Sport

Krok od Grand Prix

Rozmowa z Mateuszem Cierniakiem, uczestnikiem GP Challenge w Holsted

Mateusz Cierniak w poprzednim roku wystąpił w GP w Warszawie jako dzika karta. Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus

Myślisz, że to już ten sezon, gdy możesz skutecznie powalczyć o awans do cyklu Grand Prix? Twoja kariera ostatnio przyspieszyła.

- I to znacznie. Przyznam, że na tym mi najbardziej zależało, bo wiadomo, że po juniorskiej części kariery w pierwszym sezonie ciężko jest wskoczyć od razu wszędzie, gdzie by się chciało. Cele z zeszłego sezonu przełożyły się zatem na ten. Na razie wszystkie zrealizowałem, bo Grand Prix Challenge było takim dodatkowym, o którym szczerze nawet nie myślałem, że uda się wejść do finału. Nie napalam się w ten sposób, że muszę już teraz awansować. Już samo pojechanie w takich zawodach jest fajnym, dodatkowym doświadczeniem. Do takich zawodów trzeba też podejść z odpowiednim dystansem, na zasadzie: uda się - fajnie. Wówczas na przyszły rok pewnie będę musiał zmienić pewne rzeczy w swoim teamie. Jeśli nie wejdę, nic wielkiego jednak się nie stanie, jestem jeszcze młodym zawodnikiem i dużo jest przede mną. Stopniowo chcę cały czas iść do przodu i jak na razie widzę ten progres.

Nie wierzę, że jednak gdzieś tam z tyłu głowy o tym finale Grand Prix Challenge (9.08) nie myślisz. Czego spodziewasz się na torze w Holsted?

- Ten sezon pędzi bardzo szybko. Dopiero co byłem w Lonigo i miałem okazję awansować, a już za tydzień jadę do Danii walczyć w finale. Na tamtym torze jechałem chyba tylko raz, w zeszłym sezonie w finale ligi duńskiej. Mogę powiedzieć tyle, że wiem jak ten tor wygląda. W tym roku przyjąłem taką taktykę, że na każdy tor staram się przyjeżdżać i patrzeć na niego, jak bym był tam pierwszy raz. Nie staram się sugerować tym, co było wcześniej, bo często to nie zdaje egzaminu. Na domowym torze w Lublinie często jeździ mi się gorzej, bo przyjeżdżam z jakimiś wnioskami z poprzednich zawodów, czasami to naprawdę nie ułatwia zadania.

Załóżmy, że uda ci cię zająć jedno z czterech czołowych miejsc w GP Challenge. Myślałeś jakie to uczucie?

- Szczerze? Nie mam pojęcia. Nie wiem, tak samo jak nie wiedziałem, jakie to uczucie zdobyć tytuł mistrza świata juniorów. Podobnie może być w tym przypadku. Może to nie uczucie jak wygranie rundy Grand Prix. Jednak już wejście do cyklu to też coś wielkiego. W żużlu już nie ma niczego wyżej. Zobaczymy, będę się starał, aby mieć takie zmartwienia. Jeśli się nie uda, na pewno będę próbował w kolejnym sezonie.

Wróćmy jeszcze do ostatniego meczu w Częstochowie. Po dziewięciu biegach Motor remisował, a potem odjechał Włókniarzowi totalnie, wygrywając 55:35.

- Przyznam, że nawet nie wiedziałem, że Włókniarz doszedł nas na remis. Tak się ułożyło to spotkanie. Ja osobiście dużo nie zmieniałem, praktycznie nic, jeśli chodzi o przełożenia w motocyklu. Bardziej skupiałem się na tym, jak poprawnie jechać. W jednym biegu popełniłem błąd, zebrałem na siebie sporo ciężkiego materiału i gonić było już bardzo ciężko. Tor się też zmieniał w trakcie zawodów, zrobiło się twardziej i wtedy uciekliśmy. Dwadzieścia punktów to rzeczywiście spora przewaga.

Z Częstochowy pojechałeś prosto do niemieckiego Gustrow. Jak logistycznie wygląda taka eskapada?

- Jedzie się około dziesięciu godzin, więc dzielimy sobie trasę na pól, na chwilę do hotelu i dalej w drogę, takie jest życie żużlowca. Jak zawody są o późniejszej godzinie, to o tyle dobrze, że od rana nie trzeba być na stadionie.

Menedżer Motoru Jacek Ziółkowski mówił, że na koniec rundy zasadniczej się zbierzecie i wspólnie wybierzecie rywala na półfinał PGE Ekstraligi. Kogo byś wskazał, jeśli to od ciebie by zależało?

- Przyznam się, że nawet nie wiedziałem, że można wybierać rywala. W Szwecji funkcjonuje to już od dawna, ale w Polsce to nowinka, która mi umknęła. Jakbym miał się kierować wyborem toru, to chyba Wrocław, chociaż w Grudziądzu też w tym sezonie nie było najgorzej w moim wykonaniu. Na pewno nie Toruń, bo tam tor mi nie leży. Tam możemy przyjechać dopiero w finale. Fajnie byłoby pojechać półfinał w Częstochowie, ale Włókniarz do playoffu raczej w tym sezonie nie wejdzie.

Rozmawiał Mariusz Rajek