Sport

Kłopoty, kłopoty...

Kontuzje podstawowych zawodników mogą sprawić, że częstochowianie będą martwić się o utrzymanie.

Jak długo Włókniarz będzie czekał na powrót Piotra Pawlickiego? Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus

KRONO-PLAST WŁÓKNIARZ CZĘSTOCHOWA

Sport żużlowy kolejny raz pokazał okrutne oblicze. Po ośmiu biegach niedzielnego meczu w Rybniku Włókniarz prowadził 28:20, kontrolował spotkanie i pewnie zmierzał po pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w sezonie. W ułamku sekundy wszystko się jednak zawaliło. Mający rewelacyjny sezon Piotr Pawlicki w dziewiątym wyścigu zderzył się z Chrisem Holderem, a następnie z Madsem Hansenem. Efekt? Dwóch poważnie kontuzjowanych zawodników częstochowskiej drużyny.

Dostali rykoszetem

Duńczyk, nie mając jeszcze świadomości licznych złamań, wziął udział w powtórce biegu, dowożąc punkt do mety. Regulamin nie pozwala bowiem zastąpić niezdolnego do jazdy zawodnika nawet rezerwowym juniorem, jeśli sędzia nie wskazał i nie wykluczył sprawcy przerwania wyścigu. W przypadku zdarzenia na pierwszym łuku Paweł Słupski zarządził powtórkę w pełnej obsadzie. - Nie jest to na pewno najlepsze rozwiązanie. W zamyśle przepis miał przeciwdziałać ewentualnym kombinacjom, ale w takich przypadkach drużyna na tym traci. Zdarzało się, że niezdolny do jazdy zawodnik podjeżdżał pod taśmę startową tylko po to, aby jej dotknąć, a za niego mógł wyjechać junior. Ktoś powie, że to taktyka, inny, że działanie niesportowe - mówi nam zapytany o ten zapis regulaminu Jacek Gajewski, wnikliwy obserwator dyscypliny, w przeszłości kierownik drużyn z Częstochowy i zTorunia. - Tak jest napisane w regulaminie i nic na to nie poradzimy. Mamy zawodników nie do zastąpienia i Piotr właśnie takim jest. Bez liderów ciężko jest cokolwiek zrobić - mówi przygnębiony trener Włókniarza Mariusz Staszewski.

Dłuższa przerwa

Przeprowadzone po wypadku badania nie przyniosły pozytywnych wieści kibicom z Częstochowy. Pawlicki doznał poważnego urazu żeber, stwierdzono u niego też odmę płucną. Zawodnik ma przejść szczegółowe badania we Wrocławiu. Już teraz wiadomo jednak, że czeka go co najmniej miesiąc przerwy w startach. Na razie przebywa w szpitalu i za wcześnie jest nawet na wstępne rokowania. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku Hansena. Badania wykazały, że Duńczyk ma złamane dwa kręgi – w odcinku piersiowym i lędźwiowym – oraz trzy żebra.

Kim zastąpić?

Piotr Pawlicki w optymistycznym wariancie wróci na ostatni mecz fazy zasadniczej w Grudziądzu (10.08.). Hansen raczej jeszcze później. Jak wiadomo, w żużlu kontuzja jednego zawodnika potrafi wywrócić układ sił do góry nogami, a co dopiero dwóch, w tym zdecydowanego lidera zespołu. W czwartkowym (3.07.), zaległym meczu we Wrocławiu, jak i zapewne w kolejnych z Toruniem (11.07.) oraz w Gorzowie (18.07.) za Pawlickiego stosowane będzie zastępstwo zawodnika. Problem w tym, że nie będzie to wielką rekompensatą dla Lwów, ponieważ dodatkowy bieg za Pitera pojadą Wiktor Lampart czy Philip Hellstroem-Baengs, którzy zawodzą. W spotkaniu ze Spartą Włókniarz zapewne nie miałby większych szans nawet w najsilniejszym zestawieniu, ale brak Pawlickiego bardzo mocno redukuje szanse na jakiekolwiek punkty również w kolejnych meczach. A to już poważny problem, który może zakończyć się osunięciem nawet na ostatnie miejsce w tabeli. - Tak naprawdę niewiele mogą zrobić, jedynie zastosować ZZ, bo zawodnika, który byłby w stanie choć w jakiejś części zrekompensować taką stratę nie znajdą. Rynek jest spenetrowany. To nie piłka nożna, gdzie w każdej chwili można kogoś znaleźć - ocenia Gajewski.

Widmo spadku

Do decydujących rozstrzygnięć zostało sporo czasu, ale ewentualna seria porażek i niska pozycja przed fazą play down może bardzo utrudnić walką o utrzymanie. Nie wiadomo też, w jakiej formie będą zawodnicy, gdy wrócą już na tor, a przecież niedawno kontuzjowany był Jason Doyle. - Najgorszą rzeczą, jaka może spotkać klub, jest spadek. Jeśli zakładasz walkę o najwyższe cele i nie zdobędziesz mistrzostwa, to nie boli aż tak bardzo. Play downy są dość niebezpieczne i losowe. Emocje dla kibiców na pewno będą wielkie, ale klub, któremu powinie się noga, może spotkać się z poważnymi problemami – przestrzega Gajewski.

Pozytywem dla Włókniarza jest to, że lepiej niż się spodziewano, spisuje się w tym sezonie młodzieżowiec Franciszek Karczewski. W Rybniku przy swoim nazwisku zapisał dziewięć punktów i dwa bonusy. W najbliższych meczach jeszcze więcej niż wcześniej będzie zależało od Wiktora Lamparta, który w Zielonej Górze i wRybniku zdobył tylko punkt. - Grzebiemy, próbujemy, trenujemy i mam nadzieję, że będzie lepiej. Wiktor stracił swój największy atut, jakim są starty. Cały czas coś zmienia, ale na razie nie przynosi to rezultatów. Najważniejsza część sezonu dopiero przed nami i mam nadzieje, że dalej pojedziemy już bez pecha i kontuzji - z nadzieją w głosie kończy Staszewski.

Mariusz Rajek