Sport

Iberyjski kierunek

Radomiak sprowadził na razie dwóch zawodników - jednego z ligi hiszpańskiej, a drugiego z portugalskiej.

Vasco Lopes przenosi się z portugalskiej ekstraklasy do Radomiaka. Fot. Radomiak/rksradomiak.pl

RADOMIAK RADOM

Radomiak, jak co roku, wykonuje na rynku transferowym ruchy niestandardowe. Odkąd radomska ekipa awansowała do ekstraklasy w 2021 roku, składała się w sporej części z zawodników zagranicznych. Jeszcze w premierowym sezonie w elicie w składzie dało się znaleźć kilku znaczących Polaków, bo w Radomiaku grali Mateusz Radecki, Daniel Łukasik, Filip Majchrowicz, Mateusz Cichocki czy Karol Angielski, który ustrzelił 18 bramek i od razu wyjechał do Sivassporu.

Później jednak Biało-czerwonych było coraz mniej, a zaczęli pojawiać się anonimowi zawodnicy portugalskojęzyczni. Jedni okazywali się niezłymi wzmocnieniami, jak Joao Peglow, Leonardo Rocha, Luizao, Maurides czy Pedro Enrique. Inni - jak Thabo Cele, Mario Rondon, Tiago Matos, Guilherme Zimovski - po prostu zawodzili. Niezależnie od tego, jak silni lub jak słabi są obcokrajowcy w Radomiaku, fakty są takie, że są oni przeważającą częścią w szatni drużyny. W poprzednim sezonie tylko 31 procent składu stanowili Polacy w Radomiu. To oczywiście nie jest najniższy wynik, bo w klasyfikacji za Radomiakiem są jeszcze Pogoń (29,6), Lechia (29,5), Cracovia (22,9) oraz Raków (18,9), ale mimo wszystko obcokrajowców w ekipie dowodzonej przez Joao Henriquesa jest dużo.

Regularny drugoligowiec

I ta statystyka zapewne nie zmieni się w kolejnym sezonie, bo Radomiak już wyruszył na polowanie na nieszablonowych zawodników. Najpierw jednak, dość nietypowo dla siebie, odnalazł nowego piłkarza w Hiszpanii. Co prawda Jeremy Blasco jest Francuzem, ale praktycznie całe życie piłkarskie spędził w Hiszpanii. Pochodzi z miejscowości Bajonna, która znajduje się tuż przy granicy z Hiszpanią. Do Kraju Basków, a konkretnie do miasta San Sebastian, miał tylko kilkadziesiąt minut drogi. Dlatego wychowywał się właśnie w akademii Realu Sociedad.

Zapewne patrząc na nazwisko zawodnika, większości z nas nic ono nie mówi. I nie musi, bo Blasco nigdy nie przebił się do pierwszej drużyny z San Sebastian. Grał jedynie w rezerwach. Mimo tego trzeba przyznać, że nie jest to pierwszy lepszy piłkarz z Półwyspu Iberyjskiego. 26-letni defensor ostatnie trzy lata grał w Huesce na drugim szczeblu rozgrywkowym. Był podstawowym zawodnikiem zespołu na zapleczu La Ligi. I być może nie jest to osiągnięcie wybitne, ale już nie raz piłkarze przychodzący nawet z niższych lig hiszpańskich udowadniali, że w Polsce mogą być gwiazdami. I Blasco ma szansę taką gwiazdą zostać. Skoro w Huesce potrafił się odnaleźć, to dlaczego nie miałby odgrywać pierwszoplanowej roli w Radomiaku?

Z Benficą, Porto i Sportingiem

Z kolei drugi zawodnik, który zdecydował się na transfer do Radomia, już poniekąd wpasowuje się w ramy typowego zawodnika sprowadzanego do Radomiaka. Vasco Lopes, bo o niego chodzi, przede wszystkim jest reprezentantem Republiki Zielonego Przylądka (wcześniej w Radomiaku z tego kraju grali Vagner Dias, Edi Semedo i Lisandro Semedo). W narodowych barwach rozegrał do tej pory 4 mecze. Urodził się natomiast w Portugalii i właśnie w klubach z tego kraju grał. Wychowywał się w akademii Benfiki, trafił także do młodzieżowych grup Sportingu. Później jednak tułał się po nieco słabszych ekipach, a ostatnio grał w drużynie AVS, z którą awansował do portugalskiej ekstraklasy!

I na tym polega jego wyjątkowość, bo w poprzednim sezonie grał na najwyższym szczeblu dość regularnie. Skrzydłowy wystąpił w 24 spotkaniach (w sumie 1046 minut), w których dwa razy trafił do siatki i zaliczył dwie asysty. Jego drużyna zajęła trzecie miejsce od końca, więc walczyła w barażach o utrzymanie. W dwumeczu osiągnęła sukces i w przyszłym sezonie AVS dalej będzie grał w portugalskiej elicie. W zespole zabraknie jednak już 25-letniego Vasco Lopesa. Zawodnik, który jeszcze w kwietniu wystąpił przeciwko Benfice, w marcu zagrał w starciu z Porto, a w lutym zremisował ze Sportingiem, teraz trafia do Radomia.

Ciekawe są więc koleje losu zawodników, których wypatruje radomski dział skautingu. Trzeba jednak przyznać, że na papierze dwójka sprowadzonych ostatnio piłkarzy nie wygląda tragicznie. Może ich nazwiska nic nam nie mówią, ale z całą pewnością nie są to piłkarze ściągnięci z piłkarskiej emerytury lub z futbolowych nizin. Na razie więc Radomiak trzyma się swojej polityki transferowej, delikatnie ją ulepszając.

Kacper Janoszka