Sport

Lubi Ligę Konferencji

Afimico Pululu znakomicie czuje się w trzeciej kategorii pucharowej, co udowodnił w Novim Pazarze. Dodatkowo pojawiły się nowe wieści na temat przyszłości napastnika.

Białostoczanie mogą liczyć na Pululu. Fot. Michał Kość/Press Focus

JAGIELLONIA BIAŁYSTOK

Jaga pokonała Serbów 2:1 po golu w końcówce. Widać było, że ma większy potencjał od debiutanta w europejskich pucharach, ale sama nie zaprezentowała wysokiej formy. Optymiści mogliby powiedzieć, że zagrała w „trybie ekonomicznym”. – To ważne zwycięstwo, które pomoże nam zbudować pewność siebie oraz daje przewagę przed rewanżem. Musimy jednak zachować czujność, bo kwestia awansu nie jest jeszcze rozstrzygnięta – ostrzegał trener Adrian Siemieniec.

Były obawy

Zwycięstwo Dumie Podlasia dał w doliczonym czasie Afimico Pululu. Gwiazdor Jagiellonii zaczął mecz na ławce, bo – jak przyznał Siemieniec – po prostu przegrał walkę o skład z 20-letnim Grekiem Dimitrisem Rallisem, który szybko strzelił na 1:0. Angolczyk słabo zaprezentował się na inaugurację ekstraklasy, ale tyczyło się to wszystkich piłkarzy z Białegostoku, których 4:0 rozbił beniaminek z Niecieczy. Stąd przed wyjazdem do Noviego Pazaru istniały pewne obawy. – To był ważny mecz dla zespołu na początek sezonu. Podczas sparingów przytrafiały nam się gorsze wyniki, przed tygodniem (w lidze – przyp. red.) także. Było to zatem niezmiernie istotne dla naszej pewności siebie – niemalże powtórzył słowa Siemieńca Pululu. – Dzięki tej wygranej również nowi zawodnicy mogą poczuć dobre emocje. Uważam, że zwycięstwo pomoże nam w przyszłości. Cieszę się z wygranej. Teraz szykujemy się do kolejnego starcia – zapowiedział mecz z Widzewem 26-latek urodzony w Luandzie.

Wskazówka od Imaza

Pululu raczej nie obraził się za to, że usiadł na ławce, mimo że Liga Konferencji to „jego” rozgrywki. W fazie ligowej i pucharowej Pululu strzelił w zeszłym sezonie 8 goli w 12 meczach, do tego dorzucił 2 bramki w 4 spotkaniach w el. do Ligi Mistrzów. – Lubię Ligę Konferencji, bo strzelam w niej dużo goli – śmiał się Pululu. – Zacząłem na ławce, ale to nie ma dla mnie znaczenia. Liczy się zwycięstwo oraz możliwość pomocy zespołowi na tyle, na ile mogę. Dzięki Bogu, że udało się strzelić tak ważnego gola. Wygrana jest najważniejsza, bo to był otwarty mecz. Mieliśmy sporo przestrzeni w środku boiska, na co zwrócił mi uwagę Jesus Imaz, więc próbowałem wykorzystać tę przewagę. Trzeba zachować pasje, a okazje przyjdą. Nie czuję presji związanej z moim zeszłym sezonem w Lidze Konferencji. Presję wytwarzają media. Nie obchodzi mnie to, mogą pisać, co chcą. Do presji trzeba się dostosować – mówił Pululu.

Nie ma oferty

W ostatnim czasie ucichł temat jego potencjalnego transferu. Jeszcze kilka tygodni temu spekulowało się, że Jagiellonia chce za Pululu ok. 5 mln euro. Sam fakt, że Siemieniec otwarcie przyznał, iż Angolczyk przegrał walkę o skład z Rallisem, może jednak sugerować, że jego odejście nie jest takie oczywiste, a jeśli już – trzeba się będzie liczyć z niższą kwotą. Ostatnio co prawda włoskie media podały, że napastnika chciałby beniaminek Serie A z Pizy, ale może dać „tylko” 2 mln euro. Z kolei Tomasz Włodarczyk z Meczyków podał, że na ten moment klub z Białegostoku nie otrzymał żadnej oferty za Pululu. Z drugiej strony patrząc, mimo wielu zachwytów i ogólnego pożytku dla zespołu, 26-latek w poprzednim sezonie zagrał 53 razy i zdobył 21 bramek, z czego 10 w 31 występach w ekstraklasie. Mogło być lepiej. W ostatnich 14 kolejkach wpisał się na listę strzelców tylko trzykrotnie. Potencjalni nabywcy mogą mieć więc pewne wątpliwości, choć sam Pululu... usunął ze swoich mediów społecznościowych zdjęcia związane z Jagą. W dzisiejszych czasach to może być kluczowy sygnał!

Piotr Tubacki