Hicior z wątpliwościami
Nie wszyscy są przekonani do transferu Luisa Diaza do Monachium.
Nowy skrzydłowy Bayernu od razu wskoczył do treningu z zespołem. Fot. Imago/PressFocus
NIEMCY
Droga od „nie na sprzedaż!” do „oto mój numer konta” potrafi być w futbolu bardzo krótka. Bayern ściągnął właśnie za 70 mln euro (plus 5 mln w bonusach) Luisa Diaza, skrzydłowego Liverpoolu, który stał się jego trzecim najdroższym nabytkiem w historii. Więcej Bawarczycy zapłacili tylko za Lucasa Hernandeza (80) i Harry'ego Kane'a (95). The Reds z kolei w końcu coś zarobili, bo jak do tej pory wydali tego lata ponad 300 mln (z czego ok. 250 wylądowało... w Bundeslidze). Diaz to także trzecia najdroższa sprzedaż Anglików – po Luisie Suarezie (82 mln) i Philippe Coutinho (135 mln), których w przeszłości ściągnęła Barcelona.
Argumenty za i przeciw
Bayern musi wzmocnić ofensywę i poszerzyć wybór, o czym kiedyś już pisaliśmy. Diaz to piąty „pewny” zawodnik na cztery pozycje z przodu, nie wliczając w to kontuzjowanego Jamala Musiali ani młodzików. Zwolennicy transferu Kolumbijczyka podkreślają, że monachijczycy ściągnęli gwiazdę Liverpoolu, mistrza Anglii. Krytycy wskazują jednak, że jest to ruch przepłacony; Diaz w styczniu skończy 29 lat, a w barwach The Reds nie imponował liczbami w takiej skali, w jakiej by się mogło wydawać – 148 występów, 41 goli, 23 asysty. Analizujący ten transfer Maciej Netz na portalu X wskazał, że wbrew pozorom Diaz nie jest typowym skrzydłowym – stosunkowo rzadko wchodzi w pojedynki, nie słynie z akcji kojarzonych z tą pozycją, w stylu zejście do środka i strzał. Kolumbijczyk najgroźniejszy jest w sytuacji, gdy przesuwa się w stronę środka boiska, tak też zdobył większość bramek w minionym sezonie (17 goli i 8 asyst w 50 występach). W przypadku jego przejścia do Bayernu ważny jest też inny aspekt, bardzo często pomijany – a mianowicie... gra w defensywie. Bawarczycy pod wodzą trenera Vincenta Kompany'ego słyną z wysokiego pressingu i częstokrotnego krycia jeden na jeden na całym boisku. Diaz, jak na skrzydłowego, bronić potrafi bardzo dobrze, a to może być kluczowe dla realizacji pomysłu taktycznego belgijskiego szkoleniowca.
Zawsze marudzą
Diaz nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów Bayernu. Tematem w Monachium wciąż jest Nick Woltemade, ale władze klubu ze Stuttgartu wciąż nie chcą rozmawiać z mistrzami Niemiec. Sam napastnik podchodzi do tematu profesjonalnie, nie zaniedbuje obowiązków, ale nie jest zadowolony i chce przejść do Bayernu. Media naszych sąsiadów podają, że podobno... poprosił nawet klubowe szefostwo, aby w końcu usiadło do stołu z monachijczykami (regularnie odmawiają spotkania). Bawarczycy ciągle mają też na oku Christophera Nkunku z Chelsea czy Xaviego Simonsa, który chętnie odszedłby z Lipska, gdzie swoje kontakty ma dyrektor Bayernu Max Eberl, wcześniej przecież zatrudniony w RB. Należy też spodziewać się odejść z zespołu – by wymienić Joao Palhinhę, Paula Wannera czy Sachę Boeya. Wątpliwe jednak, aby przynieśli oni klubowi takie pieniądze, aby były znaczące w kontekście dalszych wzmocnień. A jak wiadomo – w Bayernie zawsze marudzą na brak środków.
Piotr Tubacki
