Sport

Kamil lekarstwem dla Igi

Bardzo dobra postawa jedynego polskiego tenisisty w tegorocznym Wimbledonie zainspirowała byłą liderkę rankingu do najlepszego występu w karierze.

Tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego pokazał, że można przeżyć wszystkie trudności i nie stracić radości w życiu. Fot. PAP/EPA

Kazimierz Mochlinski z Londynu

Może nie jest całkowitym zbiegiem okoliczności, że raptowna poprawa Igi Świątek na Wimbledonie zbiegła się z życiowym występem Kamila Majchrzaka na kortach All England Club. Świadomie czy nie, wydaje się, że raszynianka wzięła przykład z rodaka i jego niezwykłej miłości do tenisa na trawie.

Przez pierwszy tydzień Wimbledonu Kamil był jakby odtrutką dla Igi. Gdy ona stała na płycie kortu centralnego i krzyczała do swojej ekipy na trybunie, on imponował spokojem, gdy awansował do ostatniej „16” w meczach na mniejszych kortach.

W drugiej rundzie nie można było uniknąć zamartwiania się o umysłowy stan Igi. Jej trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk zmuszony był zbiegnąć z miejsc siedzących tuż przy samym korcie aby przeprowadzić z tenisistką pilną rozmowę. Czuło się, że wszystkie jej występy w każdej chwili mogłyby przerodzić się w psychodramat.

Jak się po tym pozbierać?

Było to zrozumiałe po poprzednim roku, gdy sama przyznała, że płakała przez sześć tygodni z powodu „tylko” brązowego medalu na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Były też rozpacz z powodu miesięcznego zawieszenia za wykroczenie dopingowe, a także przedwczesne zamknięcie turnieju w Warszawie organizowanego przez ojca czy sprzeczka na korcie w Indian Wells na wiosnę.

Wtedy, po nieporozumieniu z jednym z dzieci podających piłki, Świątek narzekała, że ciągle oskarżana jest o ekstremalne okazywanie emocji - albo zbyt dużo, albo zbyt mało. Uważała, że było niemożliwe w jej wypadku uniknąć krytyki, co ją przygnębiało. A tymczasem wyniki przez dłuższy czas nie były zadowalające.

Przykry czas osiągnął kulminacyjny punkt w półfinale na kortach Roland Garrosa i porażce z Aryną Sabalenką w ostatnim secie 0:6, trwającym zaledwie 22 minuty, kończącym fenomenalną liczbę 26 wygranych z rzędu we francuskim Wielkim Szlemie. Jak się po tym pozbierać?

Znalazła swoje nogi

Okazuje się, że stosunkowo szybko i dobrze. Dostosowanie się do kortów trawiastych na Wimbledonie nie było całkiem łatwe w pierwszym tygodniu 14-dniowego turnieju, jak zwykle dla Igi, ale od środkowego weekendu - jak w angielskim powiedzonku „she found her feet” - znalazła swoje nogi.

To znaczy nie tylko, że poruszała się lepiej na tej niełatwej nawierzchni do gry w tenisa, lecz wydawała się ogólnie bardziej dostosowana do tych wyjątkowych warunków. Ona sama uważa, ze zawdzięcza to po prostu spędzeniu większej ilości czasu na takich kortach, zaczynając od treningu na Majorce w poprzednim miesiącu.

Awans do finału w rozegranym przed Wimbledonem turnieju w Bad Homburg i teraz dotarcie do drugiego tygodnia rozgrywek na kortach klubu All England dało Polce sporo meczów, żeby w końcu poczuć się lepiej w wykonywaniu tego trudnego zadania tenisowego, z którym nigdy nie szło jej łatwo.

Fissette już wiedział, jak

Pomaga też nowy trener, Wim Fissette. Martwiono się na początku, że Świątek będzie musiała przyjmować wskazówki kierowanie po angielsku zamiast w języku polskim jak za jego poprzedników, Piotra Sierzputowskiego i Tomasza Wiktorowskiego. Tego rodzaju obawy nie wyglądają na uzasadnione.

W pierwszym Wimbledonie w trakcie ich współpracy już jest najlepiej w karierze, bo Iga awansowała właśnie do półfinału. A Fissette ma już za sobą znaczne osiągnięcie w tym mitycznym miejscu, bo doprowadził Angielkę Johannę Kontę do jej najlepszego wyniku w karierze - półfinału w 2017 roku. Została wówczas pierwszą Brytyjką od 1978 roku, która dotarła do najlepszej czwórki Wimbledonu. Co więcej, Konta miała trochę cech wspólnych ze Świątek.

Obydwie przyznawały się do niepewności w graniu na trawie i obydwie posiadają charaktery czułe i skłonne do okazywania emocji. Fissette pomógł Koncie dać sobie z tym radę - i ona okazuje mu swą wdzięczność, chwaląc jego umiejętność głębokiej analizy tenisa, a także wykorzystania danych statystycznych oraz prostą i wyraźną komunikację.

Inspiracja od Carlosa i Novaka

Iga dodatkowo przyznaje się do oglądania meczów paru szczególnych tenisistów podczas tego Wimbledonu. Była skupiona wyjątkowo mocno na grze Carlosa Alcaraza i Novaka Djokovicia. Jest to całkiem zrozumiale, gdyż ta dwójka zdobyła ostatnie 6 tytułów w męskim singlu w All England Club. Najpierw Serb zdobył cztery z rzędu, a teraz po dwa sięgnął Hiszpan - pokonując dwukrotnie w finale „Djoko”. Z przyjemnością ogląda się ich na Wimbledonie, więc Świątek nie jest tu wyjątkiem, ale może ona więcej niż większość innych wyciąga z tego wartościowe wnioski i uczy się, co jest potrzebne, aby na londyńskiej trawie zwyciężać.

Tylko że zmiany w postawie Igi w ciągu tych dwóch tygodni, jak się wydaje, nie są pochodną wpatrywania się w Djokovicia czy Alcaraza, a raczej dzieją się pod wpływem innego tenisisty - Kamila Majchrzaka. W wieku 29 lat Polak stał się dobrym przykładem dla wszystkich innych zawodników w Wimbledonie.

Kamil wygrał mecz w trzeciej rundzie z Arthurem Rinderknechem, najlepszym tenisem w swoim życiu, na korcie numer 12, w najdalszym rogu kompleksu, prawdziwie „pod płotem”. Przypomniało to, że Iga też potrafi grać znakomicie na trawie. Bo to właśnie na tym samym korcie zagrała swój najlepszy mecz na Wimbledonie - pokonała Irine-Camelię Begu 6:1, 6:0 w 2021 roku, także w trzeciej rundzie, właśnie na „dwunastce”. Pozostaje on statystycznie najbardziej dominującym występem Świątek w tym turnieju. Od tamtego czasu podobną kontrolę w jej pojedynkach wimbledońskich widać było tylko momentami.

Zaplątana w pajęczynę

Wówczas, zaraz po Begu, zmierzyła się z Ons Jabeur, która zaplątała Świątek swym tenisem na trawie tak idealnie jak pająk łapie muchę w pajęczynie - i Polka nie pozbierała się z tego aż do minionych dni, już z bardziej pozytywnym podejściem.

Przez długi czas Iga powtarzała, że nie umie grać na trawie, że nie czuje się na niej wygodnie. Znikło to po wyznaniu Kamila o jego miłości do Wimbledonu, o oczekiwaniu na sezon na trawie, o umiejętności dostosowania jego gry do tych kortów. Skupił się na tym, jak trawa mu pomogła w serwisie i z płaskimi uderzeniami z bekhendu.

Jeszcze w zeszłym tygodniu istniała ogromna różnica w poglądach między Kamilem i Igą. Od czasu jego wyczynu na korcie numer 12 coś zmieniło się w jej tenisie na Wimbledonie. Próbowała wytłumaczyć to Anglikom jako nowe poczucie, że piłka „słucha się” jej, czyli robi to, co tenisistka zamierza, uderzejąc rakietą.

Po angielsku słowo „słuchać” ma związek tylko z tym, co przechodzi przez uszy i nie wyznacza skutecznego wykonania czegoś w sposób, który chciało się stosować - jak w języku polskim. Miejscowi kibice byli zdziwieni, że Iga patrzy na piłki jak na stworzenia żyjące, które posiadają słuch i rozumieją to, co ona do nich mówi…

Jak nie stracić radości

Podobnie jak nie spotkali się wcześniej z konsumpcją truskawek z makaronem (i jogurtem), popularnej potrawy w diecie Igi. Doznali szoku, gdy to publicznie ogłosiła, podczas gdy owoce tradycyjnie łączone z tym turniejem podawane są wyłącznie ze śmietaną i cukrem. A może ta dieta jest sekretem odnowy Igi?

Można jednak sądzić, że robiła to już poprzednio i jedyną zmianą w 2025 roku - w stosunku do przeszłości - był przykład Kamila. To, jak pokazał, że można przeżyć wszystkie trudności i nie stracić radości w życiu. Iga też teraz znów się uśmiecha - i dzięki temu raptownie odnalazła wyższy poziom tenisa, albowiem oczywiście cieszy ją też lepsza gra.

Nawet zażartowała w wywiadzie na korcie, że jednym z głównych powodów przyjeżdżania na Wimbledon było „zabrać dla całej mojej ekipy i mnie piękne ręczniki turniejowe”. Może w końcu przekonała się, że stać ją na sięgnięcie po tytuł mistrzowski. Dzięki pomocy Kamila, świadomej czy nie.