Sport

Jak został królem

Gdy Angel Rodado trzy lata temu trafił do Wisły, nikt nie przypuszczał, że stanie się jedną z legend klubu, który ma ich na pęczki.

W maju 2024 roku Angel Rodado osiągnął największy sukces w karierze. Po wygranej nad Pogonią Szczecin zdobył z Wisłą Puchar Polski. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

WISŁA KRAKÓW

Dla zawodników takich jak on ludzie przychodzą na stadiony, ale w Krakowie kochają go nie tylko za gole, ale też dlatego, jakim jest człowiekiem. Gdy składa się do strzału lewą nogą, bramkarze drżą, bo przeważnie jest to soczyste i bardzo celne uderzenie. Przy Reymonta zaczynał jako jeden z wielu, a teraz jest bożyszczem tłumów, który znów pokazał, że pieniądze to nie wszystko. 

Stadion ogarnięty euforią

Spadek Wisły z ekstraklasy dla wielu był szokiem. Jerzy Brzęczek nie uratował drużyny przez spadkiem, ale pozostawiono go za sterami, dodatkowo poszerzając władzę o kompetencje dyrektora sportowego. Lepił kadrę z tych, którzy zostali i sprowadzał nowych. Biała Gwiazda nie mknęła z powrotem do ekstraklasy, Brzęczek utrzymał się przez 12 meczów. To jednak on sprowadzał do klubu Angela Rodado. Kibice domagali się napastnika, a były selekcjoner obiecywał, że go sprowadzi. Było tylko jedno „ale” – chciał zawodnika, do którego w pełni jest przekonany. Kibice byli niecierpliwi, na trenera wylewała się fala hejtu. Telenowela z pozyskaniem snajpera trwała długo i przeciągnęła się do 20 sierpnia.

Pod Wawel trafił uśmiechnięty 25-latek z rozjaśnionymi włosami. Wisła zdecydowała, że zaprezentuje Rodado nietypowo. Skoro kibice czekali tak długo, to potrzymano ich w napięciu. Podpisanie trzyletniej umowy ogłoszono kilka minut przed spotkaniem. Kilkunastotysięczna publiczność zareagowała aplauzem na komunikat spikera i grafikę na telebimach.

Ponad pół roku bez liczb

W debiucie potrzebował sześciu minut, by strzelić gola Chrobremu Głogów. W dwóch kolejnych meczach dołożył trzy. Miesiąc później Brzęczek odszedł z Wisły i zastąpił go Radosław Sobolewski. Dla Rodado zaczął się gorszy okres. Grał, ale miesiącami nie mógł pokonać bramkarza w lidze. Asysty? Jedna. Przełamał się po 183 dniach. Sobolewski zawsze w niego wierzył i bronił. Po przełamaniu powiększył dorobek o jeszcze pięć bramek. Wcześniej był w cieniu Luisa Fernandeza i właśnie pod jego nieobecność rozegrał jeden z pierwszych wielkich meczów. Jego rodak nie mógł wystąpić w Bielsku-Białej, w meczu bardzo istotnym dla układu tabeli, i wtedy Rodado skradł show, zdobywając dwie bramki. Wynik ustalił po solowej akcji, w której mijał rywali jak tyczki i na koniec uderzył nie do obrony. Czy to był jego najlepszy występ dla Białej Gwiazdy? Miał wątpliwości. – Nie jestem do końca zadowolony ze współpracy z zespołem. Miałem wcześniej lepsze występy pod tym względem.

Wyszedł z cienia

Wisła nie awansowała do ekstraklasy, przegrała półfinał baraży z Puszczą Niepołomice. Fernandez nie przedłużył umowy, połakomił się na ofertę Lechii Gdańsk. Po jego odejściu Rodado wyszedł z cienia i rósł z każdym spotkaniem. W sezonie 2023/24 drużyna znów nieskutecznie walczyła o wydostanie się z 1. ligi, ale zdobyła Puchar Polski. Rodado został królem strzelców na zapleczu ekstraklasy, notując 22 trafienia, a pięć dołożył w pucharze. Na koncie miał jednego hattricka i sześć dubletów. W końcówce sezonu w siedmiu meczach z rzędu strzelił łącznie dziewięć goli. Ostatnie rozgrywki też zakończyły się nie po myśli wiślaków, jednak Rodado znów był motorem napędowym.

Nie tylko świetny piłkarz

Napastników rozlicza się z liczb, ale dla trenerów liczą się też inne aspekty: wpływ na atmosferę w szatni, gra zespołowa, a nie pod siebie. Gdy nie mógł występować kapitan Alan Uryga, to właśnie Hiszpan przejmował opaskę. To było dla niego ważne, dodawało pewności siebie, ale nie potrzebował kawałka materiału, by coraz więcej znaczyć nie tylko na boisku. Rodado zarabia w Wiśle duże pieniądze, ale przedłużeniem umowy do 2030 roku pokazał, że kasa to nie wszystko, bo w Bułgarii czy Turcji mógł dostawać znacznie więcej. Gdyby odszedł tego lata, żaden kibic krakowskiego klubu nie powiedziałby na niego złego słowa. On zawsze dawał z siebie maksimum, przeżywał wpadki, ekspresowo wracał po nielicznych kontuzjach. Gdy wiosną klub wypuścił kolekcję gadżetów Angela Rodado i zorganizował spotkanie z piłkarzem, ten przez bite kilka godzin składał autografy i ze szczerym uśmiechem pozował do zdjęć. Zostaje, więc jeszcze będą okazje.

Michał Knura