Liga kontrastów
KOMENTARZ „SPORTU”- Mariusz Rajek
Dla jednych to peryferia futbolu, piłkarski czyściec, na który nie warto zwracać większej uwagi. Dla innych niemalże Himalaje piłkarskich marzeń i możliwości. Dla jeszcze innych ostatni przystanek mozolnie budowanej strategii przed przejściem do wielkiej piłki. Dla wszystkich, którzy 2. ligę polubili - gwarancja wielkich emocji do samego końca.
Trzeci poziom rozgrywkowy w Polsce ma w sobie tyle odcieni, że naprawdę nie sposób się z nim nudzić. Już sam fakt, że poprzez wprowadzenie baraży - nie tylko o awans, ale i utrzymanie - skład ligi po sezonie może zmienić się w 50 procentach sprawia, że rywalizacja jest ekscytująca. To prawdziwy raj dla piłkarskich sentymentalistów, którzy tęsknią za latami 90. Wizyta na stadionach w Jastrzębiu czy Hutnika w Krakowie to jak wejście do wehikułu czasu i przeniesienie się do klimatu, którego już w sterylnej i wypieszczonej ekstraklasie, a nawet próbującej jej dorównać 1. lidze nie uświadczymy.
Z drugiej strony znajdziemy tu nowoczesne stadiony, jak w Sosnowcu czy w Bielsku-Białej. Zagłębie i Podbeskidzie nie marzą o niczym innym jak o najszybszej ucieczce w górę. Dla Unii Skierniewice, Podhala Nowy Targ i Sokoła Kleczew z kolei dotarcie tutaj to największy sukces w historii i kolejny rozdział ekscytującej przygody. Regularne transmisje telewizyjne, sponsor tytularny - dla dziewiczych beniaminków to miejsce, gdzie po raz pierwszy mogą poczuć namiastkę profesjonalnej piłki.
To także, a może nawet przede wszystkim miejsce promocji młodych. Najlepszy przykład? Michał Willmann. Wychowanek Podbeskidzia w poprzednim sezonie miał pewne miejsce w wyjściowym składzie. Rozegrał 33 mecze, w których zanotował 6 asyst i z 3. poziomu w Polsce właśnie trafił na 2. poziom w Hiszpanii, konkretnie do CD Castellon. Szkolenie młodych talentów to jeden z głównych celów tej klasy rozgrywkowej. Znamienne, że drużyny rezerw na tym poziomie mają jedynie ŁKS i Śląsk - a więc kluby, których pierwsze drużyny grają w 1. lidze! Do niedawana nie pozwoliłby na to regulamin PZPN, który nakazywał co najmniej dwie klasy różnicy. Obawy części środowiska, że poprzez poluzowanie przepisów 2. liga stanie się ligą rezerw okazały się nieuzasadnione. Nie tak łatwo się tam dostać, a wydostać wyżej - czasami - jeszcze trudniej.