Sport

Kierowcy na dużym ekranie

Wyścigi Formuły 1 organizowane są na całym świecie, ale prawdziwy renesans przeżywają za oceanem.

Podpis Wyścigi kierowców F1 fascynują już cały świat, USA nie wyłączając. Fot. PAP/EPA

Leszek Jaźwiecki z Vancouver

Kilka dni temu w kiosku z gazetami w Vancouver rzuciło się w oczy specjalne wydanie amerykańskiego tygodnika „Time” w całości poświęcone Formule 1. Na okładce zdjęcie bolidu opatrzone zostało dużym tytułem: „F1 wraca do Ameryki”, a pod spodem „Szybciej, mądrzej, seksowniej niż kiedykolwiek”. Już choćby te tajemnicze tytuły skłoniły miłośnika motoryzacji - a za takiego się uważam - do sięgnięcia głębiej do kieszeni. 96-stronicowe wydanie kosztowało 17.99 dolarów kanadyjskich.

Nowy właściciel, nowe porządki

Już pierwszy artykuł przekonuje, że Formuła 1 przekształciła się w sport z widownią sięgająca 3/4 miliarda fanów. Kupiona przez amerykańską firmę mediów masowych Liberty Media w 2016 roku - od ekscentrycznego Anglika Bernie'go Ecclestone za 8 miliardów dolarów - królowa sportów motorowych w ostatnim czasie przeszła szeroką przemianę. Jednym z pierwszych kroków nowego właściciela było wymuszenie odsunięcia Ecclestone'a, który przez cztery dekady zarządzał w sposób wręcz dyktatorski Formułą 1. W tym czasie były diler samochodów z Wielkiej Brytanii co prawda przekształcił F1 z niszowej dyscypliny w elitarny sport, ale nic za darmo. W pewnym momencie jego majątek sięgał 4,5 miliarda dolarów. Ecclestone, który zyskał przydomek F1 Supremo, wpływał dosłownie na wszystko w F1: od kalendarza po sprzedaż praw. Jego imperium podążało jednak w złym kierunku. Dopiero po przejęciu przez Liberty Media wyścigi F1 zyskały nowy blask. W szczególności w Ameryce.
Władze Liberty Media od razu wcisnęły gaz do dechy, rozpoczynając rebranding F1. Zmieniono logo, wprowadzono limit budżetowy dla ekip na wzór amerykańskich wyścigów, a przede wszystkim rozkręcono media społecznościowe, co miało przyciągnąć zwłaszcza kibiców młodego pokolenia. Złagodzono również surowe zasady licencyjne, które kiedyś uniemożliwiały kierowcom publikowanie zdjęć z padoku. Jaki efekt? Już krótko po tej decyzji zaczęły pojawiać się zabawne filmy z reakcjami zawodników i ich otoczenia. Nawiązano także współpracę z Netfliksem, dzięki czemu mogliśmy podglądać i śledzić losy zawodników w różnych momentach nie tylko na torze. 

Gwiazdy F1 z Bradem Pittem

Właśnie w tych dniach na ekrany kin za oceanem trafiła nowa produkcja Apple Original Films z Bradem Pittem w roli głównej. „F1:Film” (F1 The Movie - tytuł w wersji angielskie) w reżyserii Josepha Kosińskiego. Opowiada ona historię byłego kierowcy Formuły 1, Sonny'ego Hayesa, który po wypadku wycofał się z wyścigów, ale został zwabiony do powrotu przez starego przyjaciela i szefa zespołu Ruben Cervantes (w tej roli Javier Bardem). Hayes ma być mentorem młodego kierowcy Joshuy Pearce'a (gra go Damon Idris) i przygotować go do wielkiego wyścigu Grand Prix.

Fani F1 są świadkami wzruszających, pełnych emocji i przede wszystkim autentycznych scen, ponieważ jednym z koproducentów był Lewis Hamilton, a w filmie wzięły udział wszystkie zespoły F1. Hamilton, Max Verstappen, Sergio Perez, Charles Leclerc, Carlos Sainz, Lando Norris i Oscar Piastri to kierowcy, którzy grają sami siebie. Swój epizod w filmie ma też były szef zespołu Haas F1 Guenther Steiner. Duża część filmu została nakręcona na torach Silverstone, Hungaroring, Spa, Monza, Zandvoort, Las Vegas czy Mexico City. W 2023 roku podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii zespół produkcyjny miał nawet swój... garaż i ustawił swoje samochody na starcie razem z prawdziwymi ekipami. Po Grand Prix Abu Dabi zorganizowano drugą ceremonię dekoracji, aby filmowy kierowca mógł odebrać puchar i cieszyć się ze zwycięstwa tak jak rzeczywisty triumfator F1. 

To nie pierwszy raz, kiedy produkcja Hollywood zainteresowała się królową sportów motorowych. Klasykiem jest fikcyjna wersja sezonu z 1966 roku „Grand Prix”, w której wystąpili James Gardner, Eva Marie Saint i Yves Montand. Film zawierał również prawdziwe ujęcia wyścigów na żywo i występy epizodyczne takich mistrzów Formuły 1 jak Manuel Fango, Jim Clarc, Jochen Rindt czy Jack Brabham. Był też film „Wyścig” wyreżyserowany przez Rona Howarda, który pokazał w sezonie 1976 walkę o mistrzowską koronę pomiędzy Anglikiem Jamesem Huntem i słynnym Austriakiem Nikim Laudą.

Rambo w roli kierowcy wyścigowego

W projekt filmu o Formule 1 zaangażowany był także Silvester Stallone. Odtwórca słynnego „Rambo” od dawna jest fanem wyścigów samochodowych. Przygotowywał się do tej roli solidnie, bywał częstym gościem w padoku, rozmawiał z kierowcami, a nawet uczestniczył w jednym z wyścigów. Jednak ze względu na skomplikowaną fabułę, co wiązało się problemami przy kręceniu prawdziwych scen, swoją uwagę przeniósł na amerykańską serię wyścigów IndyCar i w ten sposób powstał film „Driven” (2001 rok). Był też wzruszający dokument „Senna” o jednym z najlepszych kierowców F1 Ayrtonie Sennie, który tragicznie zginął na torze Imola w 1991 roku. Historię zespołu Brawn GP przedstawił także dokument z 2023 roku „Brawn: Impossible Story”. Jest też serial dokumentalny o historii F1 „Race to Perfection” i o ewolucji bezpieczeństwa „1:The Evolution off”. Dokumentów o sobie doczekali także Jack Brabham („Brabham”) i Sir Jackie Stewart („Weekend with the Champion”) oraz kobiety w tej dyscyplinie („F1:Academy”).

Docenili Roberta Lewandowskiego

Królowa sportów motorowych przyciąga także wielkie gwiazdy showbiznesu, sportu, polityki. Pojawiają się w lożach, przechadzają się dumnie po padoku, czasami nawet z kierowcami. Część z nich jest wcześniej zapraszana, część goszczą poszczególne ekipy. Na przykład podczas Grand Prix Hiszpanii w Barcelonie często pojawiają się piłkarze m.in. Blaugrany. Na ostatnim wyścigu na Circut de Catalunya byli Ferran Torres, Eric Garcia i Robert Lewandowski. Polski piłkarz Barcelony, jako gość ekipy Red Bulla, nie tylko obserwował zmagania najszybszych kierowców z garażu tego teamu, ale machał flagą w szachownicę na mecie. A to przywilej dany tylko wybranym.
„Time” przypomina także jak Taylor Swift uratowała w 2016 zawody Grand Prix w Austin. Wybudowany w 2012 roku na potrzeby wyścigów Formuły 1 tor początkowo gromadził zadowalającą, bo ponad ćwierćmilionową, widownię, ale trzy lata później po przejściu huraganu Patricia frekwencja mocno spadła. Dodatkowo biuro gubernatora stanowego ogłosiło, że obetnie o 6 milionów dolarów dotację na zorganizowanie wyścigów. Organizatorzy wpadli na pomysł, żeby uratować wyścigi i skontaktowali się z Taylor Swift. Gwiazda nie miała akurat w tym czasie żadnego koncertu i zdecydowała się wystąpić w Austin. Po sesji kwalifikacyjnej fani zostali, aby wysłuchać 15 piosenek Swift. No i pomysł wypalił: wyścigi w Austin przyciągnęły rekordową liczbę 270 tysięcy fanów!

Hotel za 250 tysięcy dolarów

W Ameryce odbył się w tym roku już jeden wyścig o Grand Prix Miami. Bilety na rynku wtórnym były o... 23 tysiące dolarów droższe, a pokój w jednym z wielu hoteli za wyścigowy weekend kosztował – bagatela - 125 tysięcy „zielonych”. Na Miami International Autodrome, 19-zakrętowym torze wybudowanym za 40 milionów dolarów, stały jachty w suchym doku na sztucznej wodzie. Miasto roiło się od ekskluzywnych imprez, a koszty organizacji wyścigu przekraczały te Super Bowl w 2020 roku. Pojawiły się tam gwiazdy pokroju Michaela Jordana, LeBrona Jamesa, wokół zawodów kręciły się też siostry Williams oraz amerykański raper i autor tekstów Travis Scott. 
Nie inaczej było podczas inauguracyjnego wyścigu w Las Vegas dwa lata temu. Ceremonię otwarcia uświetnili australijski piosenkarz country Keith Urban, zespół rockowy Journey, amerykański piosenkarz John Legend i australijska piosenkarka i autorka tekstów Kylie Minogue. Ceny loży Sky oscylowały w przedziale od 8 do 13 tysięcy dolarów. Tysiące dronów utworzyło kształt samochodu Formuły 1, a nad głowami wirowała, jak przystało na gniazdo hazardu, koło ruletki. 3,8-milowy tymczasowy tor wił się wokół śródmieścia, gdzie znajduje się arena muzyczno-rozrywkowa Sphere, luksusowe hotele i kasyna Bellagio i Caesars Palace.

W listopadzie 2023 rozegrano wyścig w Las Vegas, a okazał się on drugim najlepszym w historii miasta, generując 1,5 miliarda dolarów dochodu. Grand Prix Vegas w 2024 utrzymuje wysoki poziom i znowu kasa miasta otrzymała spory zastrzyk finansowy.

Jak będzie w tym roku i czy długo związek Las Vegas z Formułą 1 się utrzyma, pozostaje niewiadomą. Na razie umowa została podpisana na trzy Grand Prix (2023-2025). Miasto zatwierdziło wyścigi F1 do 2032 roku. Prezes i dyrektor generalny Liberty Media Derek Chang powiedział, że choć wyścig nie przyniósł spodziewanych dochodów, byłoby błędem zrezygnować z Vegas. - Ten wyścig jest kluczowy dla naszej strategii ekspansji w USA - dodał Chang.
Swoją cegiełkę dołożyli kierowcy, którzy stworzyli wspaniałe widowisko zarówno w rok temu w Las Vegas, jak w tym roku w Miami. Trzymało ono kibiców w napięciu do ostatniego okrążenia. Amerykanie powoli z fascynacji IndyCar przerzucają swoją miłość do motoryzacji na Formułę 1. Królowa sportu motorowego przeżywa prawdziwy boom w Ameryce.