Sport

Kibole pilnują granicy

KOMENTARZ „SPORTU” – Wojciech Filipiak

Kibice ŁKS i Widzewa maszerowali razem przez Łódź razem we wspólnej manifestacji, a zjednoczyła ich niechęć wobec imigrantów. Dla ścisłości – tych kibiców była garstka, manifestacja trwała krótko i spotkała się z obojętnością albo nawet niechęcią ze strony przypadkowych przechodniów. Pokrzyczeli, pomachali banerem z napisem po angielsku z błędem ortograficznym, zadymili na chwilę Piotrkowską racami i się rozeszli.

Niektórzy poszli może na kebab do jednej z turecko-arabskich restauracji, a potem kupili sobie czteropak piwa w „Biedronce”, obsłużeni przez kasjerkę z Ukrainy. Ci, co poszli prosto do domu, mogli sobie zamówić pizzę, dowiezioną przez kuriera z Nepalu. Sezon zaczyna się wkrótce, więc pójdą wtedy na mecz Widzewa, by oklaskiwać hat trick młodego Nigeryjczyka, który z Bułgarii, dokąd jako dziecko dostał się wraz z rodzicami bałkańskim szlakiem, trafił właśnie do Polski i ma pomóc ich drużynie. Ci z drugiej strony miasta z niecierpliwością czekają na początek sezonu siatkówki, bo przecież w ich drużynie grają dziewczyny z Senegalu i Brazylii. A jeżeli ktoś z tej grupy dostanie oklep na najbliższej ustawce, to może liczyć na to, że na SOR-ze rany opatrzy mu ukraińska pielęgniarka, a rozbity łeb zszyje fachowo chirurg z Syrii, od 30 lat mieszkający w Polsce.

A potem znów jakiś Bąkiewicz krzyknie „bierz go” i jak wściekłe kundle popędzą całą zgrają pilnować granicy…