Sport

Lider jak pies ogrodnika

Jonas Vingegaard wreszcie wyprzedził Tadeja Pogačara, ale dwaj wielcy Tour de France finiszowali tuż za Thymenem Arensmanem, który wygrał po raz drugi w tej edycji.

Szczęśliwy zwycięzca, a za nim nierozłączna dwójka, tym razem z Duńczykiem z przodu. Fot. PAP / EPA

Ostatni górski etap tegorocznej edycji miał liczyć ledwie 130 km, ale ze względu na problemy organizacyjne (ognisko zakaźne u bydła w okolicach Col des Saisies) skrócono go do... 93. I choć wypadła jedna wspinaczka, to trzy inne pozostały – praktycznie od startu w Albertville na Col du Pre (1729 m n.p.m., 12,6 km podjazdu o średnim nachyleniu 7,9 proc.), poprawka na Cormet de Roselend (1969 m, 5,8 km z 6,6 proc.) i ta końcowa, najtrudniejsza i do tego jeszcze w deszczudo ośrodka narciarskiego w La Plagne (2062 m, 19,4 km z 7,2 proc.). Kto więc czuł mocny w górach, miał ostatnią okazję, żeby zdecydować się atak i poprawić swoją pozycję. 

Na taką akcję zdecydował się Primož Roglič (Red Bull-BORA-hansgrohe). Blisko 36-letni utytułowany Słoweniec (cztery razy wygrał Vueltę i raz Giro) był jednym z tych, który miał powalczyć o podium Wielkiej Pętli, ale od początku rozczarowywał. Długo wydawało się nawet, że będzie dobrze, jeżeli zmieści się w pierwszej dziesiątce. Wyraźnie odżył jednak w Pirenejach (trzecie miejsce na górskiej czasówce), a im bliżej było końca wyścigu, tym prezentował się lepiej i piął się w klasyfikacji. Przed piątkowym odcinkiem jego strata do trzeciej pozycji wynosiła niespełna dwie minuty, więc zaatakował. 

Miał jednak pecha, bo Tadej Pogačar najwidoczniej chciał przypieczętować wczoraj czwarty triumf w Tour de France etapowym zwycięstwem i tym razem jego koledzy z UAE Team Emirates-XRG nie zamierzali odpuścić ucieczki. U progu finałowego podjazdu Roglič został dogoniony i wkrótce został z tyłu. Ryzyko się nie opłaciło, akcja kosztowała Słoweńca tyle dużo sił, że dotarł do mety blisko kwadrans po zwycięzcy, spadając z piątego miejsca na ósme w klasyfikacji generalnej.

Jego młodszy rodak też jednak nie wygrał. Lider imprezy co prawda ruszył do przodu już 14 km przed metą, ale na jego kole zdołał się utrzymać wicelider Jonas Vingegaard (Visma-Lease a Bike). Słoweniec i Duńczyk byli jak zwykle tak zajęci sobą, że pozwolili odjechać Thymenowi Arensmanowi (INEOS Grenadiers), który im nie zagrażał. Holender zyskał mniej więcej pół minuty przewagi, na więcej nie pozwolił mu podążający za nim Pogačar. Temu jednak żadnej zmiany nie dał Vingegaard, więc w końcówce zirytowany lider najwidoczniej uznał, że on wcale nie musi wygrać piątego etapu w tej edycji, ale jego najgroźniejszy rywal w ogóle nie będzie miał zwycięstwa. Tak też się stało, bo Duńczyk zaatakował za późno, żeby wyprzedzić Arensmana. Holender wygrał po raz drugi – teraz w Alpach, wcześniej na Luchon-Superbagneres w Pirenejach. – Czuję się, jakbym śnił – nie mógł uwierzyć w swoje szczęście zwycięzca.

Do końca zostały dwa niełatwe etapy, choć już nie po górskich szosach. I choć w czołówce klasyfikacji generalnej nie powinno się zmienić, to szczególnie ostatni odcinek w Paryżu z podjazdami na Montmartre zapowiada się ekscytująco.

Wyniki 19. etapu: Albertville – La Plagne (93,1 km): 

1. Thymen Arensman (Holandia, INEOS Grenadiers) 2:46.06 
2. Jonas Vingegaard (Dania, Visma-Lease a Bike)
3. Tadej Pogačar (Słowenia, UAE Team Emirates-XRG) obaj strata 2 s. 
4 Florian Lipowitz (Niemcy, Red Bull-BORA-hansgrohe) 6 
5. Oscar Onley (W. Brytania, Picnic PostNL) 47 

6. Felix Gall (Austria, Decathlon AG2R La Mondiale) 1.34 ... 154. Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) 30.14

Klasyfikacja generalna: 

1. Pogačar 69:41.46 
2. Vingegaard 4.24
3. Lipowitz 11.09
 4. Onley 12.12
5. Gall 17.12 
6. Tobias Johannessen (Norwegia, Uno-X Mobility) 20.14 ... 155.  Gradek 5:22.06

(gak)