Gdy już zgasną światła...
KOMENTARZ „SPORTU” - Mariusz Rajek
Nie wzięło się to jednak znikąd, a „przykład” poszedł z naszego, śląskiego podwórka. 19 marca 1994 roku przy Bukowej doszło do derbów pomiędzy GieKSą a Górnikiem. Gospodarzom gra się nie kleiła, przegrywali 0:1 i nic nie wskazywało, że odrobią straty, gdy w 71 minucie… zgasło światło, a będąc precyzyjnym – jeden z jupiterów. Mecz trzeba było przerwać, w nowym terminie padł remis, który kosztował Zabrzan mistrzostwo Polski, a winowajcą uznano ś.p. Mariana Dziurowicza, legendarnego prezesa Katowiczan. Nigdy mu niczego nie udowodniono, ale niesmak jaki wzbudziła tamta sytuacja da się wyczuć do dziś. Gasnące światła w dziwnie niekorzystnych sytuacjach dla gospodarzy zdarzały się zresztą również w czasach bardziej nam współczesnych na torach żużlowych, jak podczas finału drugiej ligi pomiędzy Ostrovią Ostrów a Wandą Kraków czy Stalą Gorzów a Włókniarzem w ekstralidze. Wspólnym mianownikiem wszystkich tego typu zdarzeń jest to, że zawsze okazywały się one z korzyścią dla drużyn miejscowych.
O podobne praktyki nie podejrzewamy klubu z Siedlec, tym bardziej, że spotkanie nie zdążyło się jeszcze rozpocząć, a Puszcza wyjść na prowadzenie (strach pomyśleć co by wtedy było!). Teoretycznie goście mogli zacząć jednak coś marudzić o walkowerze, w końcu to gospodarz nie przygotował obiektu do meczu. Na szczęście działacze Puszczy skupili się jedynie na niezwykle pozytywnym komunikacie, że wszyscy kibice, którzy wybrali się do Siedlec, na powtórkę pojadą za darmo. Coś się zmienia w naszej mentalności i to cieszy. Słynnego „ciemność widzę!” nie chcemy bowiem w naszej piłce słyszeć już nigdy więcej!
