśmy się 2-3 razy w roku spotkali i podyskutowali rzetelnie. Może warto też zapytać najlepszych trenerów w juniorach, czego im brakuje? Jak im można pomóc? Co poprawić w szkoleniu? Tymczasem nie chcemy rozmawiać. Wolimy narzucać. Bo ja widziałem to w Danii. To fajnie, że przyjechałeś ze stażu, tylko co tam widziałeś? Czego się nauczyłeś. Zapytałeś dlaczego Duńczycy coś tak robili i po co? Dowiedziałeś się, jak możesz to zrobić w kraju, pod swój zespół? Żeby był to w stanie opanować? Niech ci Duńczycy opowiedzą, narysują, wyślą to potem mailem. Będziesz mógł to na spokojnie przeczytać, sprawdzić, przeanalizować. Tymczasem nasi stażyści opowiadają, że nie dowiedzieli się tego, bo się wstydzili zapytać, nie znając dobrze angielskiego. No to jak się wstydzisz, to po co tam w ogóle pojechałeś?
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała