Hertha Berlin jak... Ruch
Stara Dama miała przenieść się na nowy stadion w dniu 133. urodzin. Ten... minął w piątek, a nowego obiektu ani widu, ani słychu. Co konkretnie łączy berlińczyków z chorzowianami?
Hertha nie chce grać na legendarnym Olympiastadion, ale... musi. Fot. Imago/PressFocus
NIEMCY
Sześć lat temu Ingo Schiller, odpowiedzialny wówczas za finanse w Hercie, obiecał że 25 lipca 2025 roku, gdy klub będzie świętował 133. urodziny, odbędzie się otwarcie nowego stadionu. Kibice mieli zaznaczyć sobie tę datę w kalendarzu i wyczekiwać areny, która może pomieścić 52-55 tysiące osób. Dzisiaj jesteśmy trzy dni po terminie – a stadionu nie ma i nawet się za niego nie zabrano. Czy Hertha jest bezdomna? Nie. Gra na trzecim największym obiekcie w Niemczech, legendarnym Olympiastadion, na który wchodzi prawie 75 tysięcy fanów. Więcej mają tylko stadiony w Monachium i Dortmundzie.
Założyciel Bundesligi
Berliński Stadion Olimpijski to popularne miejsce na piłkarskiej mapie. Odbyły się tam m.in. finał Euro 2024 czy finał mundialu w 2006 roku, a więc wydarzenia najwyższej rangi. Po co więc Hercie nowy stadion? Przecież jeden już w Berlinie jest? I to spełniający najwyższe standardy. To chyba znajoma śpiewka, prawda? Analogiczną wręcz sytuację można opisać w Ruchu, który występuje na drugim największym stadionie w Polsce, a największym obecnie ligowym, mimo że wcale nie chce tego robić. Niebiescy rzecz jasna musieli przenieść się na Stadion Śląski, bo Cicha przestała być zdatna do użytku, natomiast Hertha gra na Olympiastadion, odkąd powstała Bundesliga (z krótką przerwą na etap w niższych ligach), a Stara Dama była jedną z jej drużyn założycielskich – czyli od 1963 roku. Oba kluby mają jednak świadomość, że i jeden i drugi gigant to nie w pełni stadiony „klubowe” ani stricte piłkarskie. Wiadomo, że Hertha mocniej zasiedziała się na Olimpijskim niż Ruch, który w Kotle Czarownic jest absolutnym gościem, lecz argumenty za budową kolejnych stadionów w tych miastach są podobne.
Bolesne derby
Berlińczycy wszystkie „za” prezentują nawet na swojej oficjalnej stronie internetowej. Wskazywali, że to jedyny klub Bundesligi, który nie ma typowego obiektu piłkarskiego, lecz taki z bieżnią (teraz są w 2. Bundeslidze, gdzie podobny, choć chyba nieco mniej uciążliwy „kłopot” ma Norymberga). Poza tym 75 tys. to dla nich trochę za dużo. Średnie wypełnienie obiektów w Bundeslidze wynosi ponad 90 procent, a gdy Hertha w niej była, notowała wyniki w okolicach sześćdziesięciu kilku procent, czyli w praktyce 40-50 tysięcy. Jasne, były spotkania lepsze, ale bywały też gorsze. Niby wynik wciąż imponujący, ale puste krzesełka kuły w oczy. Poza tym nowy stadion miałby zostać sfinansowany w całości z pieniędzy prywatnych, podczas gdy właścicielem Olympiastadion jest kraj związkowy Berlin (tak jak w Chorzowie województwo zarządza Śląskim). Siłą więc rzeczy Hertha płaci za wynajem, ale na arenie odbywają się także inne wydarzenia. Dodatkowo stricte piłkarski stadion skrojony pod potrzeby Herthy zwiększyłby jej możliwości zarobkowe, umożliwiłby sprzedaż bardziej jakościowego produktu.
Policzkiem dla Starej Damy było to, gdy niedawno w Lidze Mistrzów swoje mecze na Olimpijskim rozgrywał... Union Berlin. Kilka lat temu Hertha znalazła bogatego inwestora i głośno celowała w Champions League. Tymczasem nie dość, że Union regularnie lał ją w derbach, szybciej zakwalifikował się do LM, to ta... spadła jeszcze do 2. Bundesligi, gdzie w piątek, hitem z Schalke, rozpocznie trzeci sezon na zapleczu. W zeszłym sezonie na jej spotkania chodziło średnio 53 tys. fanów (idealnie pod nową arenę), a na meczu z HSV był komplet widzów (wypełniony przez przyjezdnych; z Schalke było ciut mniej).
Skończyła się umowa
Nowy stadion miał zostać otwarty w 2025 roku także dlatego, że właśnie wtedy wygasała umowa najmu Olympiastadion. Siłą rzeczy trzeba było ją przedłużyć – do 2030 i to jest teraz nowy termin nowej areny. Na razie jednak... wciąż jeszcze nie rozstrzygnięto, gdzie powstanie stadion. Na ten moment wygrywa opcja budowy... tuż obok Olimpijskiego. Tyle dobrze, że Ruch ma chociaż swoją działkę.
Piotr Tubacki