Klątwa przełamana po 15 latach
Nico Hulkenberg debiutował w Formule 1 w 2010 roku, ale dopiero w minioną niedzielę po raz pierwszy stanął na podium Grand Prix.
Tak Nico Hulkenberg cieszył się z pucharu stworzonego z klocków lego. Fot. PAP/EPA
FORMUŁA 1
Nico Hulkenberg siedział w pokoju, gdzie czekał na wyjście na podium, żeby odebrać trofeum za zajęcie trzeciego miejsca. W pewnym momencie jego kask w pomieszczeniu odnalazł Lando Norris. Pokazał go Niemcowi, na co ten odparł: „Po co mi on jest potrzebny?”. Zwycięzca Grand Prix Wielkiej Brytanii nie odpowiedział, po prostu ustawił jego kask w odpowiednim miejscu, w wyeksponowanej wnęce, która ma symbolizować, jacy zawodnicy znaleźli się w trójce najszybszych podczas wyścigu. Niewiedza Hulkenberga na temat tego, jak zachować się w sytuacji, gdy znajdzie się na podium, jest jednak usprawiedliwiona. Choć z Formułą 1 związany jest od 2010 roku, po raz pierwszy znalazł się w pierwszej trójce.
Długie lata
239 wyścigów potrzebował Nico Hulkenberg, żeby zameldować się na podium. Pod tym względem nikt nie może z nim konkurować. Drugi w tej dość niechlubnej klasyfikacji jest Carlos Sainz, który czekał „tylko” 101 Grand Prix. Niemiec jest absolutnym rekordzistą, jeśli weźmiemy też pod uwagę kierowców, którzy nigdy na podium nie stanęli. Adrian Sutil przez 128 wyścigów nie był w stanie tego dokonać, po czym zespoły F1 z niego zrezygnowały.
Wydawało się, że Hulkenberg pójdzie w ślady swojego rodaka i także zakończy przygodę z królową motosportu bez podium. Zresztą, zapowiadało się na to już w 2020 roku. Po sezonie 2019 został rezerwowym kierowcą Racing Point. Kolejne dwa lata spędził jako rezerwowy w Aston Martinie. W tym czasie kilka razy udało mu się wyjechać na tor, ale niewielu zakładało, że będzie jeszcze kierowcą podstawowym. W końcu jednak team Haas zrobił przemeblowanie i Hulkenberg wrócił do stawki.
W amerykańskiej ekipie radził sobie słabo. Mając bolid, który głównie zawodził, nie był w stanie wiele zdziałać. Po dwóch latach odezwał się do niego Sauber. Zespół, który również nie był w stanie zagwarantować lepszych perspektyw na przyszłość. Okazało się jednak, że to właśnie w szwajcarskiej ekipie Hulkenberg doczekał się na pierwsze w karierze podium. Od momentu jego debiutu w F1 w GP Bahrajnu w 2010 roku do zajęcia trzeciego miejsca w GP Wielkiej Brytanii w poprzedni weekend minęło 5593 dni.
Łączenie z Monako
Nie bez powodu Hulkenberg zasłużył na miano kierowcy dnia. Kibice wiedzieli, ile to dla niego znaczyło. Było to też wielkie wydarzenie dla jego rodziny. Żona niemieckiego kierowcy, litewska projektantka mody Egle Hulkenberg (z domu Ruskyte) oglądała wyścig w zaciszu domowym. Po sukcesie męża udostępniła w mediach społecznościowych nagranie, jak ich córka stoi przed telewizorem i skacze z radości, gdy widzi ojca stojącego na podium. Kilka minut później ktoś z Saubera podaje Hulkenbergowi telefon, na którym trwa połączenie wideo z jego rodziną. Dzięki temu mógł zaraz po zajęciu trzeciego miejsca świętować z najbliższymi, choć dzieliło ich ponad 1100 km w linii prostej (rodzina Hulkenbergów na co dzień mieszka w Monako).
Zasłużył na podium
Hulkenberg niewątpliwie skradł show Norrisowi. Anglik po raz pierwszy w karierze wygrał na swoim domowym torze. To jednak o Niemcu mówili wszyscy w padoku. – Fakt, że dopiero teraz wszedł na podium, nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Zawsze był jednym z pięciu najlepszych kierowców w stawce – powiedział Carlos Sainz, były partner z zespołu Hulkenberga, gdy obaj reprezentowali Renault.
Radości z sukcesu Niemca nie ukrywał też Max Verstappen. Jako pierwszy przybiegł do kierowcy Saubera, gdy wysiadł z bolidu, żeby pogratulować mu sukcesu. – Miło było zobaczyć go na trzecim stopniu podium. Zasłużył na swoje święto! – mówił Holender.
Hulkenberg przełamał się w wyjątkowy sposób. Rozpoczynał wyścig z ostatniego miejsca na starcie, a z czasem przesuwał się w stronę czoła stawki. – Niesamowity wyścig. Startowałem ostatni, a skończyłem trzeci, co wydaje się wręcz surrealistyczne. Nie jestem pewien, jak to się stało… Jasne, warunki były szalone (padał deszcz – przyp. red.) i przez większość wyścigu toczyliśmy walkę o przetrwanie! Sukces jest wynikiem dobrych decyzji taktycznych. Nie popełniliśmy żadnego błędu i to jest nieprawdopodobne. Przez większość wyścigu żyłem w zaprzeczeniu. Nie myślałem o podium. Zrozumiałem, że jestem blisko celu dopiero przy ostatnim pit stopie, gdy usłyszałem, jaką mam przewagę nad Lewisem Hamiltonem (zajął czwarte miejsce – przyp. red.). Wówczas zrozumiałem, że jestem w dobrym położeniu – stwierdził Hulkenberg po zakończeniu rywalizacji.
Puchar z klocków
Niemiec w końcu otrzymał upragnione trofeum za trzecie miejsce. Zdziwił się, gdy zobaczył, że jest ono stworzone z klocków lego – duńska firma właśnie w taki sposób uczciła 75-lecie Grand Prix Wielkiej Brytanii na torze Silverstone. Podczas konferencji prasowej Oscar Piastri, który zajął drugie miejsce, zapytał się go, jak się czuje z tym, że po 15 latach w końcu dostał się na podium F1, a w nagrodę otrzymał puchar z klocków, który może sobie w każdej chwili rozebrać, a co więcej, za kilka dni pewnie takie samo trofeum będzie stało na półkach sklepowych. – Kocham lego – odpowiedział Hulkenberg z uśmiechem na ustach. – Moja córka może się pobawić tym trofeum! Zawsze staram się szukać pozytywów, choć fajnie byłoby mieć trofeum ze srebra lub złota.
Teraz Hulkenbergowi pozostaje do przełamania jeszcze jedna klątwa. Jest zawodnikiem, który najdłużej w historii czeka na zwycięstwo w GP. Czeka już przez 239 wyścigów. Drugi pod tym względem jest Andrea de Cesaris, były kierowca m.in. McLarena, Minardi, Brabhama, Jordana czy Tyrrella na przełomie lat 80. i 90. Włoch nie doczekał się na zwycięstwo, choć brał udział w 208 wyścigach. Czy 37-letni Hulkenberg będzie jeszcze w stanie kiedykolwiek stanąć na najwyższym stopniu podium?
Kacper Janoszka