Gliwiczanin w Bundeslidze
Lukas Kwasniok oficjalną konferencją rozpoczął przygodę w FC Köln. Nie mogło zabraknąć porównań do... Lukasa Podolskiego.
Jedno jest pewne – nudy z trenerem Kwasniokiem na pewno nie będzie. Fot. Pro Shots/SIPA USA/PressFocus
NIEMCY
Nowy szkoleniowiec Kozłów ma 44 lata i urodził się w Gliwicach. Tak jak wielu Ślązaków pod koniec komuny i w okresie transformacji systemowej razem z rodzicami wyjechał do Niemiec, osiedlając się w okolicy Karlsruhe. Trochę grał w piłkę, zahaczył nawet o Arminię Bielefeld czy Sandhausen, ale furory nie zrobił. To, z czego zasłynął, to trenowanie. I teraz to trenowanie zaprowadziło go do elity.
Podolski był „za”
– Moja prababcia mieszkała w Kolonii. Skłamałbym mówiąc, że spałem w pościeli FC (Köln - przyp. red.), ale jeśli nie jesteś kompletnie głupi, to pozwalasz się wchłonąć przez to miasto – mówił rozpoczynając swoją przygodę w FC Köln urodzony w Gliwicach Kwasniok. Niektóre niemieckie media od razu podkreśliły, że dużo go łączy z klubową legendą, Lukasem Podolskim – i imię, i miejsce urodzenia. „Poldi” zresztą mówił na początku czerwca, że rozmawiał telefonicznie z Kwasniokiem. – Pytałem go kiedyś o to, jakie ma plany. W końcu my w Górniku też szukaliśmy trenera – śmiał się Podolski. – Powiedział mi, że ma dużo zapytań i rozmów. Kusiła go też zagranica, ale stwierdził, że było za wcześnie. Wykonał bardzo dobrą robotę w Paderborn. Pomimo niskiego budżetu grał atrakcyjny futbol i rozwijał zawodników. Rozmawialiśmy krótko o FC. Lukas jest bardzo emocjonalnym facetem, który swoim sposobem bycia pociąga za sobą ludzi. Lubię takich gości. Kolonia to dużo gorętsze miejsce niż Paderborn, ale myślę, że może mu się tam ułożyć – mówił obecny piłkarz Górnika Zabrze.
To jest show biznes
Emocjonalność i nietuzinkowość Kwasnioka wyszła na jaw już na pierwszej oficjalnej konferencji prasowej, gdzie przez prawie godzinę w znakomitej atmosferze odpowiadał na pytania dziennikarzy. 44-latek nie owijał w bawełnę. Furorę zrobiło stwierdzenie dotyczące miejsca, na którym chciałby skończyć sezon. – Gdybym miał opowiedzieć o wszystkich marzeniach, zajęłoby mi to dużo czasu. Pierwszą rzeczą, którą chce tu zrobić, jest skierowanie tej łodzi na spokojne wody. Byłoby fajnie, gdybyśmy skończyli sezon... nad Borussią Mönchengladbach. Wiem, że to teraz trafi na pierwsze strony gazet, ale... trochę to zaplanowałem – śmiał się Lukas Kwasniok, wywołując z szeregu największego rywala FC Köln. – Jestem normalnym facetem. Trenowanie to moje hobby i mam tyle szczęścia, że mi za to płacą. Dla mnie liczy się elastyczność, bo nie będziemy w stanie zdominować każdego przeciwnika przez 34 kolejki. Jesteśmy jednak w show biznesie i dlatego chcemy, żeby kibice powiedzieli: tak, ta drużyna wylała na boisku ostatnią kroplę potu, grała z sercem – opisywał gliwiczanin.
To nie jest nudny facet
Kwasniok przez cztery sezony pracował w Paderborn, gdzie zastąpił trenera Steffena Baumgarta, który przeszedł... do Kolonii. Z Kozłami grał niezły futbol, zyskał wielką sympatię kibiców, słynął z charakterystycznego kaszkietu i wielkiej emocjonalności. Z czasem stracił posadę, ale nie pomogło mu wyciąganie z zespołu najlepszych piłkarzy. Siłą rzeczy pojawiły się więc porównania Kwasnioka do Baumgarta. – Na pierwszy rzut oka jesteśmy dość podobni, nie za wysocy, skończyliśmy grać w piłkę już jakiś czas temu. Jeśli jednak chodzi o trenowanie, są pewne różnice – mówił nowy szkoleniowiec Kozłów, który opisał się następująco: – W sumie żałuję, że nie wstrzymałem się z kilkoma opiniami, ale to nie znaczy, że będę przygotowywał swoje odpowiedzi na kartce. Ważny jest dla mnie luźny sposób odpowiadania. Nie powinniście traktować każdego słowa bardzo poważnie. W szatni przekomarzanie się to standard. Jeśli ktoś nazwie kogoś „zajączkiem”, to nie jest obelga. Pracujemy w show biznesie i jeśli chcą nudnego faceta, to mam nadzieję, że jestem niewłaściwą osobą – rzucił w swoim stylu Kwasniok.
Na poważnie
A czy będzie właściwą osobą, by utrzymać Köln w Bundeslidze? Zarówno Kozły, jak i drugi beniaminek, czyli HSV, to solidne marki, które przewyższają w wielu aspektach takich beniaminków, jak niedawni Holstein Kiel, Heidenheim czy Bochum. Kolonia wydała już na pomocnika Isaka Johannessona 5,5 mln euro, a na napastnika Ragnara Ache 4,5 mln. Tam bierze się walkę o Bundesligę bardzo na poważnie. – Chcemy przetrwać, a przy okazji w jednym czy drugim momencie zaprezentować kibicom widowisko – podsumował Kwasniok.
Piotr Tubacki