Fiński sprawdzian
Z DRUGIEJ STRONY - Michał Zichlarz
Koncentrujemy się na sobie, ale nie sposób nie spojrzeć też na rywala, który w ostatnim czasie jest… chłopcem do bicia. Ze swoich ostatnich 10 meczów międzynarodowych, w tym dziewięciu o stawkę - Liga Narodów, eliminacje MŚ – aż 7 razy przegrał, dwa razy zremisował (Szkocja, Litwa) i raz zwyciężył (Malta). Niewiele zostało z zespołu prowadzonego przez 8 lat przez Markku Kanervę, który wprowadził Finów do Euro 2020/21. Teraz drużyna przestała się liczyć w międzynarodowej stawce i - patrząc z naszej perspektywy - oby tak było dalej. Do Helsinek jedziemy zatem po wygraną i po trzy punkty, które umocniłyby nas w tabeli grupy G na prowadzeniu.
Taki bilans byłby znakomitym wynikiem przed kolejnym meczem z Holandią w Rotterdamie 4 września. Najpierw trzeba jednak zrobić właściwy krok w Helsinkach. „Oranje” go wykonali, teraz pora na Biało-czerwonych.
Na naszą korzyść przemawia kilka kwestii. Pierwsza - piłkarska. Jacy zawodnicy grają w naszej drużynie narodowej, a jacy u rywala z północy? W sobotnim meczu z półfinalistą ostatniego Euro duet środkowych obrońców tworzyli zawodnicy znani z naszej ekstraklasy. Bardzo dobrze grający zresztą Robert Ivanov, którego chce Arka Gdynia oraz Arttu Hoskonen (Cracovia). Co do Ivanova - nie wiadomo, czy we wtorek zagra, boisko opuścił przecież przedwcześnie z urazem.
Finowie, co było widać po zawodnikach, wiele włożyli w starcie z silnym przeciwnikiem, a w końcówce mieli nawet okazje bramkowe. W meczu z nimi na pewno trzeba będzie być skoncentrowanym przez całe 90 minut i nie pozwalać sobie na takie sytuacje, jakie miały w meczu z Mołdawią w drugiej połowie. Choć walka z Holendrami na pewno została piłkarzom z Finlandii w kościach.
My trochę się w piątek oszczędzaliśmy, nie zagrał choćby - jak powiedział po meczu na Śląskim Kamil Grosicki - nasz najlepszy obecnie polski piłkarz Piotr Zieliński. Setny mecz w reprezentacji zagra więc w Helsinkach.
Jest jeszcze kolejny element, który gra na naszą korzyść. O co chodzi? To… statystyka. Finlandia to jeden z tych rywali, z którym w swojej historii mierzyliśmy się najczęściej, bo już 33 razy. Tylko z dwoma reprezentacjami graliśmy w ponad stuletniej historii międzypaństwowych gier częściej, z Rumunią – 36 razy i z Węgrami – 34. Bilans jest oczywiście na korzyść Biało-czerwonych, którzy z tych 33 spotkań aż 22 wygrali. W meczach o stawkę czy to w eliminacjach mistrzostw świata, Europy, czy w igrzyskach olimpijskich, mierzyliśmy się tuzin razy - 8 gier rozstrzygnęliśmy na naszą korzyść, dwa razy zremisowaliśmy i ponieśliśmy dwie porażki. Było to w eliminacjach do Euro 2008, kiedy w Warszawie przegraliśmy 1:3, a dwa razy skarcił nas wtedy świetny Jari Litmanen, pokonując Jerzego Dudka, oraz wcześniej - dawno, dawno temu - we wrześniu 1965 roku w Helsinkach, kiedy niespodziewanie przegraliśmy w eliminacjach do angielskich MŚ 0:2. Teraz czekamy na wygraną i zaliczenie fińskiego sprawdzianu na celująco!
