Lubińska gilotyna
Prezes zwolnił dyrektora sportowego, następnie sam został odwołany, a o posadę drżeć musi jeszcze trener Leszek Ojrzyński…
Leszek Ojrzyński – kolejna potencjalna osoba do zmiany w Lubinie? Fot. Tomasz Folta/PressFocus
ZAGŁĘBIE LUBIN
Ostatnie dni w Lubinie są bardzo gorące. Wydawało się, że w klubie zaczyna się dobrze układać, zespół nieźle wygląda na boisku, ale spokój zaburzył jeden mecz i… transfer, który nie doszedł do skutku. W ruch poszła gilotyna, która zebrała żniwa w gabinetach.
Najpierw dyrektor, potem prezes
Kluczowymi czynnikami zmian w Zagłębiu miały być kompromitująca porażka z trzecioligową Siarką Tarnobrzeg w Pucharze Polski (2:3) i nieudana sprzedaż utalentowanego Marcela Reguły, którego w ostatnim dniu okna transferowego chciała kupić Borussia Dortmund. Krótko po tych wydarzeniach prezes Paweł Jeż zdecydował się zwolnić dotychczasowego dyrektora sportowego Rafała Ulatowskiego. – Pewna formuła współpracy się wyczerpała. Życzę Rafałowi sukcesów w jego dalszej karierze zawodowej. Natomiast uznałem, że dalsza współpraca nie ma racji bytu, stąd ta decyzja. Nie chciałbym więcej mówić o przyczynach zwolnienia – powiedział Jeż na antenie Canal+Sport.
Pojawiły się jednak informacje, że wspomniane na początku fakty były tylko pretekstem do zwolnienia, bo prezes próbował ratować… swoją posadę. To jednak się nie udało, ponieważ w poniedziałek klub wydał komunikat, że decyzją rady nadzorczej Paweł Jeż został odwołany ze swojej funkcji. Pełnił ją od końca kwietnia 2024 roku, kiedy zastąpił Michała Kielana. Na razie klub pozostaje bez prezesa i dyrektora…
Podbijali stawkę?
Zawirowania z transferem Reguły trwały wiele tygodni. W pewnym momencie Zagłębie dogadało się z angielskim Burnley, prezes zacierał ręce na kilka milionów, które wpłyną do budżetu, ale niechętny był 19-latek. Gdy jednak zgłosiła się niemiecka ekipa, ofensywny pomocnik widział w tym projekcie możliwość rozwoju.
Czarę goryczy w radzie nadzorczej mogło spowodować… podbijanie stawki. BVB dogadało się na 5 milionów euro plus dodatkowe dwa miliony w łatwych do spełnienia bonusach. Gdy jednak przyszło do kluczowych decyzji, to władze Zagłębia… chciały ugrać coś więcej i miały podbić stawkę o kolejny milion (pół miliona w kwocie odstępnego i pół w bonusach). To zirytowało Niemców, którzy poszli po Ethana Nwaneriego.
Prezes Jeż, jeszcze nie wiedząc o odwołaniu, tak przedstawił kulisy tej operacji. – Borussia Dortmund wiąże przyszłość z Marcelem. Zobaczymy, czy do tego transferu dojdzie zimą lub latem przyszłego roku. Podczas tego gorącego dnia 1 września, gdzie o godzinie 4:30 Marcel właściwie był piłkarzem Borussii, przygotowywał się do wyjazdu na lotnisko i we Wrocławiu podstawiono samolot, nagle o godzinie 6:15 okazało się, że Borussia jednak dogadała wypożyczenie piłkarza z Arsenalu – powiedział już były sternik klubu.
Trener może spać spokojnie?
Lubińska gilotyna mogła mieć trzy „ofiary”. Z województwa dolnośląskiego dochodziły głosy, że poniedziałkowy mecz z Wieczystą Kraków może być kluczowy dla trenera Leszka Ojrzyńskiego, jeśli dojdzie do porażki. Ostatecznie Miedzowi zremisowali 1:1 z beniaminkiem, chociaż objęli prowadzenie w 87 minucie. Pełne spotkanie rozegrał Reguła, który swoją złość próbował przekuć w coś dobrego na boisku. Na razie nie ma także informacji, że szkoleniowiec stracił pracę.
Ewentualne zwolnienie byłoby zaskakujące, ponieważ Zagłębie poprzedni sezon skończyło na siódmym miejscu, w marcu przedłużono kontrakt z Ojrzyńskim do czerwca 2027 roku, a w trwających rozgrywkach drużyna ma dziewięć punktów po sześciu spotkaniach.
Miłosz Cebo
