Sport

Lider trzyma się mocno

Tadej Pogačar pewnie zmierza po czwarty triumf w Tour de France. W weekend powiększył przewagę nad najgroźniejszym rywalem, a inny wycofał się z wyścigu.

Słoweniec (w żółtej koszulce) ze spokojem przyjął sobotni atak Duńczyka. Fot. PAP / EPA

Sobotni, epicki etap w Pirenejach, jeden z najtrudniejszych w całej imprezie, przebiegał po tej samej trasie, co w 1986 roku. Wtedy i teraz kolarze startowali z Pau, a potem wspinali się kolejno na Col du Tourmalet (2110 m n.p.m.), Col d'Aspin (1481 m), Col de Peyresourde (1571 m) i w końcu do stacji narciarskiej Luchon-Superbagneres (1794 m), gdzie znajdowała się meta. Ponad 180 kilometrów, łącznie 5020 metrów przewyższenia – więcej w tej edycji będzie tylko na czwartkowym etapie w Alpach.

Blisko 40 lat temu właśnie ten pirenejski odcinek otworzył drogę do pierwszego, historycznego triumfu Gregowi LeMondowi. Amerykanin wygrał po samotnym rajdzie i znacząco zbliżył się do lidera Bernarda Hinault. Kilka dni później w Alpach zabrał mu koszulkę i utrzymał ją do Paryża, detronizując w ten sposób Francuza, który miał już na koncie pięć zwycięstw. 

Vingegaard robił, co mógł 

Tu historia mogła się powtórzyć i próbował to zrobić Jonas Vingegaard (Visma-Lease a Bike). Na finałowym podjeździe Duńczyk po raz pierwszy w tym wyścigu zaatakował Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates-XRG). Stało się to jednak dopiero w końcówce wspinaczki, jakby wicelider bał się, że w przypadku dłuższego dystansu mistrz świata go skontruje i znowu nie utrzyma się na jego kole. W tegorocznej edycji w walce o triumf liczą się tylko ci dwaj kolarze, więc szybko odjechali od reszty. Słoweniec – w tłumie niezwykle żywiołowych fanów kolarstwa i mgle, która spowiła także ten szczyt – dał prowadzić rywalowi, a gdy zbliżała się meta, bez większego trudu mu odjechał. Zyskał kolejne sekundy i ma nad nim już ponad cztery minuty przewagi. 

– To był jeden z najcięższych górskich etapów w mojej karierze, inni pewnie mają podobne odczucia. Kilka godzin na rowerze z tyloma wspinaczkami po drodze to duże wyzwanie. W pewnym momencie myślałem, że Tadej będzie chciał walczyć o kolejne etapowe zwycięstwo, ale na ostatnim podjeździe zauważyłem, że tym razem raczej to odpuści. Natomiast ja robiłem wszystko, co mogłem, spróbowałem go zaatakować, więc mogę być zadowolony – relacjonował Duńczyk, który w sobotę zajął trzecie miejsce – za Słoweńcem i zwycięzcą Thymenem Arensmanem (INEOS Grenadiers). 

Holender był jedynym z ucieczki dnia, który nie dał się dogonić. Zaatakował samotnie już 37 km przed metą, czyli na przedostatnim podjeździe. – To niewiarygodne, w jaki sposób tego dokonałem. Trudno mi uwierzyć, że utrzymałem się przed takimi asami jak Tadej i Jonas. W trakcie finałowej wspinaczce nie miałem na co czekać. W jej drugiej części zaczynało brakować mi sił, ale kibice dodawali mi energii. To prawdziwe szaleństwo – cieszył się Arensman, który do etapowych zwycięstw w Tour de Pologne czy Vuelta a Espana dołożył to najcenniejsze. 

Evenepoel już nie jedzie 

Pirenejów nie będzie za to dobrze wspomniał Remco Evenepoel. Belg już na czwartkowym górskim etapie miał problemy, dzień później fatalnie pojechał w „czasówce”, a to przecież aktualny mistrz świata i mistrz olimpijski w tej specjalności, zaś w sobotę trzeci kolarz w klasyfikacji generalnej został już na pierwszym podjeździe i wkrótce zszedł z roweru. – Po prostu nie działało, byłem pusty – stwierdził zrezygnowany. – Od czasu do czasu można mieć gorszy dzień, ale trzy z rzędu to nie jest coś, do czego jestem przyzwyczajony – dodał. 

Evenepoela próbował pocieszać Pogačar. – Nigdy nie wiesz, kiedy to twój ostatni dzień w Tour de France. Czasami możesz wstać z łóżka i źle się czuć. Wtedy trudno jest się zmusić do kontynuowania wyścigu. Życzę mu, żeby jak najszybciej powrócił na kolarskie trasy. Mam tylko jedną prośbę – niech nie wraca zbyt silny – w swoim stylu skomentował Słoweniec, który w ostatnim tygodniu ścigania będzie mógł potwierdzić swoją dominację na trzech etapach, które kończą się podjazdami – kolejno na Mont Ventoux w Prowansji i Col de la Loze i La Plagne w Alpach. 

Dwa pierwsze miejsca wydają się już zajęte, za to o trzecie toczy się zażarta walka. Na razie zajmuje je rewelacyjny Florian Lipowitz (Red Bull-BORA-hansgrohe), lider klasyfikacji do lat 25. Niemcowi z pewnością spróbują zagrozić inni młodzi kolarze, Brytyjczyk Oscar Onley (Picnic PostNL) i Francuz Kevin Vaquelin (Arkea-B&B Hotels). Natomiast nie będzie to raczej jego dużo bardziej doświadczony kolega z drużyny, jeden z faworytów, Primož Roglič. Słoweniec jak na razie po stronie plusów może zaliczyć trzecie miejsce w górskiej indywidualnej jeździe na czas i to, że jeszcze... nie leżał w kraksie, co często mu się zdarza.

Francuzi jeszcze poczekają

Niedzielny, pagórkowaty etap wygrał po solowym, ponad 40-kilometrowym rajdzie Tim Wellens (UAE Team Emirates-XRG). Mistrz Belgii, który zwyciężał także w Giro i we Vuelcie, o blisko półtorej minuty wyprzedził swojego rodaka Victora Campenaertsa (Visma-Lease a Bike). Za nim finiszowała reszta ucieczki dnia, a z tej grupy najszybszy był Julian Alaphilippe (Tudor). Francuz cieszył się po tym sprincie jak z wygranej, bo nie wiedział, że przed nim jechało jeszcze dwóch kolarzy. Gdy zorientował się, kto zwyciężył, odmówił rozmów z przedstawicielami mediów. Warto dodać, że zawodnicy gospodarzy jeszcze nie wygrali etapu w tegorocznej edycji.

Wczoraj peleton przyjechał spóźniony o ponad sześć minut, a w czołówce klasyfikacji generalnej nie zaszły żadne zmiany. W poniedziałek kolarze mają wolne, a we wtorek czeka ich odcinek, który kończy się na Gigancie Prowansji, jednej z najsłynniejszych kolarskich gór  – Mont Ventoux.

(gak)

WYNIKI

14. etap, Pau – Superbagneres (182,6 km): 

1. Thymen Arensman (Holandia, INEOS Grenadiers) 4:53.35 
2. Tadej  Pogačar (Słowenia, UAE Team Emirates-XRG) strata 1.08 
3. Jonas Vingegaard (Dania, Visma-Lease a Bike) 1.12 
4. Felix Gall (Austria, Decathlon AG2R La Mondiale) 1.19 
5. Florian Lipowitz (Niemcy, Red Bull-BORA-hansgrohe) 1.25 

6. Oscar Onley (W. Brytania, Picnic PostNL) 2.09 ... 133. Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) 39.33

15. etap, Muret – Carcassonne (169,3 km): 

1. Tim Wellens (Belgia, UAE Team Emirates-XRG) 3:34.09
2. Victor Campenaerts (Belgia, Visma-Lease a Bike) strata 1.28 
3. Julian Alaphilippe (Francja, Tudor) 
4. Wout van Aert (Belgia, Visma-Lease a Bike) 
5. Axel Laurance (Francja, INEOS Grenadiers) 

6. Aleksandr Własow (Rosja/Red Bull-BORA-hansgrohe) - wszyscy 1.36 ... 117. Gradek 22.42

Klasyfikacja generalna: 

1. Pogačar 54:20.44 
2. Vingegaard 4.13 
3. Lipowitz 7.53 
4. Onley 9.18 
5. Kevin Vauquelin (Francja, Arkea-B&B Hotels) 10.21 
6. Primož Roglič (Słowenia, Red Bull-BORA-hansgrohe) 10.34 ... 160. Gradek 3:43.38