Sport

Marzenie? Ameryka, Meksyk i Kanada

Rozmowa z Janem Bednarkiem, liderem defensywy Biało-czerwonych i najlepszym... golfistą oraz baristą drużyny narodowej

Bernardo Silva nie radził sobie z Janem Bednarkiem w starciu Manchesteru City z Southamptonem. Fot. IMAGO / Press Focus

Podobno pod nieobecność Wojtka Szczęsnego jest pan najlepszym golfistą w reprezentacji Polski?

– Tylko proszę, niech pan tego nie mówi trenerowi Michałowi Probierzowi, który świetnie radzi sobie na polu golfowym (śmiech). A poważniej – mieszkając w Wielkiej Brytanii, gdzie są znakomite pola golfowe, jest ich mnóstwo i wielu moich kolegów gra w golfa, nie miałem wyboru. Natomiast jak spróbowałem, od razu zakochałem się w golfie. Jedyny problem polega na tym, że jest czasochłonny, więc żona jest troszkę niezadowolona, że mnie nie ma w domu. Ale golf jest fajną odskocznią od piłki. Na polu golfowym można o niej zapomnieć i wyczyścić sobie głowę.

Ma pan czas na udział w turniejach golfowych?

– Mamy rozgrywki klubowe. Mamy swoją ligę drużynową, tam rozgrywamy mecze. Każdy zaczyna ze swoim handicapem, zbieramy punkty odnoszące się do swojego handicapu. Jest kilku chłopaków z handicapem zero, kilku ma handicap średni lub wyższy, ale zabawa jest przednia i zawsze staramy się grać na najlepszych polach golfowych w Wielkiej Brytanii, bo jest ich wiele. Z tego czerpiemy wiele radości.

Wysyłamy sygnał do Adriana Meronka, żeby miał się na baczności?

– Już kiedyś graliśmy razem i zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. To były moje początki z golfem. Byliśmy razem z Wojtkiem Szczęsnym w Dubaju i tam z Adrianem zagraliśmy rundkę. Ja tam koło stówki się zakręciłem, a Adrian zagrał minus sześć. Jak uderzał piłeczkę, jak ona leciała, to było coś niesamowitego. Widać było, że Adrian to światowa czołówka. Fajnie było spędzić czas z jednym z najlepszych golfistów świata i dostać od niego lekcje gry.

To ulubiona rozrywka?

– Golf ma teraz konkurencje. Jest nią kawiarnia, którą otworzyłem niedawno z żoną w Poznaniu. To jest odskocznia od sportowego życia. Uczymy się nowego biznesu, nowych rzeczy. Zabiera wiele energii i bardzo mnie rozwija jako człowieka. Muszę nauczyć się trudnych biznesowych rozmów, nauczyć się zarządzania ludźmi. Bardzo to lubimy.

Kto wpadł na pomysł otwarcia kawiarni?

– To projekt, który stworzyliśmy z żoną, a powstał z mojej wielkiej pasji do kawy. Tak jak moją pasją jest golf, tak moim wielkim hobby jest przyrządzanie kawy speciality. A z racji tego, że mamy czteroletnią córkę, to moja żona stwierdziła, że brakuje jej miejsca, gdzie można się napić z kimś dobrej kawy, zjeść dobre śniadanie i oddać dziecko do bawialni, gdzie w dobrych warunkach by się pobawiło. Stworzyliśmy takie miejsce, wydaje mi się, wyszło nam całkiem fajnie. Czteroletnia Lilly nie chce stamtąd wychodzić, a my czerpiemy z tego radość i też lubimy spędzać tam czas.

Czyli rozmawiam z najlepszym golfistą i baristą reprezentacji Polski?

– Grając na tym poziomie, jestem pod tak wielką presją, mam tyle myśli w głowie, sygnałów płynących z zewnątrz, że trzeba umieć się od tego odciąć, skupić się na czymś innym. A dzięki golfowi i kawiarni nie myślę tylko o piłce, a łapię świeżość i inną perspektywę, że w życiu nie wszystko opiera się na futbolu. Gdybym jednak czuł, że grając w golfa, czy prowadząc różne biznesy, mój poziom piłkarski z tego powodu by spadał, to sam bym zrezygnował.

Wraz z Southampton występował pan Premier League. Niestety Święci zaliczyli spadek z angielskiej elity. Pan natomiast miał udany sezon, co wzbudziło zainteresowanie innych klubów. Mówi się, że latem opuści pan Anglię. Będzie to Turcja i Besiktas lub Trabzonspor czy może Włochy i Roma?

– To jest na razie trochę wróżenie z fusów. Było wiele opcji, które wydawały się dla mnie optymalne. Wiele się wydarzyło, a potem nie poszło tak, jak powinno pójść. Zobaczymy, co będzie. Wydaje mi się, że kolejny krok, jaki zrobię, będzie bardzo dobry dla mnie. Będę się rozwijał, stanę się lepszym piłkarzem, a rodzina będzie zadowolona z przeprowadzki. Będzie szczęśliwa w nowym miejscu, gdzie zamieszkamy. Moi agenci ostro pracują, by znaleźć dla mnie jak najlepszą opcję, a ja teraz skupiam się na reprezentacji Polski. Na tym, byśmy zagrali dwa dobre spotkania.

Po spadku w Lidze Narodów stawiacie sobie za cel powrót na najwyższy szczebel?

– Wygrajmy najpierw dwa najbliższe spotkania i rozwijajmy się jako drużyna. Ostatnie mecze wygraliśmy i zagraliśmy na zero z tyłu. Jasne, z przeciwnikami nie najwyższych lotów, ale od czegoś trzeba zacząć. Jakoś tę bazę trzeba zbudować. Udowodnić nie tylko naszym kibicom, ale i samym sobie, że jesteśmy dobrą drużyną, mamy wiele jakości, potrafimy grać w piłkę. Teraz skupiamy się także na tym, abyśmy osiągnęli sukces i awansowali na kolejne mistrzostwa świata. Ameryka, Meksyk i Kanada to byłoby wspaniałe doświadczenie. Dalibyśmy kibicom wiele radości i powodów do dumy.

Rozmawiał Zbigniew Cieńciała