Sport

Mistrz Europy wygrał o... gumę

Tim Merlier zwycięzcą trzeciego etapu Tour de France. Liderem wyścigu pozostał Mathieu van der Poel.

Tak Tim Merlier i Jonathan Milan walczyli o etapowy triumf w Dunkierce. Fot. PAP / EPA

Na ulicach Dunkierki belgijski sprinter grupy Soudal Quick-Step minimalnie, bo o ledwie kilka centymetrów, wyprzedził Włocha Jonathana Milana (Lidl-Trek). Trzeci linię mety minął Niemiec Phil Bauhaus (Bahrain-Victorious). 

Bez ucieczki dnia 

Poniedziałkowy etap Wielkiej Pętli, podobnie jak dwa poprzednie, prowadził po drogach północnej Francji. Częściowo nawet pokrywał się z sobotnim, bo kolarze w jego drugiej części ponownie wspinali się na Mont Cassel (2,2 km podjazdu o średnim nachyleniu 4,6 proc.). Była to w zasadzie jedyna trudność na tym płaskim odcinku. Zawodnicy przejeżdżali także przez miejscowości znane z wyścigu Paryż-Roubaix, jednego z najsłynniejszych klasyków, nie bez powodu zwanego „Piekłem Północy”. Organizatorzy jednak tym razem ich oszczędzili, nie umieszczając na trasie żadnego ze słynnych brukowanych sektorów. 

Wobec zapowiadanego za półmetkiem mocnego wiatru w twarz, a co za tym idzie w zasadzie zerowych szans na powodzenie odjazdu, żaden z zawodników ostatecznie nie zdecydował się na atak zaraz po starcie. Nie zawiązała się więc ucieczka dnia, co na wyścigach zdarza się niezmiernie rzadko. W związku z tym, że nie było kogo gonić, peleton niespiesznie, na początku w iście turystycznym tempie, podążał do miasta nad Morzem Północnym. 

Wypadek Philipsena 

Z dwóch powodów kolarze ożywili się dopiero na drugiej połowie etapu – miało wtedy solidnie powiać, co nakazywało zwiększenie koncentracji i... prędkości, a do tego doszło do walki na lotnym finiszu. I to dosłownie! Podczas sprinterskiej rozgrywki w Isbergues Francuz Bryan Coquard (Cofidis) zajechał drogę Jasperowi Philipsenowi (Alpecin-Deceuninck), co spowodowało groźny upadek Belga. Nawet nie próbował on wrócić na rower, tylko zwijał się z bólu opatrywany na poboczu przez medyków. Uraz okazał się na tyle poważny, że zwycięzca pierwszego etapu tegorocznej Wielkie Pętli musiał wycofać się z wyścigu. 

Sam finisz pewnie wygrał Milan, który w przeciwieństwie do niedzielnych wydarzeń tym razem nie miał pretensji do Biniama Girmaya (Intermarche-Wanty). O co wtedy chodziło Włochowi? Erytrejczyk miał się wpychać na koło rozprowadzających go kolegów, co bardzo zdenerwowało sprintera grupy Lidl-Trek. W emocjach zrugał więc Afrykańczyka, ale po etapie, kiedy już ochłonął, przeprosił go. – Wyjaśniliśmy sobie tę sprawę, wszystko jest w porządku – zaznaczył. 

Mistrz Europy górą 

Potem doszło do jeszcze jednego nietypowego zdarzenia. Tim Wellens (UAE Team Emirates-XRG) przesunął się do pierwszego szeregu, żeby od prowadzących peleton kolarzy grupy liderauzyskać zgodę na... odjazd. Tę otrzymał, więc pognał do przodu, wygrał premię górską i... poczekał na grupę. A wszystko po to, żeby koszulkę mistrza Belgii zamienić na tę w czerwone grochy dla najlepszego górala, którą odebrał samemu Tadejowi Pogačarowi. Słoweniec to jego kolega z grupy, więc zapewne wcześniej także z nim uzgodnił ten atak. 

Wiatr, którego tak się bano, ostatecznie nie podzielił peletonu, za to zrobiły to kraksy, które miały miejsce w końcówce na ulicach Dunkierki. Działo się to jednak już w strefie ochronnej, więc nikt z tych, którzy leżeli, a był to także jeden z faworytów, Belg Remco Evenepoel (Soudal Quick-Step), albo przyjechali spóźnieni, bo zatrzymały ich upadki innych, nie ponieśli strat czasowych. 

Podczas chaotycznego finiszu Merlier zdołał ustawić się za Milanem i go objechać – na samej kresce okazał się ciut lepszy od Włocha, co pokazało dopiero zdjęcie z fotofiniszu. To drugie etapowe zwycięstwo Belga w Tour de France, pierwsze odniósł w 2021 roku także na trzecim odcinku. – To była naprawdę ostra walka. Przez ostatnie dwa kilometry walczyłem o jak najlepszą pozycję na finiszu. Cały czas jechałem pod wiatr i dopiero na 500 metrów przed metą znalazłem trochę tunelu aerodynamicznego – relacjonował Belg, który mimo braku wsparcia kolegów z drużyny w kluczowym momencie zapewnił sobie 11. wygraną w sezonie. Tyle samo zanotował Pogačar, a nikt inny nie odniósł w tym roku więcej zwycięstw.

We wtorek Merlier i inni typowi sprinterzy raczej nie powalczą o wygraną, bo przed metą w Rouen na kolarzy czeka kilka krótkich, ale za to stromych podjazdów. Z pewnością dojdzie więc do kolejnego starcia Pogačara z niezwykle aktywnie jadącym w tym roku Vingegaardem. Czy któryś z nich tym razem utrze nosa liderowi imprezy Mathieu van der Poelowi, dla którego to wręcz wymarzona końcówka?

(gak) 

Wyniki 3. etapu, Valenciennes - Dunkierka (178,3 km): 

1. Tim Merlier (Belgia/Soudal Quick-Step) 4:16.55 
2. Jonathan Milan (Włochy/Lidl-Trek) 
3. Phil Bauhaus (Niemcy/Bahrain-Victorious) 
4. Soeren Waerenskjold (Norwegia/Uno-X Mobility) 
5. Pavel Bittner (Czechy/Picnic PostNL) 

6. Biniam Girmay (Erytrea/Intermarche-Wanty) ... 54. Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) ten sam czas 

Klasyfikacja generalna: 

1. Mathieu van der Poel (Holandia/Alpecin-Deceuninck) 12:55.37 
2. Tadej  Pogačar (Słowenia/UAE Team Emirates-XRG) strata 4 s 
3. Jonas Vingegaard (Dania/ Visma Lease a Bike) 6
 4. Kevin Vauquelin (Francja/Arkea-B&B Hotels) 10 
5. Matteo Jorgenson (USA/Visma Lease a Bike) 
6. Enric Mas (Hiszpania/Movistar) ten sam czas ... 165. Gradek 13.33. 


Sprzęt się znalazł

Zespół Cofidis poinformował, że odzyskał wszystkie 11 rowerów, które zostały skradzione w nocy z soboty na niedzielę przed drugim etapem Tour de France. Sprzęt skradziono z ciężarówki zaparkowanej przy hotelu w okolicach Lille, gdzie zatrzymała się ekipa po pierwszym etapie Wielkiej Pętli. Wartość każdego z rowerów szacowano na co najmniej 10 tysięcy euro. W niedzielę francuska policja znalazła pięć z nich, a sześć kolejnych zlokalizowała w poniedziałek w odległości 20 km od miejsca kradzieży.

– To świetna wiadomość. Pozwala nam to kontynuować wyścig ze spokojem ducha – powiedział Cedric Vasseur, dyrektor sportowy ekipy Cofidis. Mimo utraty aż tylu rowerów zarządzana przez niego ekipa miała wystarczająco dużo sprzętu, żeby jego kolarze mogli przystąpić do drugiego i trzeciego etapu Wielkiej Pętli.

Dodajmy, że podczas ubiegłorocznej edycji Tour de France skradziono 11 rowerów innej francuskiej drużynie, TotalEnergies.


Brytyjka nową liderką

Anna Henderson z grupy Lidl-Trek wygrała drugi etap Giro d'Italia, długości 92 km z Clusone do Apriki i objęła prowadzenie w klasyfikacji generalnej. 

Brytyjka i Francuzka Dilyxine Miermont (CERATIZIT) zdecydowały się na atak za półmetkiem. Od tego miejsca droga prowadziła już tylko w górę, a im bliżej było do mety, tym wspinaczka stawała się trudniejsza. Przed finałową częścią etapu dwie prowadzące zawodniczki miały ponad trzy minuty przewagi nad peletonem, co okazało się wystarczające, żeby rozegrać między sobą walkę o zwycięstwo. W końcówce Henderson, która specjalizuje się w jeździe indywidualnej na czas (srebro na igrzyskach w Paryżu), nie chciała dawać zmian współtowarzyszce ucieczki, oszczędzając siły na finisz, na którym ograła Miermont.

Niecałe pół minuty później do mety dotarła duża grupa, którą przyprowadziła Włoszka Soraya Paladin (Canyon-SRAM zondacrypto). Była w niej także dotychczasowa liderka, Szwajcarka Marlen Reusser (Movistar). Zabrakło natomiast jedynej Polski startującej we Włoszech, Marty Jaskulskiej (CERATIZIT), która straciła do zwyciężczyni blisko osiem minut.

W klasyfikacji generalnej Henderson o 15 sekund wyprzedza Reusser. Trzecie miejsce ze stratą 31 sekund zajmuje Włoszka Elisa Longo Borghini (UAE Team ADQ).

Ośmioetapowy wyścig zakończy się w niedzielę na torze wyścigowym Imola.

Anna Henderson, najszczęśliwsza kobieta Giro d'Italia. Fot. Giro d'Italia Women