Już ona się dowie, z kim gra!
Iga Świątek z Ludmiłą Samsonową powalczy o półfinał Wimbledonu, w którym jeszcze nigdy nie była. Rosjanka, które chce uchodzić za Włoszkę, długo nie chciała wiedzieć, że zmierzy się z Polką…
Iga Świątek ostatnio tak wystraszyła Clarę Tauson, że Dunka na korcie aż się rozchorowała. Ciekawe, co na to rywalka w ćwierćfinale… Fot. PAP/EPA
Mecz 24-letniej Polki z o 2,5 roku starszą Rosjanką rozpocznie się o godzinie 14.00 czasu polskiego na korcie numer 1. Faworytką będzie rozstawiona z numerem 8 Iga Świątek, choć jeszcze nigdy nie dotarła do półfinału londyńskiego turnieju. Raszynianka do tej pory nie radziła sobie najlepiej na trawie, ale w tym sezonie na tej nawierzchni czuje się pewniej. Wygrała już 7 z 8 meczów i wyrównała swój najlepszy wynik w Wimbledonie, docierając do ćwierćfinału po czterech bezdyskusyjnych zwycięstwach.
Ale i dla 19. w światowym rankingu Ludmiły Samsonowej (dwa lata temu była nawet 12.) półka też ustawiona jest wysoko. Przed rozpoczęciem zmagań na londyńskiej trawie była trzecią najwyżej notowaną tenisistką, która nigdy nie dotarła do najlepszej „ósemki” Wielkiego Szlema. Na swoim koncie ma pięć tytułów cyklu WTA, w tym jeden na trawie, rok temu w holenderskim
's-Hertogenbosch. Dwukrotnie dotarła też do finału imprez rangi WTA 1000.
- To mój pierwszy ćwierćfinał, więc czuję wiele emocji - przyznała Rosjanka po meczu 1/8 finału, w którym pokonała Hiszpankę Jessicę Bouzas Maneiro 7:5, 7:5.
Rosjanka, ale Włoszka…
Urodzona 26 lat temu w Oleniegorsku na Półwyspie Kolskim - a więc za kołem podbiegunowym - Samsonowa to ciekawy przypadek rozchwianej tożsamości, coraz częstszej u sportowców z obszaru dawnego Związku Radzieckiego. Gdy została zapytana o entuzjazm Igi Świątek dla polskiego dania makaronu z truskawkami, odparła niemal oburzona: - Jestem Włoszką, więc nie mogę nic na ten temat powiedzieć. Dla Włochów to coś szalonego. Nie mogłoby się nawet przyśnić - robiła zdziwioną minę.
To prawda, z rodzicami do Turynu przeniosła się gdy miała rok, więc rosyjskich wspomnień może nie mieć. Miała jednak przejąć po ojcu jego pasję i grać w tenisa stołowego, ale czy ktoś słyszał o włoskich pingpongistach? Nic dziwnego, że matka ją zniechęciła, „bo tam nie ma pieniędzy”. Później próbowała też łyżwiarstwa figurowego i gimnastyki artystycznej, ostatecznie padło na tenis.
Ludmiła mieszka i trenuje w Rzymie z tamtejszymi szkoleniowcami. Zresztą Italię reprezentowała jako juniorka w latach 2014-18, ale ze względu na surowe przepisy w tym kraju nie mogła otrzymać obywatelstwa i wróciła na łono „matuszki Rossiji”, a kolejnego tłista tej sytuacji dodaje jeszcze fakt, że tenisiści z kraju zbrodniarza Putina nie mogą w rozgrywkach oficjalnie afiszować się państwowymi emblematami. I może dlatego Luda woli dziś przekonywać dziennikarzy, że „jest Włoszką”…
Idzie jak burza
W pełni uprawnione w kontekście rosyjskiej Włoszki (lub włoskiej Rosjanki) jest za to co innego: na razie mknie przez zdecydowanie angielski Wimbledon jak burza. Dwa z jej pierwszych meczów trwały ledwie godzinę z okładem, trzeci niewiele dłużej, dopiero w czwartym - z Bouzas Maneiro - potrzebowała do zwycięstwa dwóch godzin bez kwadransa. Nie straciła jeszcze seta, ale tylko 18. w rankingu Daria Kasatkina była rywalką z Top 40, i dopiero Świątek będzie dla Samsonowej pierwszym poważnym wyzwaniem.
Owszem, Rosjanka ma na koncie 10 zwycięstw z zawodniczkami z Top 10, ale żadnego nie odniosła na Wielkim Szlemie. Niedawno na trawie w Berlinie pokonała nr 3 Jessicę Pegulę i po raz pierwszy w karierze wygrała starcie, w którym musiała bronić piłek meczowych. To dodało jej pewności siebie przed Wimbledonem. - Myślę, że teraz zaczynam bardzo dobrze wiedzieć, kim jestem, jaką tenisistką jestem. Układanka po prostu składa się w całość - zauważyła Samsonowa.
Pełna dominacja
Ale i Świątek na All England Club prezentuje się bardzo solidnie: dobrze serwuje, częściej niż zwykle biega do siatki, tradycyjnie świetnie porusza się na linii i z wyczuciem odczytuje zagrania rywalek. I choć wciąż zdarzają jej się niezrozumiałe „przypały”, gdy piłkę wystarczyłoby tylko przebić, to jednak Iga coraz częściej poskramia swoją bezkompromisowość, za sprawą której piłki lądowały zwykle na aucie - jest bardziej cierpliwa, dłużej i konsekwentnie buduje akcje, które w końcu wygrywa. Polka straciła tylko jednego seta - w 2. rundzie z Amerykanką Caty McNally - a potem był niemal perfekcyjny mecz z Danielle Collins (6:2, 6:3) i - poza początkiem - równie świetny w 1/8 finału z nr 23 Clarą Tauson. 6:2, 6:3. Ten ostatni trwał ledwie godzinę i 5 minut.
Nic dziwnego, że Polka znów będzie faworytką, tym bardziej, że z Samsonową wygrała wszystkie cztery dotychczasowe spotkania, ostatnie rok temu w 1/8 finału US Open 6:4, 6:1. Trzy razy areną tych potyczek były korty twarde, a jedynego seta przegrała w pierwszym meczu - przed trzema laty na mączce w Stuttgarcie. Na trawie więc tenisistki otworzą nowy rozdział.
- Mamy za sobą kilka zaciętych spotkań. Wiem, że lubi też szybkie nawierzchnie. Nie jestem zdziwiona, że zaszła tu daleko. Już wcześniej zdarzało jej się sprawić niespodzianki. Z pewnością czeka mnie wyzwanie - analizowała Samsonową Świątek.
Rywal? Nie chcę wiedzieć!
Jedna rzecz obie tenisistki łączy - nie spoglądają zbyt daleko w turniejowe drabinki, o tym, z kim zagrają, dowiadują się dopiero przed każdą kolejną rundą. Rosjanka posunęła tę regułę niemal do absurdu: po 1/8 finału poprosiła dziennikarzy, by nie mówili jej, z kim może się zmierzyć w ćwierćfinale. - To mi pomaga psychicznie. Nie myślę o meczu zbyt wcześnie, bo wtedy zaczynam wypalać sobie umysł, za dużo myśli się pojawia - przyznała 26-letnia tenisistka, która żartuje, że łatwiej jej pozostać w błogosławionej nieświadomości, gdyż „media społecznościowe się mną nie interesują”.
O tym, z kim przyjdzie jej walczyć o pierwszy wielkoszlemowy półfinał w karierze, Rosjanka miała rzekomo dowiedzieć się dopiero we wtorek wieczorem, praktycznie na ostatnią chwilę przed spotkaniem.
Świątek zapytana o podejście Samsonowej nieco się zdziwiła, ale przyznała, że to rozumie. Zażartowała jednak, że... sama jej powie, z kim będzie grała w ćwierćfinale. W środę wczesnym popołudniem żarty pójdą na bok, Iga powinna dobitnie uświadomić Ludę, z kim miała do czynienia!
Tomasz Mucha
12 ĆWIERĆFINAŁÓW Wielkiego Szlema osiągnęła Iga Świątek - 24-letnia Polka jest najmłodszą tenisistką od 17 lat, która tego dokonała; Rosjanka Maria Szarapowa miała 21 lat przy okazji Australian Open 2008. Od szlemowego debiutu raszynianki w 2019 r. tylko Aryna Sabalenka dotarła do większej liczby ćwierćfinałów - 13.