Sport

Krok po kroku

W Legii jest jeszcze wiele do zrobienia – i nie chodzi tu tylko o transfery, w aspekcie których Wojskowi pozostają w tyle.

Edward Iordanescu (w czarnym) chciałby jeszcze trzech wzmocnień. Fot. Wojciech Dobrzyński/Press Focus

LEGIA WARSZAWA

Do stolicy przybył tego lata jak na razie tylko Słoweniec Petar Stojanović, mogący występować na całej długości prawej flanki. Mniej aktywna w kwestii transferów w ekstraklasie jest tylko Lechia Gdańsk, a przecież w Legii wiele mówiło się o konieczności przebudowania kadry, także pod kątem gry w europejskich pucharach. Te już lada moment, a mimo to u warszawiaków jest wciąż mnóstwo znaków zapytania.

Znajomy ze Śląska

Toczą się rozmowy w sprawie kilku pozycji, ale proszę mnie zrozumieć, musimy iść krok po kroku – mówił trener Legii Edward Iordanescu. – Plotki nie pomagają, a mogą wręcz zaszkodzić. Jedyne, co mogę zagwarantować, to że zarząd dał mi zapewnienie o zrozumieniu moich potrzeb. Stara się pomóc. Od początku mówiłem, że potrzebujemy 3-4 wzmocnień. Trzy transfery byłyby więc optymalne – taką wizję przedstawił rumuński szkoleniowiec. W eterze krążą informacje, jakoby legioniści potrzebowali doświadczonego bramkarza, lidera środka pola oraz napastnika. Ostatnio popularnym tematem był... skrzydłowy Mathias Nahuel, znany z występów w Śląsku Wrocław, który przed rokiem odszedł za 2,5 mln euro do Maccabi Haifa. Ostatnio wrócił do treningów po 7 miesiącach kontuzji, ale izraelskie media twierdzą, że nie ma tematu transferu.

Finansowe nieEldorado

Kwestie wzmocnień idą w stolicy bardzo powoli prawdopodobnie dlatego, że dyrektor sportowy Michał Żewłakow ma ograniczone finansowe pole manewru. Ostatnie sprawozdanie stołecznego klubu pod przykrywką teoretycznie „zielonych” tabelek ukazało sytuację wysokiego uzależnienia od gry w europejskich pucharach oraz transferów wychodzących. A to zawsze jest niebezpieczne. Położenia Legii nie poprawiły bogate zakupy z ostatniego czasu, z których wiele nie przełożyło się na podniesienie jakości drużyny. No i Wojskowi płacą najlepiej w ekstraklasie. 

– Czas jest ważny, ale ważne też jest, aby to była odpowiednia decyzja. Nowy piłkarz musi być wkomponowany do drużyny i przygotowany fizycznie. Mamy przyszykowane dobre opcje, które nie tylko dadzą jakość, ale też wprowadzą równowagę. Niektóre pozycje w zespole nie są podwójnie obsadzone – opisywał Iordanescu. – Jeśli chodzi o poziom piłkarski, to musimy jeszcze popracować, ale mamy jakość i wierzę w moich zawodników. Gdybym nie był pewny ich jakości, nie byłoby mnie tu, choć liczę, że jeszcze trochę tej jakości tutaj dojdzie – mówił Rumun.

Reprezentacja wzywa

O stawianiu kroków mówił Iordanescu, mówił też o tym jeden z najgłośniejszych transferów gabinetowych w polskiej lidze, czyli rzecz jasna Fredi Bobić, pełniący funkcję „szefa operacji piłkarskich”. – Krok po kroku staramy się, aby klub był coraz bardziej konkurencyjny. Nie byliśmy mistrzem od czterech lat – przyznał niemiecki działacz w rozmowie z rodzimymi mediami, zwracając też uwagę na fakt, że choć Legia bardzo dobrze radziła sobie w Lidze Konferencji i Pucharze Polski, to zawiodła w lidze. 

Teraz Legii potrzebna jest stabilizacja i wyraźny progres, myślenie zarówno krótko, jak i długofalowe, o co może być trudno, bo ostatnio... Iordanescu zaczął być łączony z powrotem na ławkę trenerską reprezentacji Rumunii! Co prawda nie teraz, lecz za rok, po odejściu blisko 80-letniego Mircei Lucescu. Rumuńskie media przekonują, że działacze chcą go przekonać, by „zmienił zdanie i po roku w piłce klubowej wrócił do kadry, żeby kontynuować pracę rozpoczętą kilka lat temu” – to słowa portalu AS. Na razie jednak Iordanescu w pełni koncentruje się na zadaniu w Legii i na tym, aby awansować do europejskich pucharów. – Życzę tego wszystkim polskim klubom – przyznał szczerze rumuński trener.

Piotr Tubacki