Legia jest super!
Długo – za długo - rozkręcał się Lech, by był w stanie pokonać stołeczny zespół w meczu o Superpuchar Polski.
Paweł Wszołek (drugi z lewej) był wczoraj szczególnie groźny w powietrzu. Fot. Jakub Kaczmarczyk / PAP
Warszawiacy nie byli faworytem. Grali w Poznaniu, mieli w nogach mecz pucharowy z Aktobe (bardzo słaby zresztą), przyjechali do Wielkopolski bez szykującego się do transferu Maxiego Oyedele i bez transferów, poza Petarem Stojanoviciem rzecz jasna, który jednak nie jest dla nich wzmocnieniem kluczowym. Od początku to jednak Legia prezentowała się wyraźnie lepiej.
Nie ma co narzekać
Sytuacji nie było zbyt dużo, ale jeśli już ktoś zagrażał, to właśnie stołeczni. Zmotywowany transferem Stojanovicia, bezpośredniego konkurenta, hasał Paweł Wszołek (groźna główka z 11 minuty), a po powrocie z (udanego) wypożyczenia szarpał Migouel Alfarela (dobra próba z dystansu z 32 minuty). Pod względem organizacji gry Wojskowi przewyższali Lecha, który zaskakiwał biernością, niedokładnością, prostymi błędami. Mistrz Polski doigrał się w 33 minucie, gdy po wcale niełatwej wrzutce Patryka Kuna akcję zamknął skuteczną główką Wszołek, lobując bezradnego Bartosza Mrozka. To pobudziło nieco Kolejorza, bo w poprzeczkę trafił Mikael Ishak (po błędzie Alfareli, któremu dość szybko brakło energii pozwalającej grać na dobrym poziomie), a blisko był też Bryan Fiabema. Ten drugi korzystał zresztą na nieobecnościach na skrzydłach Lecha, bo nie było Aliego Gholizadeha, Patrika Walemarka i Daniela Hakansa. Prócz tego kontuzjowany jest kluczowy środkowy pomocnik Radosław Murawski, więc to nie tak, że tylko Legia mogła narzekać na swój skład. A właściwie... to Legia nie mogła narzekać na nic, bo w 44 minucie prowadziła już 2:0! Juergen Elitim zagrał znakomite podanie za plecy obrońców do Ilji Szkurina, ten znakomicie opanował piłkę i przerzucając ją nad Mrozkiem, uciszył stadion przy Bułgarskiej. Któremu obrońcy uciekł Białorusin? Robertowi Gumnemu.
Wypluty czy nie?
Jego powrót do ekstraklasy to jeden z najgłośniejszych transferów lata. Popularny „Guma” zarzekał się w rozmowie z goal.pl, że nie został „wypluty” przez Bundesligę, że gdyby chciał, to spokojnie mógłby zostać na Zachodzie, ale trochę tęsknił za domem. Co do tego drugiego można się zgodzić, ale to pierwsze – już budzi wątpliwości. Gumny zagrał ponad 100 spotkań w lidze dla Augsburga, lecz zazwyczaj prezentował dość niski poziom, często grając nie ze względu na jakość, ale brak alternatywy. No i nie można było powiedzieć, aby w spotkaniu o Superpuchar brylował. Po godzinie zresztą zagrał głupią piłkę przez środek boiska, prowokując wielkie niebezpieczeństwo, z którego jednak Legia nie skorzystała. Co jednak ciekawe, trener Niels Frederiksen znalazł na boisku miejsce i dla Gumnego, i dla Joela Pereiry, który wystąpił przed Polakiem w roli prawoskrzydłowego – i prezentował się obiecująco. Dał kilka niezłych wrzutek, w tym dwie na początku drugiej połowy, dwukrotnie na głowę Antonio Milicia, który najpierw trafił w poprzeczkę, a potem zmusił Kacpra Tobiasza to najefektowniejszej interwencji meczu.
Warszawski Trójkąt Bermudzki
Nadzieję w poznańskie serca wlał ten, którego dalsza obecność w zespole stoi pod znakiem zapytania. Filip Szymczak skorzystał z dośrodkowania Afonso Sousy i znalazł się w przestrzeni warszawskiego Trójkąta Bermudzkiego: Kapuadi – Augustyniak – Ziółkowski, który – odwrotnie do tego prawdziwego – sam zniknął, pozostawiając napastnika zupełnie niepilnowanego. Lech poczuł krew, trybuny ożyły, ale paradoksalnie bardziej stresować musiał się Mrozek, pod którego bramką okazję mieli Wahan Biczachczjan czy Wszołek (znakomicie podał mu piętą debiutujący Stojanović). Kolejorz nie zdołał wyrównać i doprowadzić do karnych (tu nie ma dogrywki), w efekcie czego Legia zdobyła swój szósty Superpuchar Polski w historii. Zrównała się tym samym z... Lechem i teraz to te dwa kluby dzierżą rekord największej liczby wygranych.
Piotr Tubacki
◼ Lech Poznań – Legia Warszawa 1:2 (0:2)0:1 – Wszołek, 33 min (głową), 0:2 – Szkurin, 44 min, 1:2 – Szymczak, 81 min (głową)
LECH: Mrozek – Gumny (70. Szymczak), Douglas (70. Skrzypczak), Milić, Gurgul – Kozubal, Jagiełło – Pereira, Sousa, Fabiema (70. Bengtsson) – Ishak. Trener Niels FREDERIKSEN.
LEGIA: Tobiasz – Wszołek, Ziółkowski, Kapuadi, Kun – Augustyniak – Chodyna (75. Biczachczjan), Morishita (75. Stojanović), Elitim (85. Urbański), Alfarela (67. Kapustka) – Szkurin (85. Nsame). Trener Edward IORDANESCU.
Sędziował Łukasz Kuźma (Białystok). Widzów 40 368. Żółte kartki: Kozubal, Szymczak, Bengtsson – Morishita, Stojanović, Augustyniak, Wszołek.