Sport

Medale wciąż czekają

O mistrzostwie Polski zadecyduje siódmy mecz w niedzielę w Lublinie.

Emocje w Warszawie były ogromne. Choć trener Wojciech Kamiński wspomagał, jak tylko mógł swój zespół, to nieco lepsza okazała się Legia. Fot. PAP / Piotr Nowak

ORLEN BASKET LIGA

Lublinianie przyjechali do Warszawy, by odebrać puchar za tytuł mistrzowski oraz złote medale. Potrzebowali jednej wygranej, żeby spełnić marzenia.

– Dwudziesty trzeci sezon pracuję jako pierwszy trener, ale nie dociera jeszcze do mnie, że to jest tylko jeden mecz do mistrzostwa – mówił trener Wojciech Kamiński.

W hali na Bemowie doświadczony szkoleniowiec wystawił tę samą piątkę co zwykle i znowu zadziałało. Start dominował w pierwszej kwarcie, goście trafili 5 „trójek", Legia długo wyglądała na bezradną. W 9 minucie po akcjach Tevina Browna i Courtneya Rameya goście mieli 11 „oczek” przewagi (27:16)! W drugiej kwarcie do głosu zaczęli dochodzić jednak gospodarze. Oni też mają marzenia, oni też chcą złota. Najpierw musieli jednak wygrać i doprowadzić do meczu numer siedem. W drugiej kwarcie zbombardowali kosz rywali „trójkami”, po czterech takich trafieniach doprowadzili do remisu, a po akcji Aleksy Radanova objęli prowadzenie (30:28). Do przerwy był remis (47:47).

W trzeciej kwarcie nieco pogubili się sędziowie, którzy nie gwizdali oczywistych fauli, a zawodnicy obu drużyn mocno się tym denerwowali. Przed ostatnią częścią Start był nieco dalej od marzeń o złocie, bo sześcioma punktami prowadziła Legia (68:62).

W czwartej odsłonie długo oglądaliśmy akcję za akcję, kosz za kosz. Ostatecznie jednak linę na swoją stronę przeciągnęli warszawianie, którzy mieli sprytnego Kamerona McGusty'ego oraz silnego Mate Vucicia. Amerykanin był najlepszym strzelcem Legii (21 punktów, dwa ważne osobiste w końcówce), a Chorwat zebrał aż 16 piłek! W zespole z Lublina najlepszy był Tyran De Lattibeaudiere, który zanotował 23 „oczka” oraz 11 zbiórek. Trochę zabrakło mu wsparcia kolegów. Statystyki obu drużyn były bardzo podobne. Z jednym wyjątkiem, chodzi o procent skuteczności rzutów za dwa punkty – Legia w tym elemencie była znakomita, miała aż 65 procent, podczas gdy rywale tylko 47.

Oba zespoły wracają zatem do Lublina. W niedzielę w Hali Globus decydujący mecz numer siedem. Zwycięzca będzie złotym medalistą mistrzostw Polski. 


◼  Legia Warszawa - PGE Start Lublin 87:83 (19:27, 28:20, 21:15, 19:21)

Stan rywalizacji 3-3

WARSZAWA: McGusty 21 (3x3), Pluta 11 (3x3), Vucić 8, Silins 10 (2x3), Kolenda 11 (1x3) - Radanov 10, Sykes, Wilczek 5, Onu 11 (3x3). Trener Heiko RANNULA.

LUBLIN: Krasuski 8 (2x3), De Lattibeaudiere 23 (1x3), Williams 8 (2x3), Lecomte 14 (2x3), Drame 6 (2x3) - Ramey 18 (1x3), Pelczar, Brown 6 (1x3), Put. Trener Wojciech KAMIŃSKI.

(pp)