Fuchs bez fuksa
Rok temu zwycięzca Gradi Polish Open by Emeralld uzyskał ogromną przewagę nad resztą stawki. Tym razem triumfator Dennis Fuchs wygrał o włos. Wśród Polaków najlepszy był Alejandro Pedryc.
Dennis Fuchs tuż przed trafieniem zwycięskiego putta. Fot. Pro Golf Tour
Biznesmen z pasją
Bawarczyk rozpoczął od mocnego uderzenia. Runda 62, zawierająca imponujące trzy eagle, dała mu jednopunktowe prowadzenie przed trójką rywali. W czwartek i piątek dodał dwie rundy 67. Wynik -14 okazał się najlepszy, jednak wyrównał go Belg Kristof Ulenaers, wykręcając kolejno miłe dla oka rezultaty: 64-66-66. O wszystkim miała zadecydować dogrywka, oczywiście rozgrywana na malowniczej, otoczonej oceanem wody osiemnastce. Pierwszy grał Belg, lądując jakieś 2.5 metra od flagi. Niemiec nie pozostał dłużny i zagrał odrobinę dalej od rywala. Trafił birdie i teraz cała presja wisiała na Kristofie. Jego piłka musnęła dołek, jednak nie miała zamiaru do niego wpaść. „Wciąż brak mi słów. To są właśnie te momenty, o których się marzy. Do osiemnastego dołka dobrze radziłem sobie z presją, ale gdy zobaczyłem tłum wokół greenu, zrozumiałem, że stawka jest naprawdę wysoka. Na szczęście udało się zagrać najlepszy golf” – opowiadał triumfator, mieszkający obok swojego macierzystego klubu - Golfclub Wörthsee, niedaleko Monachium. Trzecim miejscem podzielili się zgodnie Niemcy - Christian Bräunig i Leon Breimer oraz Walijczyk Owen Edwards. Jak dotąd największy sukces w karierze Fuchsa zapewnił mu solidny skok rankingowy i awans w klasyfikacji generalnej Pro Golf Tour o 65 pozycji, na miejsce szesnaste.
Tak relacjonował swoje wrażenia specjalnie dla naszej redakcji. „Tak, jestem bardzo szczęśliwy. To moje drugie profesjonalne zwycięstwo, pierwsze zdobyłem zdaje się trzy lata temu w turnieju Bavarian Open. Rundę finałową grało mi się dobrze, nie byłem zestresowany. Zacząłem mocno, robiąc birdie na pierwszym i trzecim dołku i wykonałem dużo dobrych uderzeń. Tylko dwa razy zabrakło nieco szczęścia. Byłem w formie. Przed puttem na dogrywce miałem dobre przeczucia, ponieważ na greenach sprawowałem się dobrze przez cały tydzień. Jednak nie było łatwo, ponieważ mój rywal był bardzo blisko dołka i dobrze wiedziałem, że muszę trafić. Przed dogrywką również czułem się komfortowo. Moje poprzednie zagranie na tym dołku poleciało jakieś 10 metrów za daleko i dokładnie wiedziałem co mam teraz zrobić. Tym razem zagrałem pitching-wedgem nieco bardziej miękko. Widziałem jak dobrze zagrał Kristof i rozumiałem, że muszę być blisko”.
Dzień po triumfie Dennis udał się do Rosa Golf Club, gdzie wziął udział w kwalifikacjach do turnieju HotelPlanner Tour - Rosa Challenge Tour. Łatwo zgadnąć, że tam wygrał i już w pierwszym tygodniu września ponownie zobaczymy go w Polsce.
Team Pedryc
Najmocniejszym punktem polskiej reprezentacji okazał się Alejandro Pedryc. Miałam okazję sporo obserwować go w trakcie turnieju, oraz wspólnie kibicując, dużo rozmawiać z jego tatą i pierwszym trenerem – Tomkiem. Przyznaję, mam dobre wrażenia z tych kilku dni w Brzeźnie. Alejandro, od zawsze uważany za potężny golfowy talent, pokazał w Gradim, że stać go na bardzo wiele. Uderza niepoważnie wręcz daleko i całkiem prosto, potrafi popisać się genialną krótką grą, ma instynkt, nie wpada w furię i frustrację po złych zagraniach, przyjmując je na zimno i starając się myśleć tylko o czekającym go następnym kroku. W drużynie, wspieranej jeszcze przez pełniącego funkcję caddiego Wojtka Chylińskiego, panuje dobra atmosfera. Dawno nie widziałam Alexa w akcji. Ostatnio pewnie jakieś pięć lat temu podczas Przesiep Open by mitukiewicz.pl, gdzie zrobił na mnie duże wrażenie. Caddiowałam wtedy Adrianowi Meronkowi i jednocześnie kątem oka podziwiałam świetną grę Pedryca, który tym swoim mocno sprężystym krokiem podążał w grupie razem z nami.
Aż do ostatniego dołka
W Brzeźnie wystrzelił z rundą -6, tracąc dwa uderzenia do prowadzącego Fuchsa. W czwartek dorzucił spokojne -3 i przed rundą finałową wciąż miał dwa uderzenia deficytu, tym razem do trzech liderów – Fuchsa, Leona Bremera i Francuza Aubina Lacase’a. W piątek na czternastu dołkach trafił cztery birdie, zmącone dwoma bogeyami, a później były jeszcze trzy pary i długi marsz na osiemnastkę. Tam przyszła chwila słabości. Po trafieniu na green, co zawsze cieszy na tym niebezpiecznym dołku, zakończył wszystko bardzo kosztownymi czterema (!) puttami, soczystym doublem i spadkiem na szesnastą pozycję. Gdyby tylko zagrał tam staromodnego para – byłby siódmy. W golfie jednak gdybanie nie ma większego sensu. „Pozostaje lekki niesmak po dzisiejszej końcówce, ale fajnie było być w czołówce przez wszystkie dni – podsumował rzeczowo Alejandro. „Jestem dumny z tego jak potrafiłem utrzymać koncentrację przez większość czasu. Bardzo dziękuję caddiemu, który pomagał mi utrzymywać opanowanie i nie popadać w złość lub panikę”.
Nasi ze zmiennym szczęściem
Drugi wynik wśród Polaków przywiózł Oskar Zaborowski. Dzięki świetnej rundzie finałowej -4 wyprzedził ostatniego dnia swojego dobrego kolegę – Mateusza Gradeckiego. Z -6 Oskar zakończył rywalizację na miejscu T27. „To był solidny, występ, co ważniejsze przed polską publicznością, co dodatkowo motywuje i nakłada jednocześnie trochę presji. Tym bardziej jestem zadowolony z końcowego rezultatu. W finałowej rundzie byłem bardziej świadomy na czym skupić uwagę, aby uniknąć niewymuszonych błędów z dni poprzednich. Tata oraz narzeczona, którzy mi caddiowalli, również bardzo pomagali przez te kilka dni turniejowych”.
„Gradi” w piątek grał dość kolorowo, po raz drugi w tygodniu topiąc piłkę na osiemnastym greenie, który tego dnia był dopiero półmetkiem jego rundy. Mocno się tam zagotował, jednak zdołał szybko się opanować, lądując pod samym dołkiem trzecim uderzeniem i „ratując” bogeya. Zwycięzca na Challenge Tour i trzykrotny triumfator na Pro Golf Tour zakończył tydzień wynikiem -5 i miejscem 29. Tak podsumowywał swój powrót po latach do tego turnieju: „Jak grałem ostatnią rundę? Osiemnastka mnie trochę pokonała. Niestety, ratowałem się tam jak mogłem. W tegorocznym występie, patrząc na moją formę ostatnimi czasy, było dużo dobrych aspektów. Zrobiłem sporo birdie i jest to znak, że będzie lepiej. Niestety czasami zdarza się latanie lewo-prawo. Muszę poprawić uderzenia z tee i rozgrywanie dołków par 3 - to bardzo wpływa na rezultat. Teraz sama widziałaś, to co często ci tłumaczyłem. Dwudzieste któreś miejsce – bez szału. Myślę, że mogłem wyciągnąć z tego trochę więcej. Było zbyt mało powtarzalności, żeby wygrać. Inaczej miałbym duże szanse, ale tak to już w golfie jest”.
Czwartym i ostatnim polskim uczestnikiem wszystkich trzech rund turniejowych był wciąż amator - Max Biały z OUR Golf Club. Dwie świetne rundy 70 i 68 oraz rozczarowujący finał 75, uplasowały go na miejscu 47. „Turniej oceniam za udany, mimo ostatniej rundy. Tak naprawdę słaba dyspozycja z dłuższymi ironami nie pozwoliła na lepszy wynik. Bardzo cieszy mnie fakt, że przez trzy dni moja krótka gra stała na najwyższym poziomie. To pierwszy raz, kiedy udało mi się przejść cuta w profesjonalnym turnieju, wiec tydzień zaliczam na plus. Mam nadzieję, że uda mi się uspokoić błędy przy żelazach i utrzymać dobrą krótką grę na nadchodzące dni, które wraz z kadrą spędzę w Irlandii na drużynowych mistrzostwach Europy”.
Najmłodszy
Najmłodszym zawodnikiem był reprezentant Kraków Valley - Jan Pyla. Wcale niespeszony sytuacją 15-letni debiutant w turnieju takiej rangi popisał się na dzień dobry bardzo solidną grą. Drugiego dnia dorzucił 81 uderzeń i marzenia o przejściu cuta prysły jak bańka mydlana. Janek jest jednak optymistą i po prostu wyciągnął z tego odpowiednią lekcję. „Był to dla mnie pierwszy start w profesjonalnym turnieju, więc była to pewnego rodzaju nowość. Jestem bardzo zadowolony z mojej gry pierwszego dnia, notując solidne 73 uderzenia. Drugi dzień zdecydowanie nie poszedł po mojej myśli. Najbardziej zawiodła gra żelazami, która kosztowała najwięcej. Dużym wyzwaniem w tym tygodniu było przystosowanie się do greenów, które były bardzo twarde i zupełnie inne od tych, na których gram na co dzień. Mimo gorszej drugiej rundy było to dla mnie bardzo wartościowe doświadczenie, które wiele mnie nauczyło. Jestem wdzięczny, że miałem okazję grać w Gradi Polish Open”.
Redakcja „Sportu” była patronem medialnym tego wydarzenia. Za rok szykuje się powrót do Gradiego.
Kasia Nieciak
23-letni Alejandro Pedryc zaprezentował próbkę swoich możliwości. Fot. Pro Golf Tour
Mistrz z trofeum Gradi Polish Open. Fot. Pro Golf Tour
W tym roku osiemnastka dała w kość "Gradiemu". Fot. Kasia Nieciak
Dogrywka nie poszła po myśli Belga. Fot. Pro Golf Tour