Mam poczucie niedosytu
Rozmowa z Andrzejem Pałaszem, byłym reprezentacyjnym napastnikiem, zdobywcą trzeciego miejsca na świecie w 1982 roku, trzykrotnym mistrzem Polski z Górnikiem Zabrze
Andrzej Pałasz pozdrawia z Niemiec wszystkich Czytelników "Sportu". Fot. Paweł Czado
- Tak to jest w piłce, że pokolenia się wymieniają i nowi zastępują poprzednich… Na mnie przyszedł czas, żeby obserwować już mecze całkiem spokojnie. W futbolu nie działam. Mieszkam w Neuss, pracuję w Duesseldorfie. Po komplikacjach zdrowotnych, z operacjami włącznie, zdecydowałem się poświecić studiowaniu siły mięśni, która zawsze była dla mnie bardzo ważna i z tym właśnie łączę mój zawód. Jestem instruktorem w firmie J&E Krafttraining, która specjalizuje się w zdrowotnym treningu siłowym. System, który stosujemy, pochodzi ze Szwajcarii i jest bardzo rozpowszechniony, również w Austrii i Niemczech: funkcjonuje w tych krajach około 150 zajmujących się tym placówek. Mamy lekarzy i w porozumieniu z nimi odbudowujemy pacjentów poprzez prewencyjny i terapeutyczny trening siłowy na maszynach, który ma na celu bezpieczne i ukierunkowane wzmocnienie układu mięśniowo-szkieletowego, zwłaszcza pleców. Chodzi o to, żeby mięśnie były silne i żeby również kości funkcjonowały należycie.
Świadomość ludzka rośnie w tym względzie, więc pewnie macie sporo klientów.
- To prawda. Pomagamy ludziom, którzy są po operacjach i kontuzjach. Sam kiedyś miałem kontuzje, więc dobrze to rozumiem, wiem jak przebiega rehabilitacja. Oni przychodzą jednak do mnie dopiero, gdy tę rehabilitację już zakończą i chcą zrobić coś dla siebie. Dla wielu z nich ten trening jest elementem dnia, jak picie i jedzenie. Dbają o siebie, przychodzą dwa razy w tygodniu na półgodzinne czy czterdziestopięciominutowe zajęcia. Najstarszy nasz klient ma... 102 lata, najmłodszy – 12. Dzięki tym treningom potrafią łatwiej przejść trudny dla nich czas. To dla mnie bardzo ciekawa praca, sam też korzystam z wiedzy, którą nabyłem. Po moich operacjach mocne mięśnie pomogły mi szybko wrócić do siebie i normalnie funkcjonować.
Śledzi pan co dzieje się w piłce w Polsce, w Górniku?
- Śledzę. Znam parę osób, które obracają się w tych kręgach, ale na przykład w temacie konfliktu między Robertem Lewandowskim i trenerem Michałem Probierzem moja wiedza jest bardzo ogólna, więc trudno mi to komentować. Trudno mi też powiedzieć, kto powinien być selekcjonerem kadry, nie jestem w temacie na tyle, żeby mieć swojego faworyta. A Michał jest bardzo dobrym trenerem, znamy się osobiście. Zdaję sobie sprawę, że obecnie niełatwo jest poradzić sobie choćby z nieprzychylnymi komentarzami, pogróżkami, tym bardziej że w dzisiejszych czasach każdy może wypowiedzieć swoje zdanie. Myślę, że komentowanie tej kwestii i wskazywanie najlepszego kandydata na selekcjonera to nie moje zadanie. Byłoby to bez sensu.
Nie obawia się pan, że polska piłka może prezentować coraz niższy poziom? Reprezentacja przegrywa ważny eliminacyjny mecz z Finlandią, młodzieżówka dostaje baty na mistrzostwach Europy… Zygfrydowi Szołtysikowi brakuje u naszych reprezentantów umiejętności gry jeden na jednego.
- Piłka cały czas się rozwija. Oczywiście umiejętność gry jeden na jeden jest bardzo ważna, to oczywiste, stwarza wolne miejsce, przewagę w ataku, co w piłce jest kluczowe. Podoba mi się, że w Polsce zwraca się na młodzież większą uwagę niż wcześniej, powstaje wiele szkółek, ale najważniejsze jest, żeby ci zawodnicy mieli możliwość gry w dorosłej piłce. Bez gry trudno się rozwijać.
Jest pan jednym z niewielu wychowanków Górnika, którzy w tym klubie w pełni zaistnieli, odnosili sukcesy, trzy tytuły mistrzowskie są tego dowodem. Jako piłkarz Górnika odnosił pan juniorskie sukcesy: w 1979 r. na mistrzostwach świata zajęliście czwarte miejsce, przegrywając z Urugwajem w dogrywce. Pan z dorobkiem pięciu bramek był trzeci w klasyfikacji strzelców. Wyprzedzili pana tylko Argentyńczycy - Ramon Diaz i... Diego Maradona. W kraju media ochrzciły pana mianem następcy Lubańskiego…
- Piękne czasy. To wszystko było jak bajka. Człowiek się rozwijał, grał, kochał piłkę. Bardzo lubiłem dużo biegać i dryblować. Zauważył mnie Hubert Kostka i przesunął z juniorów do pierwszej drużyny. Dla młodego człowieka wyjazd do Japonii w tamtych czasach był czymś niezwykłym. Przecież wtedy nie było swobodnego podróżowania. Pierwszy raz wtedy wyjechałem i od razu w daleki świat… Wtedy przegraliśmy z Argentyną. Słyszeliśmy, że Maradona jest bardzo zdolny, że to ogromny talent, ale nikt z nas przecież nie wiedział, że jego kariera tak się potoczy. Niektóre gazety porównywały mnie z Maradoną, bo byliśmy na tych samych mistrzostwach świata, jednak to był całkiem inny zawodnik… Faktem jest, że uważano mnie za zdolnego.
Kiedy Włodzimierz Lubański grał ostatni mecz w reprezentacji z Czechosłowacją w 1980 roku na Stadionie Śląskim, to właśnie panu przekazał koszulkę.
- W tym czasie największą frajdę mieliśmy z kolegami… w przerwie meczów, kiedy mogliśmy na chwilę wejść na główną płytę, strzelić gola do tej samej bramki, do której trafiał Lubański. Pamiętam tamto zdarzenie, to było dla mnie wielkie i bardzo przyjemne przeżycie.
Ma pan w życiorysie grę na mundialu seniorów w Hiszpanii i medal za trzecie miejsce. Można było osiągnąć więcej?
- Gdyby przed mundialem ktoś nam powiedział, że będzie podium, to wzięlibyśmy w ciemno, ale przyznam, że mam teraz, po tylu latach, poczucie niedosytu. Byliśmy tak blisko finału, samego szczytu… Wszedłem w przegranym półfinale z Włochami i nie potrafiłem pomóc drużynie… Włosi byli na fali, Paulo Rossi przede wszystkim… Dziś człowiek już nie biega, ale ciągle analizuje, co mógł wtedy zrobić lepiej, zachować się inaczej w tej lub tamtej sytuacji, zagrać piłkę znacznie lepiej… Gdy się ma taką okazję raz w życiu…
Czyli wraca pan myślami do tamtych zdarzeń.
- Oczywiście! Zawsze gdy są mistrzostwa albo gdy w meczu widzę podobną sytuację do tej, przed którą sam stałem... Mogłem przecież zagrać w finale mistrzostw świata, jak to brzmi… Zagrałem na tamtych mistrzostwach tylko w dwóch meczach (wcześniej w grupowym spotkaniu z Kamerunem - przyp. aut.), ale chłopaki spisały się w całym turnieju naprawdę świetnie.
Do Zabrza wraca pan czasem?
- Staram się. W zeszłym roku latem odwiedziłem miasto, klub i stadion. Zabrze się zmieniło, wypiękniało, jak zresztą cała Polska. Jeżdżę trochę po kraju i dostrzegam to, doceniam. Oczywiście to wrażenia człowieka, który nie jest w Polsce na stałe, przyjeżdża na tydzień, gdy ma wolne. Polska się rozwija i robi to na mnie wrażenie, tak jak stadion Górnika. Mało co już tam poznaję, zmieniło się właściwie wszystko od moich czasów, może poza boiskami treningowymi. Doceniam fakt, że dzięki Górnikowi i reprezentacji, dzięki piłce mogłem zobaczyć cały świat. Choć kiedy człowiek był młody, to za zabytkami tak się nie oglądał... Wiadomo: lotnisko, hotel, stadion… Ale dziś, kiedy tylko mam okazję, zwiedzam, staram się zawsze znaleźć coś interesującego w miejscu, do którego jadę. To poszerza horyzonty.
Rozmawiał Paweł Czado
Andrzej Pałasz
Ur. 22 lipca 1960 rokuReprezentacja: 34 mecze i 7 goli w latach 1980-85 (po dwa wbite Kolumbii i Finlandii, po jednym Irakowi, Hiszpanii i Albanii)
Kluby: Górnik Zabrze (do 1987), Hannover 96 (1987-89), Bursaspor (1989-92), TSV Bayer Dormagen (1992-93). 225 meczów i 39 goli w polskiej ekstraklasie. Wychowanek Górnika, który przy Roosevelta spędził aż 17 lat. Piłkarską przygodę w zabrzańskim klubie zaczął w 1970 roku jako dziesięciolatek.
Sukcesy : 3. miejsce z reprezentacją Polski na mistrzostwach świata w Hiszpanii w 1982 roku, trzykrotne mistrzostwo Polski z Górnikiem Zabrze (1985-87), 4. miejsce w mistrzostwach świata juniorów, 3. miejsce w klasyfikacji strzelców – za Diego Maradoną i Ramonem Diazem.Sośnica i sosna
W weekend w niemieckim Hamm odbył się Turniej im. Stefana Florenskiego. Właśnie tam mieszka rodzina tego zmarłego w 2020 roku obrońcy, która dba o jego pamięć. Mecze odbywały się w kompleksie sportowym SG Bockum-Hovel im. Adolfa Bruhla. Zwyciężyła czwarty raz z rzędu drużyna Sośnicy Gliwice, której wychowankiem był Florenski. Piłkarze z Górnego Śląska przywieźli ze sobą niezwykłą pamiątkę: podstawkę pod świecę, którą pozostawili na grobie Stefana Florenskiego. Została wykonana z… sosny, która rosła przy stadionie Sośnicy, na którym wielką karierę piłkarz zaczynał! Niecodzienny dowód pamięci. Impreza była pretekstem do zjazdu piłkarskich sław. W Hamm pojawili się m.in. Zygfryd Szołtysik, Andrzej Pałasz, Werner Leśnik czy Waldemar Podolski, ojciec Lukasa. Kibice, którzy zjechali z Niemiec i nie tylko, mieli ich na wyciągnięcie ręki. Atmosfera była rodzinna, grill, piwko… Przeprowadzono licytację na rzecz Akademii Piłkarskiej Górnika Zabrze. Turniej zorganizował Mariusz Latusek, zagorzały fan Górnika, a pomagała mu Zuzanna Florenska-Mróz, córka piłkarza.
(pacz)