Sport

Klasyk do reaktywacji

Mecz ŁKS-u z Polonią Bytom nie wzbudza już takich emocji, jak chociażby w latach 50. ubiegłego wieku.

Łodzianie mają co poprawiać po kompromitacji z Wisłą Kraków. Fot. Artur Kraszewski/Press Focus

ŁKS ŁÓDŹ

Zwłaszcza wtedy obie drużyny zaliczały się do krajowej czołówki. Teraz oba kluby są dopiero w procesie reaktywacji po ponad dziesięcioletnim pobycie w „czarnej dziurze”, z IV ligą włącznie, gdy upadkowi sportowemu towarzyszyła także degradacja zabytkowych, legendarnych, ale niespełniających współczesnych norm obiektów.

Mogą mieć kompleksy

ŁKS uwinął się z tą reaktywacją wcześniej, bo ma już nowoczesny stadion, a ponadto zdążył już dwukrotnie awansować do ekstraklasy i... z niej spaść. Teraz kibice wyczekują kolejnego awansu, którego dotychczasowe mecze jednak nie zapowiadają. Polonia dogoniła łodzian sportowo, choć jeszcze trzy miesiące temu grała w Łodzi z... rezerwami ŁKS-u. Goście z Bytomia mogą mieć w piątkowy wieczór kompleks, bo z rezerwami w kwietniu bieżącego roku przegrali tu 0:2. W ostatnim meczu w Głogowie wystąpiło aż dziewięciu uczestników tego meczu. Bytomianie trafią wprawdzie do szatni, ale na boisku mogą dostrzec najwyżej cztery znajome twarze, i to raczej na ławce niż w wyjściowym składzie: Mateusza Książka, Jędrzeja Zająca, Aleksandra Iwańczyka i Mateusza Wzięcha. Kacpra Terleckiego, który strzelił wtedy Polonii gola, bytomianie mają teraz po swojej stronie, bo został on z ŁKS-u przez nich wypożyczony, ale nie zdążył jeszcze w nowym klubie zagrać.

Wypiął się czy schylił?

W pierwszym zespole ŁKS-u zadebiutowało w tym sezonie już siedmiu zawodników, ale nie przełożyło się to na wzrost jakości gry. Podobać się mogło jedynie 25 minut meczu ze Zniczem, a wpadka w Krakowie była wręcz kompromitująca. Raczej nie należy się spodziewać kolejnych wzmocnień, trener Szymon Grabowski musi więc skleić zespół z tych, których ma do dyspozycji i liczyć nie tyle na ich możliwości, które ostatnio pokazali, co na ich potencjał. Wszak niektórzy grali ostatnio w ekstraklasie…

Kwietniowy mecz rezerw oglądało 325 widzów, w piątkowy wieczór zbierze się najwyżej 10 tysięcy. A przecież kiedyś te „klasyki” gromadziły tłumy, jak choćby w 1958 roku, gdy ŁKS walczył z Polonią w Bytomiu o mistrzowski tytuł (1:1), wyprzedzając na finiszu bytomian o jeden punkt. W 1954 roku Polonia była pierwsza, a ŁKS drugi. W następnym roku ŁKS mierzył w tytuł, ale znów decydujący okazał się mecz z Polonią, w którym doszło do pożałowania godnych incydentów. Po starciu Stanisława Barana z Kazimierzem Trampiszem piłkarz Polonii został usunięty z boiska, a schodząc do szatni… wypiął się na wyzywający go tłum (w wersji łódzkiej), albo schylił się, by podnieść przedmiot rzucony z trybun w jego kierunku, jak utrzymywał sam zainteresowany. Doszło do poważnej awantury, mecz został przerwany i Polonii przyznano walkower, ŁKS do końca sezonu musiał grać poza Łodzią, a Trampisza zdyskwalifikowano na sześć miesięcy.

Czas na reaktywację

Czysto sportowych emocji nie brakowało na następnych meczach Polonii w Łodzi, gdy łodzianie entuzjastycznie witali zdobywców Pucharu Ameryki w 1965 roku (2:1 dla Polonii) albo w 1971 (0:0), gdy frekwencję gazety szacowały na 45 tysięcy.

ŁKS i Polonia zagrają po raz 62. w historii ligowej rywalizacji. Polonia ma korzystny bilans 21 zwycięstw, 27 remisów i 13 porażek. Po raz ostatni ŁKS wygrał w roku 2008 2:0 po golach Milana Kaszczelana i Roberta Sieranta. Do historii polskiej piłki przeszli jednak nie oni, a bohaterzy tych meczów z lat 50-70: Szymkowiak, Liberda, Soporek, Jezierski, Sadek... Najwyższa pora na reaktywację łódzko-bytomskiego klasyka!

Wojciech Filipiak