Fenomen na skalę światową
Milion „Lewego”, 100 tysięcy i bilety na Wimbledon Igi Świątek, srebro na licytację wicemistrza olimpijskiego Władimira Semirunnijnego, zaproszenie na kadrę trenera Jana Urbana – sportowcy z sercem wsparli akcję Łatwoganga na rzecz dzieci chorych na raka.
Łatwogang wręcza koszulkę akcji podpiecznemu Fundacji Cancer Fighters. Fot. Leszek Szymański/PAP
To była historyczna chwila dla polskiej onkologii. 23-letni, niezwykle wrażliwy influencer z Warszawy, znany jako Łatwogang, a naprawdę nazywający się Piotr Garkowski, zainicjował największy charytatywny stream na świecie. Chłopak w kawalerce z komórką i amatorską kamerką zmienił postrzeganie Polski.
Ćwierć miliarada na walkę z niewidzialnym wrogiem
Zbiórka na platformie YouTube w formie long streamu - nieprzerwanej transmisji na żywo, trwającej dziewięć dni pobiła rekord Guinnessa w największej kwocie zebranej podczas transmisji na żywo na cele charytatywne. W ciągu dziewięciu dni udało się zebrać ponad 250 milionów złotych dla ogólnopolskiej fundacji Cancer Fighters, która pomaga osobom chorym na raka - dzieciom, młodzieży i dorosłym. Wspiera ona także rodziny i bliskich swoich podopiecznych. Działania fundacji nie ograniczają się jedynie do pomocy materialnej, ponieważ jak podkreślono na stronie, osoby walczące z chorobą nowotworową, każdego dnia potrzebują nie tylko leczenia, ale także siły i nadziei na lepsze jutro. Organizuje pomoc medyczną, psychologiczną oraz motywujące wydarzenia. Tym razem dzieci tak strasznie doświadczone przez życie, często bez wyjścia, z pompowaną chemią w młodziutkie ciała, dostały nadzieję, że wygrają z wydawałoby się niewidzialnym, nieuleczalnym wrogiem.
Impuls od Mai i Bedoesa
Impulsem do rozpoczęcia charytatywnej zbiórki była piosenka rapera Bedoesa „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)", którą nagrał wraz z 11-letnią Mają Mecan, jedną z podopiecznych Fundacji Cancer Fighters, walczącą z trzecią wznową białaczki, nagłaśniając w ten sposób temat chorób nowotworowych wśród dzieci. Po jej premierze Łatwogang zaproponował swoim obserwującym wyzwanie - tyle polubień, ile zbierze jeden z jego TikToków, tyle będzie trwała transmisja na żywo, a 1 polubienie to 1 sekunda. W ten sposób fani zdecydowali, że potrwa 9 dni. I tak rozkręciła się największa impreza na świecie, a spotkanie internetowego świata z muzyką, kinem, sportem przez weekend zelektryzowało całą Polskę, także największe gwiazdy polskiego sportu.
Wrażenie zrobiło też 18 tysięcy nowych dawców szpiku.
W sobotnią noc
Do akcji „Cancer Fighters” przyłączyła się Iga Świątek. Na nagranym wideo zdradziła, że przekazuje na zbiórkę 100 tysięcy złotych i bilety na jej mecz na Wimbledonie. Taką samą kwotę przekazał bramkarz reprezentacji Polski, Marcin Bułka. Na streamie Łatwoganga pojawił się w środku nocy (o czwartej rano 26 kwietnia) Władimir Semirunnij i ogłosił, że oddaje na licytację swój olimpijski srebrny medal zdobyty w jeździe na 10000 metrów. Cegiełkę do tego spektakularnego sukcesu dołożył Robert Lewandowski, który najpierw długo odpowiadał na pytania fanów, a potem wraz z żoną Anną dorzucił do zbiórki okrągły milion złotych. Gdy licznik wskazał 66 milionów (w sobotę w nocy) Sławomir Peszko zadeklarował m.in., że osobiście zawiezie do ślubu najlepiej licytującą młodą parę. Przy 68 milionach – po 22-drugiej w sobotę – organizatorzy połączyli się z trenerem Janem Urbanem, który powiedział: - Na tym świecie, na którym żyjemy, są wojny, giną ludzie, są wypadki, są takie zdarzenia, które trudno sobie wytłumaczyć. Natomiast jeśli ktoś widzi cierpienie dziecka, to wydaje mi się, że przy tych wszystkich nieszczęściach jest to coś, co najbardziej boli. Dzieci to są najbardziej bezbronne osoby, które cierpią, oczekują pomocy. To jest coś, co każdego zastanowi. Każdemu serce połamie, zrobi go mięczakiem. Taka jest prawda. Nie oszukujmy się – stwierdził selekcjoner i chętnie odpowiedział też na kilka pytań od osób oglądających w tym momencie stream (rozmowa poniżej).
Akcja Szyca i Szczęsnego
W niedzielę rano u Łatwoganga pojawili się aktor Borys Szyc i raper Mata, który w pewnym momencie zadzwonił do byłego bramkarza reprezentacji Wojciecha Szczęsnego. Michał Matczak zaproponował bramkarzowi FC Barcelony grę w barwach A-klasowego klubu LKS Tajfun Ostrów Lubelski, którego jest prezesem i czynnym zawodnikiem. - Na 100 mln zobowiązuję się (w trakcie ich rozmowy na liczniku było 94 mln - przyp. red.), że będę chociaż na jeden mecz graczem Tajfuna. Nie wiemy kiedy, bo na razie inny klub mnie zatrudnił. Ale będę - odparł Szczęsny, deklarując, że chce wystąpić jako... napastnik. - Na „dziewiąteczce" poproszę, bo Mata mówił mi, że dziewiątka u nich dużo czerwonych kartek ma. Potrzebują kogoś spokojnego w ataku. Kogoś takiego jak Lewy – stwierdził z uśmiechem, obiecując, że gdy licznik na streamie dobije 150 milionów złotych nagra filmik na Tik Toku do „Dissu na raka” rapera Bedoesa z gwiazdą Barcelony i jednym z najlepszych piłkarzy na świecie, Laminem Yamalem, co stalo się faktem, ponieważ na wyjątkowym nagraniu z szatni Barcelony polski bramkarz pojawił się w towarzystwie Lamine'a Yamala. Ale na tym nie koniec. Szczęsny z Szycem zaprosili na partię golfa w Polsce dwie osoby, które wpłaciły pieniądze na zbiórkę i zadeklarował, że po osiągnięciu pewnej kwoty rzuci palenie.
Guys, błagam was
- Guys, błagam was, to wszystkim nam wyjdzie na zdrowie - w dość humorystyczny sposób do rozmowy włączyła się Marina Łuczenko-Szczęsna, czyli żona Wojciecha. - Na miliard złotych rzucam palenie, ale... nie trzymajcie mnie za słowo - zaśmiał się Szczęsny, który jest uzależniony od palenia papierosów. W Barcelonie dorobił się już nawet przyśpiewki „Szczęsny fumador" czyli „Szczęsny palacz”.
Zbigniew Cieńciała
Zróbmy to!
Rozmowa z selekcjonerem reprezentacji Polski Janem Urbanem podczas charytatywnej transmisji na żywo dla Fundacji Cancer Fighters.
Trenerze, przedwczoraj Lewy łączył się na mega długim godzinnym live'ie i powiedział, że będzie w czerwcu w Warszawie i zaprosi dzieciaki na mecz... jeśli będzie powołany na czerwcowe mecze reprezentacji.
- Powiem tak: Robert ma otwarte drzwi do reprezentacji. Na pewno dziś ma problem, gdzie będzie dalej grał. Czy to będzie Barcelona, czy zagra w innym kraju w Europie, a może jeszcze gdzieś dalej. Dajmy mu czas. Niech wybierze jak najlepiej, ale wydaje mi się, że Robert jest otwarty na reprezentację.
Dzwoniliśmy do Sławomira Peszko, który uznawany był za „atmosfericia” drużyny narodowej. Może pan uchylić rąbka tajemnicy, kto w obecnej kadrze jest największym jajcarzem?
- Wydaje mi się, że Janek Bednarek. Lubi porozmawiać, coś śmiesznego głośno powiedzieć. Wiem, że takim gościem był kiedyś w Legii i reprezentacji „Jędza” Jędrzejczyk. Ogólnie w reprezentacji atmosfera jest dobra i o to akurat nie musimy się martwić.
Kogo pan w reprezentacji Polski, a może poza nią, uważa za osobę-piłkarza niekonwencjonalnego?
- Lubię piłkarzy technicznych, ale piłkarz przede wszystkim musi być profesjonalistą. Umieć wykorzystać swój moment, bo kariera piłkarska, owszem, ona się w ostatnim okresie wydłużyła, ale tak naprawdę trwa krótko. Trzeba ją wykorzystać na maksa, więc bardzo cenię tych piłkarzy, którzy potrafią to zrobić.
Czy możemy wystawić na aukcję jeden dzień z trenerem Janem Urbanem na czerwcowym zgrupowaniu reprezentacji Polski? Wiadomo, że nie od rana do nocy, ale żeby można było zobaczyć, jak to wszystko z bliska na kadrze wygląda? Co trener na to?
- Nie ma problemu. Zróbmy to!
Super. Dziękujemy bardzo!
- To ja dziękuję i gratuluję inicjatywy!
Ostatnie pytanie jest takie na wesoło, o ulubiony kolor trenera?
- Mam dwa. Biały i czerwony (śmiech).
(ZC)
