Sport

LE: Jaga zrobiła, co należało. Rewanż bez wysiłku

Choć momentami Iberia Tbilisi robiła „młyn” pod bramką gości, i nawet zdobyła gola, Białostoczanie wygrali 2:1.

Eryk Kozłowski - bohater ostatniej akcji (obronnej) Jagiellonii. Fot. Weronika Morciszek/ Press Focus

LIGA EUROPY

Wynik pierwszego meczu determinował scenariusz początku rewanżu. Gruzini musieli próbować przynajmniej „napocząć” Jagiellonię, która – zachowując czujność w destrukcji – mogła sobie pozwolić na czekanie na kontrę. I po dwóch zmarnowanych okazjach (Jesus Imaz i Kajetan Szmyt) w końcu goście dopięli swego. Giorgi Kobuladze – po „główce” Szmyta – zatrzymał piłkę ręką, a hiszpański snajper – już bez powtarzania „jedenastki”, jak tydzień wcześniej – trafił do siatki. Wydawało się, że ten gol ostatecznie „kasuje” emocje. Gospodarze z takim myśleniem pogodzić się jednak nie chcieli. Zwiad Naczkebija – pilnowany w narożniku pola karnego „na radar” - popisał się uderzeniem z kategorii „palce lizać”: piłka wpadła w same widły „jagiellońskiej” bramki. W 68 min próbował skopiować strzał z 1. połowy, pomylił się jednak nieznacznie.

Kilkadziesiąt sekund później obrońcy gospodarzy nie przeszkadzali gościom w dwójkowej akcji Imaz – Anders Klynge, którą ten drugi zakończył strzałem do siatki, na wagę wygranej. Brązowi medaliści mistrzostw Polski mieli jednak w końcówce łut szczęścia. W doliczonym czasie „interwencją meczu” popisał się Eryk Kozłowski, głową wybijając z linii bramkowej piłkę zmierzającą w „okienko” po kolejnej próbie Naczkebiji.

Teraz Białostoczanie z ciekawością czekać będą w piątek na to, co da im los w fazie ligowej Ligi Europy. W niej wszakże prezentować się muszą dużo lepiej, niż długimi fragmentami meczu w stolicy Gruzji.

(DaL)

IV runda kwalifikacji

Iberia 1999 Tbilisi – Jagiellonia Białystok 1:2 (0:1)

0:1 – Imaz, 31 min (karny), 1:1 - Naczkebija, 35 min, 1:2 – Klynge, 70 min

W pierwszym meczu 0:4, awans Jagiellonii do fazy ligowej Ligi Europy.