Sport

Fajnie uciszyć Bułgarską

Byliśmy lepsi od Lecha i zasłużyliśmy na Superpuchar – przekonuje Rafał Augustyniak. Czy sukces w Poznaniu to kamień węgielny dobrego sezonu?

Rafał Augustyniak pełnił rolę kapitana Wojskowych w meczu o Superpuchar Polski. Fot. Jakub Kaczmarczyk/PAP

LEGIA WARSZAWA

I Legia, i Lech miały w niedzielę pewne problemy kadrowe, ale niezależnie od oceny warszawiacy nie byli w Poznaniu faworytem. W poprzednim sezonie byli „dopiero” 5. siłą ekstraklasy, kończąc sezon 16 punktów za Kolejorzem. Latem na razie nie wzmocnili się, wręcz przeciwnie, więc nie mogło dziwić, że po nieprzekonującej inauguracji sezonu z Aktobe wielkiego optymizmu przed rywalizacją z Lechem nie było. Tymczasem Wojskowi nie dość, że wygrali przy Bułgarskiej, to jeszcze wygrali zasłużenie. Przyznał to nawet trener pokonanych.

Kilka plusików

Graliśmy trzy dni wcześniej, mieliśmy sporo problemów zdrowotnych, więc musieliśmy się dostosować do nowych warunków. Lech to ukształtowany zespół na dobrym poziomie, a my przechodzimy transformację. Wiem, że oczekuje się od nas natychmiastowych rezultatów, ale to proces. Jeśli go przyspieszymy, nie będzie postępów. W momencie, w którym się znajdujemy, ważne było rozegranie dobrego meczu i zdobycie Superpucharu. Dlatego jestem dumny z moich zawodników za ich podejście i zaangażowanie. Wierzę w potencjał piłkarzy – podkreślił po raz kolejny trener legionistów Edward Iordanescu, a ci piłkarze faktycznie go nie zawiedli. Nie było w Legii słabszego punktu, może co najwyżej takie, które się nie wyróżniały. Czepiać się można ewentualnie Migouela Alfareli, który zaczął z wysokiego „C”, ale sił wystarczyło mu na pół godziny dobrej gry. Plusik na pewno zaś można zapisać obok Pawła Wszołka (który strzelił gola, a mógł trzy), Patryka Kuna (za asystę na 1:0), Juergena Elitima (za rządzenie środkiem pola i asystę na 2:0) czy Ilję Szkurina (który pokazał, że nawet jeśli klub pobije rekord transferowy i ściągnie nowego napastnika, on broni nie złoży).

Trochę szczęścia

Jakie elementy w swoim zespole wyróżnił Iordanescu? – W pierwszej połowie kontrolowaliśmy 90 procent meczu. Kontrolowaliśmy piłkę, wykazywaliśmy się dobrą dyscypliną i organizacją bez piłki. Przełamywaliśmy linie, strzeliliśmy dwa gole i mieliśmy dwie kolejne duże okazje. W defensywie też nie ucierpieliśmy, bo zablokowaliśmy silnego Lecha – wymienił rumuński szkoleniowiec. Jego filozofię opisał także Rafał Augustyniak, który w starciu z Kolejorzem pełnił ważną rolę defensywnego pomocnika pod nieobecność szykującego się do transferu Maxiego Oyedele. – Trener uczulał nas, żeby dobrze wejść w spotkanie. Dobrze nakreślił taktykę, którą wykonaliśmy praktycznie w 100 procentach. Mieliśmy trochę szczęścia, bo rywal dwukrotnie trafił w poprzeczkę, ale w przekroju całego meczu byliśmy lepsi i zasłużyliśmy na wygraną. Fajnie wygrać przy pełnym stadionie i uciszyć Bułgarską. Mam nadzieję, że będzie więcej takich spotkań – zaznaczył Augustyniak.

Rozmawiają o transferach

W Warszawie cały czas czekają na kolejne transfery. Na razie odchodzi Oyedele, którego za 6 mln euro bierze Strasbourg, z tym że połowa tej kwoty pójdzie na konto jego poprzedniej drużyny, czyli Manchesteru United (mimo wszystko – z polskiego punktu widzenia brzmi to całkiem dumnie). Oprócz tego wszyscy cały czas czekają na wspomnianego Miletę Rajovicia, który ma przyjść do Legii z Watfordu (ostatnio wypożyczony do Bröndby). Duńczyk o czarnogórskich korzeniach ma kosztować 3 mln euro, co będzie rekordem Polski. Przypomnijmy, że dotychczasowy rekord także należy do Legii, a jest nim kontuzjowany obecnie Ruben Vinagre, wykupiony kilka miesięcy temu ze Sportingu CP za 2,3 mln euro. – Z piłkarzami czasem rozmawiamy o transferach, ale na razie jesteśmy spokojni. Media lubią mącić i uderzać w Legię. Zarząd robi i chce jak najlepiej dla klubu – uspokoił Augustyniak.

A uspokajać musiał głównie warszawskich kibiców. Jak wiadomo, popularna Żyleta bojkotuje domowe mecze Wojskowych (w Poznaniu kibice byli na sektorze gości), protestując przeciwko „dziadostwu”, jak to sami ujęli, mając na myśli bierną politykę transferową stołecznych. Ta ma się wkrótce zmienić. Karnety jednak Legia sprzedaje. Rok temu przyszykowała ich 10 tysięcy i wszystkie „zeszły”. Teraz ich liczba zbliża się do 8 tysięcy.

Piotr Tubacki