Magia pozytywnego Belga
Wim Fissette, który od jesieni ubiegłego roku jest trenerem Igi Świątek, w sobotę siódmy raz świętował wielkoszlemowy tytuł swojej zawodniczki.
Sztab najlepszej tenisistki Wimbledonu (od lewej): sparingpartner Tomasz Moczek, trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk, psycholog Daria Abramowicz i Wim Fissette. Fot. instagram.com/iga.swiatek/
Belg jest pierwszym zagranicznym trenerem Świątek, która wcześniej współpracowała z Piotrem Sierzputowskim, a także Tomaszem Wiktorowskim. To właśnie pod wodzą tego drugiego osiągnęła największe sukcesy, m.in. cztery tytuły wielkoszlemowe oraz pierwsze miejsce w światowym rankingu.
– Wim powiedział mi, co chciałby zmienić w mojej grze. To było zaskakujące, bo chciał spróbować innych rozwiązań niż takie, jakie słyszałam dotychczas. Wciąż kontynuujemy tę pracę – mówiła Świątek w maju w Paryżu, zapytana, czemu akurat wybrała Belga.
– Mamy dobry kontakt, także ogólnie, jako człowiek do człowieka. Rozumiemy się. To mi bardzo odpowiada, bo mam pole do tego, żeby po prostu z nim porozmawiać, dyskutować – dodała tenisistka z Raszyna.
Pierwsza była Clijsters
„Wierzę w magię pozytywnego wzmocnienia. Kiedy wkładasz w pracę wysiłek, upewniam się, że to chwalę, jednocześnie krytykując błędy. Zawsze szukam sposobów, abyś był lepszy niż poprzedniego dnia” – można natomiast przeczytać na stronie internetowej szkoleniowca.
Fissette urodził się 22 marca 1980 roku w belgijskim Sint-Truiden. Kariery tenisowej nie zrobił; najwyżej w rankingu zajmował... 1291. pozycję. Został za to partnerem treningowym zaledwie trzy lata młodszej Clijsters.
Gdy zawodniczka w 2009 roku postanowiła wznowić karierę po urodzeniu dziecka, zwróciła się właśnie do Fissette'a, aby został jej trenerem. Wspólnie wygrali US Open 2009 i 2010, a także Australian Open 2011. Doprowadził ją także do triumfu w WTA Finals 2010.
Później wielkoszlemowe tytuły pod jego wodzą świętowały Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (Wimbledon 2018) i Japonka Naomi Osaka (US Open 2020 i Australian Open 2021). Ale do bardzo dobrych wyników potrafił doprowadzić też zawodniczki, które do ścisłej światowej czołówki nie należały.
Pokonała Radwańską
W 2013 roku finalistką Wimbledonu została rozstawiona z numerem 23. Sabine Lisicki. Niemka, również z polskimi korzeniami, w półfinale pokonała Agnieszkę Radwańską, a wcześniej liderkę rankingu, Amerykankę Serenę Williams. Natomiast w 2017 jako zawodniczka Fissette'a półfinał w Londynie osiągnęła Johanna Konta. Została wówczas pierwszą Brytyjką od 1978 roku, która dotarła do najlepszej czwórki Wimbledonu. Na tym etapie zatrzymała ją druga ze słynnych sióstr Williams, Venus.
– Naprawdę cieszyła mnie praca z Wimem. Wnosił wiele energii. Ponieważ spędził dużo czasu z topowymi zawodniczkami, to wiedział, z jakim stresem wiąże się rywalizacja na tym poziomie. Znał się na taktyce i naprawdę mocno wierzył w swoje zawodniczki. Kibicował im, chciał z nich wydobyć to, co najlepsze – opowiadała w Londynie Konta.
Nie bombarduje danymi
– Uwielbiał analizować statystyki, gromadzić dane. Właśnie to, jak wiele przyswoił, pozwoliło mu odnosić sukcesy jako trener. Jego bardzo dobrą cechą jest, że te wszystkie informacje potrafi przefiltrować i przekazać zawodnikowi jedynie najważniejsze, a nie bombarduje danymi. Dzięki temu łatwiej zachować czysty umysł – dodała urodzona w Sydney tenisistka.
Świątek w trakcie londyńskich zmagań nie opowiadała szczegółowo o pracy z Fissette'em. Przyznała jednak, że potrzebowała czasu, aby zaufać jego pomysłom, a potem stosować w meczach to, nad czym pracowali na treningach. – Widać, że wiemy, co robimy i widać, że mam wokół siebie najlepszych ludzi – podkreśliła po triumfie.
Z Londynu
Wojciech Kruk-Pielesiak (PAP)