Sport

Legia znokautowana!

Najlepszy mecz Startu w tegorocznych play offach. Lublinianie rozbili Legię i są o krok od zdobycia tytułu!

Po akcjach Tyrana De Lattibeaudiere hala Globus odlatywała. Jamajczyk zdobył 25 punktów. Fot. PAP/Wojtek Jargiło

ORLEN BASKET LIGA

Kolejne wielkie widowisko w serii finałowej. Mecz numer 5 odbywał się w hali Globus w Lublinie. Po kilku minutach wzajemnego rozpoznawania inicjatywę przejęli gospodarze. Fantastycznie grał Tyran De Lattibeaudiere. 34-letni Jamajczyk z Kingston zbierał, rzucał, w samej tylko pierwszej kwarcie nastrzelał aż 11 punktów! Miejscowi wygrali ten fragment 20:19, ale prawdziwe popisy rozpoczęli w kwarcie drugiej. Miejscowi biegali jak szaleni, kolejne ataki napędzał Emmanuel Lecomte, a punkty zdobywali na przemian de Lattibeaudiere i Ousmane Drame. Jeśli start zdobędzie tytuł, niewątpliwie ktoś z tej trójki otrzyma statuetkę dla MVP finałów. Dzięki temu tercetowi pod koniec drugiej ćwiartki lublinianie mieli 14 punktów przewagi (50:36). Trener Heiko Rannula wykorzystywał kolejne przerwy, nieco to pomogło, bo Legia zaliczyła serię 8:0 i do przerwy było "tylko" 8 punktów przewagi Startu (52:44). W pierwszej połowie Start miał dużo lepszy procent skuteczności rzutów, trafił dwa razy więcej trójek, miał zdecydowanie mniej strat od rywala. - Ten mecz się jeszcze nie skończył. Musimy cały czas trzymać tempo - przestrzegał w przerwie przed kamerami Polsat Sport Michał Krasuski.

Drugą połowę miejscowi zaczęli w imponującym stylu - zdobyli 12 kolejnych punktów. To był koszykarski nokaut! Lattibeaudiere i Drame robili pod koszami co tylko chcieli, do pomocy włączyli się też Courtney Ramey i Tevin Brown. A Legioniści? Byli pogubieni, nie mieli pomysłu na grę, nie potrafili znaleźć odpowiedzi na ofensywę Startu. Trzecia kwarta skończyła się przy 21 punktach przewagi ekipy z Lublina. - Mieliśmy zbyt wiele strat, a to pozwalało przeciwnikom zdobywać łatwe punkty. Dzięki temu oni nabierali pewności i to ich napędzało. Można mówić o naszej gorszej dyspozycji, którą musimy naprawić przed następnym spotkaniem - komentował rozgrywający Legii Andrzej Pluta.

Jeszcze pod koniec tej części trener Rannula posadził większość swoich gwiazd na ławce, a na boisko wpuścił rezerwowych. On już chybanie bardzo wierzył, że ten mecz można jeszcze wygrać. Oszczędzał swoich kluczowych zawodników na spotkanie numer sześć. Miał rację. Start nie zwalniał tempa do końca. Kibice zastanawiali się czy „pęknie” setka. Próbował Bartłomiej Pelczar, ale piłka po jego dalekim rzucie tylko zatańczyła na obręczy. To nie zmieniło faktu, że Legia została w środę znokautowana. Czy zdąży się odbudować na piątkowy mecz w hali na Bemowie? Jeśli nie, to swój pierwszy mistrzowski tytuł zdobędzie Start. W razie wygranej warszawian, dojdzie do siódmego meczu w tej serii i koszykarze raz jeszcze wrócą do lubelskiego Globusa. - Wiem, gdzie jesteśmy, szacunek dla całej drużyny i sztabu za to, co już osiągnęliśmy, ale teraz czeka nas piątkowy mecz. Dwudziesty trzeci sezon pracuję jako pierwszy trener, ale nie dociera jeszcze do mnie, że to jest tylko jeden mecz do mistrzostwa - mówił po spotkaniu środowym trener Startu Wojciech Kamiński.


◼  PGE Start Lublin - Legia Warszawa 97:82 (20:19, 32:25, 26:13, 19:25)

stan rywalizacji: 3-2 dla Startu

LUBLIN: De Lattibeaudiere 25, Drame 17 (3x3), Krasuski 5 (1x3), Lecomte 4, Williams 7 (1x3) - Brown 15 (4x3), Ramey 18 (1x3), Put 6 (2x3), Turewicz, Pelczar, Kępka, Szymański. Trener Wojciech KAMIŃSKI.

WARSZAWA: Pluta 20 (4x3), Mcgusty 17, Kolenda 9 (3x3), Vucić 7, Silins 2 - Radanov 11, Wilczek 7 (1x3), Grudziński 5 (1x3), Onu 4. Trener Heiko RANNULA.

(pp)