Sport

Koniec, nie początek

KOMENTARZ "SPORTU" - Paweł Czado

Ładnie wystartowało zaplecze ekstraklasy. Lubię kiedy stare dobre firmy dobijają się do elity. A tym razem na pierwszych czterech miejscach, zauważcie, drużyny, które co najmniej raz zdobyły medal mistrzostw Polski, choć w przypadku Wisły i Ruchu to „co najmniej raz” brzmi trochę groteskowo.

Chcę skupić się w tym tekściku na liderującej Wiśle. Z moim odczuciu to oczywiste, że prędzej czy później znajdzie się tam gdzie jej miejsce, choć jej starania w ostatnich latach, momentami zatrącają właśnie o groteskę. Wisła jawi się jak mityczny Syzyf, który z uporem pcha na szczyt przez cały sezon potężny głaz i w ostatniej chwili ten głaz (czytaj: awans) wymyka się z rąk. Zbyt wielu jednak ludzi wzdycha co tydzień, łącząc się w ekstazie i w bólu, żeby nie miało się to wreszcie skończyć sukcesem.

Tym razem Wisła idzie jednak nie jak Syzyf, a Herkules. W lipcu wręcz brutalnie pobiła dwa zespoły, które kiedyś też zdobywały mistrzostwo Polski, a teraz muszą garować: Stal Mielec i Łódzki KS... Bilans Wisły wygląda na razie imponująco. Jednak wiślackim kibicom, piłkarzom, trenerom, działaczom - chodzi nie o passę, piękno, efektowność. Życie nauczyło ich z brutalną skwapliwością, że najważniejsze to się cieszyć . Ale na końcu, a nie na początku.