Sport

Jan na ziemi

POWRÓT DO KORZENI - Michał Listkiewicz

Król Anglii Jan bez Ziemi, panujący na przełomie XII i XIII wieku, nie zapisał się złotymi zgłoskami w historii Albionu. Do dziś wspominany jest jako okrutnik, skąpiec i bezbożnik. Na dodatek skłócił się z wpływowymi baronami, a i na polu bitwy nie był orłem; w 1200 roku musiał skapitulować przed Francuzami.

Nasz nowy selekcjoner Jan Urban być może też nie posiada ziemi (może ewentualnie jakąś działkę w Jaworznie i Pampelunie?), ale z piłkarskimi baronami na pewno się nie skłóci. Z Francuzami na razie też nie przegra, chyba że za rok w finałach mundialu. Jego nominacja bardzo mnie ucieszyła z wielu powodów. Po pierwsze, optowałem za tą kandydaturą już ładnych kilka lat temu, po drugie, Jana namaścił sam Leo Beenhakker, z którym współpracował w reprezentacji, po trzecie, nie znam osoby, która powiedziałaby o nim złe słowo, po czwarte, potrafił dogadać się z Lukasem Podolskim, więc dogada się i z Robertem Lewandowskim, po piąte, jego reputacja w Hiszpanii jest tak wielka, że restauracje w Pampelunie obsługują go za darmo, a przyjaciół - do których się zaliczam - za pół ceny, po szóste, pracując w czołowych polskich klubach udowodnił, że jest fachowcem wysokiej próby, po siódme na pierwszej po nominacji konferencji prasowej pokazał klasę, elokwencję, kulturę, ale też stanowczość i obiektywną ocenę sytuacji. Mógłbym dodać po ósme, dziesiąte, siedemnaste i pięćdziesiąte, wyliczając plusy nowego selekcjonera, ale gazeta nie jest z gumy.

Wspominając poprzednika wykazał klasę, choć bez wazeliny. Decyzję o odebraniu opaski kapitańskiej Robertowi Lewandowskiemu skomentował jednoznacznie negatywnie. Nie oczekuję takiego przekazania selekcjonerskiej pałeczki jak w wykonaniu Pawła Janasa i Leo Beenhakkera. To był majstersztyk poziomu zmiany władzy na ławce trenerskiej. Trochę przyłożyłem do tego rękę, wynająłem elegancką restaurację Magdy Gessler, zaprosiłem tłum dziennikarzy. Teraz nie te czasy, zresztą Michał Probierz zalicza kolejne dołki na amerykańskich polach golfowych.

Urbanowi najbliżej do Adama Nawałki i to pod wieloma względami. Reprezentowali podobny styl gry, oparty na nienagannej technice, elegancji, świetnym przeglądzie pola, dostrzeganiu partnerów, tworzeniu dobrych relacji poza boiskiem. Jako trenerzy uśmiechnięci, spokojni, konkretni, nie ukazujący niezdrowych emocji, nie szukający wymówek w błędach arbitrów, brutalnej grze rywali, nierównym boisku, pogodzie. Pewnie znali złote myśli legendarnego Kazimierza Górskiego. Nie tylko te filozoficzne w stylu „mecz można wygrać, przegrać albo zremisować” lub „piłka jest okrągła, a bramki są dwie”, lecz także bardzie praktyczne: „nie krytykuj sędziów, bo stracisz argumenty, oceniając piłkarzy” lub „im dłużej my posiadamy piłkę, tym krócej mają ją rywale”.

Obu panów - Urbana i Nawałkę - łączy też praca w Górniku Zabrze, istnej kuźni wybitnych osobowości szkoleniowych. Z racji mojej hungarofilii wspomnę  Gezę Kalocsaia, który dał się zapamiętać nie tylko jako wspaniały trener, współtwórca epokowych sukcesów, lecz także jako człowiek nie stroniący od uciech życia doczesnego. Bor, lanyok es enek, czyli wino, kobiety i śpiew. Bodajże Włodek Lubański opowiadał mi jak to klubowy autokar z piłkarzami udający się na ważny mecz podjechał pod zabrzańskie mieszkanie pana Gezy, który miał dołączyć o 10.00 rano. Po długim oczekiwaniu zniecierpliwiony kierownik drużyny zaczął krzyczeć pod oknem i na balkon wyszła skąpo ubrana młoda pani - o zdecydowanie słowiańskim, a nie madziarskim wyglądzie - oznajmiając, że trener już jest w windzie.

Węgrów kocham miłością szczerą i proszę mi teraz nie wyjeżdżać z Orbanem, którego znam dobrze, ale coraz mniej rozumiem. Chociaż, czy dbanie o własny naród bardziej niż o inne nacje to naprawdę wada? Koniec z polityką, wracamy do sportowych wątków.

Kończąc wątek selekcjonerski wspomnę jeszcze, że w najgorszym stylu pałeczkę przekazał Zbigniew Boniek Pawłowi Janasowi. Ani be, ani me, ani kukuryku, że posłużę się cytatem z Prezydenta Lecha Wałęsy. Słów o klasie trenerskiej Janasa nie będę cytował, młodzież też czyta „Sport”.

Jeremy Sochan to jest gość! Zaprzyjaźniona ze mną jego babcia Lucyna poinformowała, że zielonowłosy wnuk przyjedzie zza oceanu na zgrupowanie reprezentacji Polski już od pierwszego dnia choć przepisy NBA stanowią inaczej. Aby ich nie łamać, Jeremy przez pierwsze dni będzie trenował indywidualnie. Wielka klasa, co niniejszym dedykuję Robertowi Lewandowskiemu nawiązując do rezygnacji z gry w meczu z Finlandią. Co oczywiście nie tłumaczy absurdalnej decyzji byłego selekcjonera o odebraniu opaski, której przecież w Helsinkach i tak nie mógłby założyć.

Adam Nawałka, zanim zasiadł w fotelu selekcjonera, z dobrej strony zapisał się w historii Górnika Zabrze. Czy podobną drogę przejdzie Jan Urban? Oby... Fot. Łukasz Laskowski/Pressfocus