Jak za dawnych lat
Łódzko-śląskie kontakty piłkarskie zawsze były bardzo ożywione.
Po krakowsko-łódzkiej konfrontacji pora na łódzko-śląską. W ŁKS-ie, z Fabianem Piaseckim (w środku), mają o czym myśleć. Fot. Artur Kraszewski / Press Focus
W najbliższy weekend do Łodzi zawitają zespoły Polonii Bytom (na mecz z ŁKS-em w I lidze w piątek) i GKS-u Katowice, który w sobotę rozegra mecz w ekstraklasie z Widzewem.
Granie na jubileusz
Co ciekawe, grano nie tylko o ligowe punkty. W przeszłości odbywały się też mecze międzyokręgowe Łódź – Śląsk. Pierwszy już w roku 1925, a więc jeszcze przed erą ligową (3:2 dla Katowic), ostatni 7 listopada 1979 roku (1:1 na stadionie ŁKS-u). Warto przy okazji najbliższej konfrontacji ligowej przypomnieć to spotkanie, które miało uświetnić jubileusz 60-lecia ŁOZPN-u.
Kilka dni wcześniej doszło do podwójnej rywalizacji ligowej łodzian z klubami z województwa katowickiego. ŁKS wygrał z mającym wówczas duże aspiracje Zagłębiem w Sosnowcu 3:2 (hat-trick Henryka Miłoszewicza), a Widzew zremisował 0:0 w Zabrzu z Górnikiem. Grało wtedy w ekstraklasie aż sześć drużyn z regionu: oprócz Zagłębia i Górnika jeszcze Ruch, GKS Katowice, Polonia Bytom i Szombierki.
Trener Wacław Pegza powołał do reprezentacji Łodzi dziewięciu piłkarzy Widzewa i ośmiu z ŁKS-u, ale w meczu zagrało ośmiu widzewiaków i czterech z ełkaesiaków: Burzyński – Dziuba, Bulzacki, Tłokiński, Możejko – Błachno, Boniek, Sobol, Pięta – Smolarek (46. Rozborski), Terlecki. Zabrakło wspomnianego wyżej Miłoszewicza, który był kontuzjowany. Śląsk zagrał w mocno mieszanym składzie, złożonych z zawodników czterech klubów: Bolesta (Ruch) – Sroka (Szombierki), Mierzwiak (Szombierki), Dolny (Górnik), Rudy (Zagłębie) – Nagiel (Szombierki), Wieczorek (Górnik), Wojtowicz (Szombierki), Małnowicz (Ruch) – Mikołajów (Zagłębie), Benigier (Ruch). Jak widać z Polonii i GieKSy, a więc zespołów, które zagrają teraz w Łodzi, nie było nikogo, a liczbowa przewaga Szombierek nie powinna dziwić, bo był to wówczas najsilniejszy śląski zespół, zmierzający po mistrzostwo Polski w roku 1980. Skończyło się remisowo: na bramkę Henryka Wieczorka w 84 minucie golem strzelonym głową odpowiedział minutę później Tadeusz Błachno. Grali również oldboje: goście ze Śląska wygrali 4:1 po golach Edwarda Hermana z Ruchu i Kazimierza Trampisza z Polonii. W reprezentacji Łodzi grali między innymi Paweł Kowalski, Jerzy Sadek, Bolesław Szadkowski i Robert Grzywocz, ale ze Śląska przyjechała silna paka z Gerardem Cieślikiem, Romanem Lentnerem, Ryszardem Grzegorczykiem, Antonim Piechniczkiem i Stefanem Florenskim. Szkoda, że dzisiaj nie ma już w kalendarzu miejsca na takie mecze…
Przypomnieć warto, że w latach 1947-63 rozgrywano nawet oficjalne mecze międzyokręgowe o Puchar imienia Józefa Kałuży.
To był ligowy klasyk
Łódzkie zespoły ligowe mają się z czego tłumaczyć po ostatniej kolejce. W ŁKS-ie nie widać żadnych zmian na lepsze w porównaniu z poprzednim sezonem, ale 0:5 z Wisłą w Krakowie to jednak szok dla kibiców. Nic nie wnieśli jeszcze do drużyny piłkarze z Bundesligą, MLS-em i gliwickim Piastem (Miłosz Szczepański) w życiorysie. Najbardziej starali się w Krakowie – tak jak w poprzednim meczu ze Zniczem – Fabian Piasecki i Serhij Krykun, ale i oni nie byli w stanie nic zrobić. Zespół niewątpliwie rozbiła kontuzja bramkarza Aleksandra Bobka już w drugiej minucie meczu – potem wszystko, co leciało w stronę łódzkiej bramki, wpadało do siatki. Trener Szymon Grabowski nawet nie próbował się tłumaczyć: – Nie pomogliśmy sobie tym meczem, zawiedliśmy wszystkich dookoła – mówił.
Dobrą wiadomością jest fakt, że kontuzjowani Bobek i Gustaf Norlin trenują normalnie z zespołem. Trenuje już także leczący się od marca stoper Łukasz Wiech, ale wątpliwe, by można na niego liczyć już w piątek. Ci, co zawiedli, sami będą teraz musieli się zrehabilitować. A bytomską Polonię łódzcy kibice obejrzą z przyjemnością w akcji, bo nie było jej w Łodzi od 2009 roku (nie licząc niedawnego meczu z rezerwami w II lidze)! W 2013 roku meczu w Łodzi już nie było, bo chociaż oba zespoły grały w I lidze, to ŁKS zbankrutował wcześniej i rozgrywek już nie dokończył. Spadły, i to aż w otchłań IV ligi, obie drużyny, a przecież kiedyś był to jeden z ligowych klasyków: wyścig Włókniarza Łódź z Ogniwem Bytom o mistrzostwo Polski w 1954 roku zakończył się „fotofiniszem” (bytomianie zdobyli tytuł lepszym bilansem bramek), a już pod tradycyjnymi nazwami w roku 1958 kolejność w końcowej tabeli była odwrotna. Nie wiem, czy w Bytomiu są świadomi tego faktu, ale do ŁKS-u i Polonii należy nieoficjalny rekord frekwencji na starym stadionie przy alei Unii: według szacunków w gazetach remisowe 0:0 21 sierpnia 1971 roku oglądało aż 45 tysięcy widzów!
Rachunek sumienia
Widzew przegrał w Białymstoku tylko 2:3, ale rozsierdził swoich kibiców jeszcze bardziej niż ŁKS pięciobramkowym prysznicem. Mając mecz pod kontrolą, drużyna z Łodzi straciła dwa gole w doliczonym czasie po katastrofalnych błędach obrony i bramkarza. Rafał Gikiewicz rozgrywał w Białymstoku 50 mecz ligowy z rzędu i powinien teraz odpocząć, bo wyraźnie nie wytrzymuje stresu i coraz częściej zdarzają mu się fatalne pomyłki. Jest rezerwa w osobie doświadczonego już w ekstraklasie Macieja Kikolskiego.
Widzew stawia na atak. Sezon dopiero się rozpoczyna, a Sebastian Bergier strzelił już w nowym klubie sześć goli. Co prawda cztery w sparingach, ale w każdym swoim występie potwierdzał, że jest kandydatem na następcę niedawno grających Sancheza i Rondicia. O dorównaniu Markowi Koniarkowi w ustawianiu się na polu karnym jeszcze jednak niech na razie za dużo nie myśli.
Przypomniał się Koniarek, bo Widzew w sobotę grać będzie z GKS-em. Jeżeli istnieją w futbolu pojęcia „niezasłużonej porażki” i „szczęśliwego zwycięstwa”, to mecz Widzewa z Jagiellonią był tego najlepszym przykładem. Wygrywając i nie dopuszczając wręcz rywala do stworzenia zagrożenia pod swoją bramką, Widzew w niezrozumiały sposób w doliczonym czasie dał sobie wbić dwa gole. Groźni są widzewscy skrzydłowi: Samuel Akere gra na razie efektowniej i skuteczniej od swojego rówieśnika Mariusza Fornalczyka, wychowanka Polonii Bytom. Do 90 minuty nie było zastrzeżeń do obrońców, ale dwa gole w końcówce to także efekt niezrozumiałej pomroczności bezbłędnego do tej pory Ricardo Visusa i jego partnera Michała Żyry na środku obrony. Można się teraz zastanawiać, po co były te zmiany: Widzew kończył bez Shehu, Alvareza, Akere i Fornalczyka… Rachunek sumienia musi zrobić przed sobotnim meczem więctakże trener Żeljko Sopić.
Wojciech Filipiak
