Faworyt powstrzymany
Derby Mazowsza zakończyły się podziałem punktów, z którego cieszą się piłkarze Pogoni Siedlce, a smucić on może zawodników Polonii Warszawa.
Mateusz Kuchta nie mógł powstrzymać Pogoni przed zdobyciem gola. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus
Doskonale pamiętamy szaloną końcówkę sezonu 2024/25, gdy Pogoń Siedlce rzutem na taśmę uratowała utrzymanie na zapleczu ekstraklasy. W doliczonym czasie meczu z Wartą Poznań Marcin Flis wykorzystał rzut karny, dzięki czemu siedlczanie zdobyli trzy punkty i pozostali w 1. lidze. Radość Pogoni była ogromna i z tą fantazją drużyna Adama Noconia rozpoczęła kolejny rok zmagań. Na start zmierzyła się z Polonią Warszawa, która w poprzednim sezonie walczyła w barażach o awans. Faworyt wydawał się oczywisty, ale Pogoń nie miała zamiaru się poddawać i ruszyła do ataku. Pressingiem starała się zmusić ekipę Czarnych Koszul do popełnienia błędu. Polonia miała trudności z wyprowadzeniem piłki spod swojego pola karnego, co przyniosło skutek w postaci gola autorstwa Damiana Szuprytowskiego. Pogoń przejęła piłkę pod bramką Mateusza Kuchty, dzięki czemu skrzydłowy znalazł się w sytuacji sam na sam i nie pomylił się. Pogoń schodziła na przerwę do szatni z przewagą, a warszawianie musieli się zastanowić nad tym, jak doprowadzić do wyrównania.
Narady przed drugą połową przyniosły pozytywny skutek. Nie wiemy, co powiedział piłkarzom trener Mariusz Pawlak, ale po zmianie stron Polonia zaczęła grać lepiej. Co ważniejsze, była też skuteczna. Już w 47 minucie doprowadziła do wyrównania, a gola zdobył Robert Dadok. Dla 28-latka był to pierwszy mecz w barwach Polonii. W poprzednim sezonie grał w ekstraklasowej Stali Mielec. Po spadku zdecydował się zmienić barwy klubowe, ale nie znalazł już zatrudnienia na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. W ekstraklasie występował nieprzerwanie od 2020 roku. Teraz po latach wrócił na jej zaplecze i na „dzień dobry” wpisał się na listę strzelców. Udowodnił, że w Polonii będzie odgrywał ważną rolę. W końcu w Warszawie po poprzednim sezonie mają apetyt na awans. Dadok ze swoim doświadczeniem może w tym zdecydowanie pomóc.
Wydawało się, że po bramce Polonia ruszy do ataku i wymaże uśmiech z twarzy siedlczan. I rzeczywiście warszawianie byli stroną dominującą, ale nie miało to żadnego znaczenia, bo Pogoń nie pozwoliła im na zdobycie kolejnego gola. Remis powinien cieszyć Adama Noconia i jego zawodników. W końcu urwali oni punkty faworytom ze stolicy. To całkiem niezły początek, biorąc pod uwagę to, że jeszcze niedawno desperacko bronili się przed spadkiem.
Kacper Janoszka
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐
◼ Pogoń Siedlce – Polonia Warszawa 1:1 (1:0)1:0 – Szuprytowski, 42 min, 1:1 – Dadok, 47 min
POGOŃ: Lemanowicz – Miś, Dzięcioł, Jakubik, Kołodziejski – Kozłowski (70. Rybak), Pik – Demianiuk (70. Zielonka), Drąg, Szuprytowski (70. Famulak) – Podliński. Trener Adam NOCOŃ.
POLONIA: Kuchta – Olszewski, Cisse, Grudniewski, Hoxhallari – Poczobut – Dadok (75. Młyński), Gnaase (75. Bajdur), Wojciechowski (89. Wasin), Vega (57. Durmus) – Zjawiński (89. Śpiewak). Trener Mariusz PAWLAK.
Sędziował Tomasz Marciniak (Płock). Widzów . Żółte kartki: Podliński, Demianiuk, Rybak – Grudniewski, Bajdur.