Im strzelać nie kazano
Jeśli się nie zdobywa bramek, to trudno myśleć o zwycięstwach. Wie coś o tym Zagłębie Sosnowiec, które poniosło drugą porażkę z rzędu.
Michał Barć (z prawej) starał się, żeby Zagłębie nie wyjeżdżało z Sułowa na tarczy, ale mu się nie udało. Fot. Zagłębie Sosnowiec
Przed tygodniem Sosnowiczanie ulegli 0:1 Sparcie Katowice, a w sobotę w identycznych rozmarach przegrali z Baryczą Sułów. Zagłębie chciało przerwać serię beniaminka, który na swoim miejscu jest niepokonany od... 18 listopada 2023 roku. Skończyło się na planach i tym samym ekipa z Sułowa po raz 46. z rzędu zapunktowała na własnym boisku. Trudno jednak - w przypadku zespołu trenera Tomasza Łuczywka - myśleć o wygranych, skoro ze skutecznością jest się na bakier.
Pod bramką Baryczy najgroźniej robiło się, gdy z rzutów wolnych przymierzał Michał Barć; za pierwszym razem trafił w słupek, a za drugim świetnie interweniował golkiper gospodarzy. Zagłębie stwarzało bramkowe okazje, ale brakowało wykończenia. Najaktywniejszy w ofensywie był wspomniany Barć. W pierwszej połowie stroną dominującą byli goście, lecz z ich optycznej przewagi niewiele wynikało. Miejscowi natomiast nastawili się na kontry, po których kilka razy zagotowało się pod bramką Dawida Kudły.
Po zmianie stron ataki Sułowian były coraz groźniejsze. Przed niezłą szansą stanął m.in. Patryk Caliński, ale były gracz Zagłębie spudłował. Znacznie więcej zimnej krwi zachował Adrian Puchała. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i sporym zamieszaniu (futbolówka była podbijana czterokrotnie) przyjął piłkę lewą nogą tuż przez polem bramkowym i przewracając się, efektownie huknął z prawej nie do obrony. Jak się później okazało, było to trafienie na wagę trzech punktów dla zespołu, który mimo miana nowicjusza spisuje się przyzwoicie, a na początku sezonu był nawet liderem. Niewiele jednak brakowało, a spadkowicz doprowadziłby do wyrównania. Z rzutów wolnych szczęścia próbowali Barć i Patryk Gogół, ale pierwszy przestrzelił, a po kopnięciu tego drugiego odbita od muru piłka minęła poprzeczkę. Dla Zagłębia to druga porażka z rzędu i drugi mecz bez zdobyczy bramkowej.
- To nie przypadek, że w drugim meczu z rzędu straciliśmy gola po stałym fragmencie gry, a w siedmiu meczach przegraliśmy po raz trzeci. Na ten moment nie zasługujemy na miejsce w czubie tabeli. Musimy poprawić skuteczność, bo to element, nad którym ubolewamy. Strata do czołówki wzrosła, a kolejne mecze będą trudniejsze. Musimy zrobić wszystko, żeby wrócić na zwycięskie tory, bo porażek w ostatnich latach było za dużo - powiedział trenera Zagłębia, Tomasz Łuczywek.
Patrząc na problemy ze skutecznością, być może trzeba będzie sięgnąć do zespołu rezerw, dla którego gole regularnie strzela 38-letni Kamil Biliński. Doświadczony napastnik rozstał się z klubem po dwóch latach, przed rozpoczęciem minionego sezonu, ale od niespełna dwóch miesięcy ponownie pracuje w Zagłębiu jako trener w akademii i gra w piątoligowym drugim zespole. Patrząc na strzelecką indolencję jego młodszych kolegów, ryzyka w takiej zagrywce nie powinno być zbyt wiele.
Krzysztof Polaczkiewicz
◼ Barycz Sułów - Zagłębie Sosnowiec 1:0 (0:0)
1:0 - Puchała, 64 min
BARYCZ: Szyptur - Caliński, Tomaszewski, Bogusławski, Majbroda – Kotowicz (67. Stempin), Gil (83. Recław), Puchała (67. Spychała), Leończyk - Onoh, Grzelczak (83. Przybylski). Trener Tomasz HORWAT.
ZAGŁĘBIE: Kudła - Kośmicki (77. Sikorski), Rozwandowicz, Gryszkiewicz - Krawiec, Rodriguez (77. Predenkiewicz) , Tront, Jarek (77. Kupidura) - Gogół (77. Madej), Barć - Podgórski (69. Chmarek). Trener Tomasz ŁUCZYWEK.
Sędziował Maciej Skrzypczak (Brodnica). Widzów 650.
Żółte kartki: Kośmicki, Gryszkiewicz, Krawiec.
